10 najlepszych piosenek napisanych dla kobiet(y) – ranking osobisty

Opublikowano Listopad 14, 2013 | przez Deszczowiec

ggg

Muzycy (zwłaszcza gitarzyści) mają łatwiej. Wiadomo: odgarniesz, człowieku, dwa razy melancholijnie długie włosy, szarpniesz akord G na czułej strunie i laski ustawią się do ciebie w kolejce długiej, jak stąd do wczoraj. W repertuarze każdego szanującego się artysty, który odniósł tzw. sukces musi znaleźć się piosenka napisana O albo DLA kobiety. Oczywiście nie wszyscy muszą iść od razu tak ostro, jak poszli chłopaki z A Perfect Circle, którzy wszystkie utwory na płycie „Mer de Nomes” zatytułowali damskimi imionami. Choć przyznaję, że to jeden z moich ulubionych rockowych krążków, jakie w ogóle nagrano.

Anyway, słuchając kolejnej opowieści mojego kumpla (gitarzysty, a jakże!), że znowu wyrwał na długi gryf kolejną pannę postanowiłem stworzyć sobie taki prywatny ranking najlepszych piosenek napisanych dla kobiety.

Przyznaję, że jest on naznaczony moim gustem muzycznym, czyli w praktyce absolutnie subiektywny. Dlatego nie znajdziecie tu piosenki, której tekst ma być wysłany w kosmos na pierwszym polskim satelicie, czyli „Ona tańczy dla mnie”. Pewnie powinno się w nim znaleźć także „Cold” Kayne Westa, ale gość jest dla mnie postacią na tyle antypatyczną tak nadętym skurwysynem, że go zwyczajnie pomijam.

Nie znajdziecie tu piosenek lovelasa, który obrócił połowę Hollywood – Lenny’ego Kravitza. Lubię gościa, ale nie na tyle, by wpychać go do rankingu najlepszych. Nie będzie też The Beatles, chociaż oni o kobietach i dla kobiet pisali sporo. Po pierwsze, jednak jakoś zawsze wyczuwałem w wesołej paczce z Liverpoolu coś nieszczerego, a po drugie… cóż, są kawałki zwyczajnie lepsze. Będą za to akcenty polskie. Myślę też, że pierwsze miejsce nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem.

10. Perfect – Nie płacz Ewka

Jedna z najlepszych polskich ballad rockowych i w ogóle najlepszych piosenek napisanych w naszym języku. Prosta, momentami pretensjonalna, ale nieśmiertelna. Doskonale opowiedziana gitarą Zbigniewa Hołdysa, wokalem Grzegorza Markowskiego i wspaniałą linią basu Zdzisława Zawadzkiego. Piosenka opowiada o pisarce Ewie Kondratowicz, wielkiej miłości Hołdysa z czasów „młodości górnej i durnej”. Opuściła go, jak sama przyznała później, bo Hołdys „miał problem z alkoholem”. Czyli mówiąc wprost – tankował do imentu. Jakby nie był, „…Ewka” pozostanie dla mnie większym symbolem Perfectu i muzyki lat 80. niż „Autobiografia”.

 

9. Leonard Cohen – Suzanne

Oddajmy może głos samemu Cohenowi:

Napisałem tę piosenkę w 1966 r, w Montrealu. Poznałem tam wtedy dziewczynę o imieniu Suzanne. Wiedziałem, że jest dla mnie nieosiągalna, miała przecież męża… Wszyscy mężczyźni się w niej kochali, tak, jak wszystkie kobiety kochały się w jej mężu. Kiedyś zaprosiła mnie do siebie. Piliśmy herbatę Constant Comment, z drobinami pomarańczy. Łodzie pływały blisko brzegu, a ja w myślach pieściłem jej ciało, bo nie mogłem o tym nie myśleć, siedząc tak blisko niej… Później nazwałem jedną z moich piosenek jej imieniem. Po to, by historia Suzanne Vaillancourt nie została zapomniana.”

Trzeba dodawać coś więcej…?

 

8. Carlos Santana – Europa.

Wieść gminna niesie, że Santana zaimprowizował ten kawałek na poczekaniu dla jednej ze swoich fanek – naćpanej i rozpieprzonej nerwowo dziewczyny, której imię nie przetrwało w annałach historii. Mówi się trudno. Ciekawe, czy pamięta ją sam Santana? Nawet jeśli nie, to my możemy się dziś rozkoszować tym, jak Meksykanin pieści struny.

 

7. Alice in Chains – Down in a Hole

Tak tak, to nie jest piosenka o zjeździe, jaki stał się udziałem Staley’a przez jego uzależnienie. Autorem tego kawałka jest gitarzysta Alice, Jerry Cantrell,  a dotyczy on jego związku z niejaką Courtney Clark i opowiada o wszystkich niepewnościach  i zwątpieniach, jakie miały w nim miejsce. Trzeba przyznać, że przejmujące słowa w połączeniu z głosem Layne’a robią wrażenie nawet po wielu, wielu latach. Osobiście najbardziej lubię ten numer w wersji unplugged. Jest o wiele bardziej przeszywający. Kiedy patrzy się na wokalistę i słucha jego brzmiącego jak skowyt głosu… brr.

 

6. U2 – Sweetest Thing

Piosenkę te Bono napisał dla swojej żony, Alison, kiedy zapomniał o ich kolejnej rocznicy ślubu. Przyznacie, że prezent, który słyszało się w każdym możliwym radiu i każdej możliwej TV jest lepszy, niż jakieś głupi bukiet kwiatów?

 

5. Arctic Monkeys – Fire and the Thud

Numer napisany nie na przeprosiny, a raczej jako obietnica. „”If it’s true you’re gonna run away/Tell me where, I’ll meet you there” – śpiewa wokalista Alex Turner. To odpowiedź na wyjazd jego dziewczyny, Alexy Chung, do Nowego Jorku. Prezenterka dostałą bowiem swój program w MTV, a Turner, jak przystało na dobrego faceta, zapowiedział, że jej nie opuści. Zamiast się wykłócać, czy solennie przyrzekać zrobił to tak:

 

4. Red Hot Chili Peppers – Desecration Smile

Nie pierwsza i nie ostatnia piosenka w repertuarze Papryczek, która jest o kobiecie. Co tu dużo mówić, Kiedis opowiada po prostu, jak bardzo jest szczęśliwy ze swoją laską, Heather. W jednym z wersów jest zresztą bezpośrednie odniesienie, kiedy Antoś mówi o „krzaku wrzosu, pod którym leży ptaszek”… No, duzi jesteście, kombinujcie sami!

 

Możecie się zżymać, że wybrałem akurat tę piosenkę, że jest sentymentalna i ckliwa nad miarę, że lepsza byłaby nawet „Dani California”… ale ja mam do „Desecration” po prostu sentyment.

3. The Rolling Stones – Angie.

O tak. Nie mogło zabraknąć „Angie”. Ileż spekulacji było, na temat tej piosenki… Że napisano ją na cześć pierwszej żony Davida Bowie, że na cześć jakiejś aktorki… Wszystko to rozwiał jednak w swojej biografii Keith Richards, pisząc tak wyraźnie, że bardziej się nie da: to jest piosenka o mojej córce. No. Wszystko jasne? To słuchamy!

 

2. Guns’n’Roses – Sweet Child O’Mine

Nie lubię Gunsów. Czy raczej – nie trawię Axl’a. Tym bardziej, że „Sweet Child O’Mine” jest piosenką napisaną na cześć kobiety, z którą Rose kolejno: wziął ślub, po miesiącu chciał się rozwieść, rozmyślił się, a potem pobił ją i wyrzucił z domu, co skończyło się poronieniem. Rose tak wspominał później ten związek:

„Czasem traktowaliśmy się jak gówno, a czasem naprawdę wspaniale, bo tkwiące w nas dzieci były najlepszymi przyjaciółmi. Ale potem przyszły takie czasy, że kompletnie zrujnowaliśmy sobie nawzajem życie”.

Jakby nie było, „Sweet Child…” jest jednym z najlepszych, o ile w ogóle nie najlepszym, muzycznie kawałkiem Gunsów. A solówka Slash’a to absolutne mistrzostwo świata.

 

1. Eric Clapton – Layla

Zdziwieni? No bez jaj. Czy jest ktoś, kto choć raz w życiu nie słyszał tego openingu? Wydaje mi się to tak wiarygodne, jak przysięgający wierność małżeńską. A na cześć Pattie  napisano nie tylko „Laylę”, ale także „Wonderful Tonight” i „Something” George’a Harrisona. I tak kobieta, która była uwikłana w trójkąt, pomiędzy Harrisonem a Claptonem właśnie, przeszła do legendy muzyki i kultury. No – to enjoy! Bo ten kawałek jest jak czekolada od Rittera – nie można się nim przesłodzić i przejeść.

 

I tak to wygląda, panowie i panie. Jeśli macie uwagi lub komentarze – czekam na nie w komentarzach.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑