Dlaczego nie powinieneś obżerać się pączkami w tłusty czwartek

Opublikowano Luty 27, 2014 | przez Dżordż

paczki

Od jakiejś godziny na moim biurku leży koło… stu pączków (no, teraz może już 80). Szefowa uznała, że najlepiej położyć je w tym, a nie innym miejscu z dwóch powodów: będą daleko od niej, a poza tym ja, sportowiec, na pewno oprę się pokusie. I rzeczywiście daje radę, chociaż łatwo nie jest – zapach straszliwie zachęca do rzucenia się na tę górę tłuszczu. Mimo to mnie poddaje się i wam też radzę nie ulegać dzisiejszej, chwilowej modzie na te kaloryczne bomby. Dlaczego?

Drogi czytelniku, z dużą dawką prawdopodobieństwa zakładam,  że nie masz budowy ciała Cristiano Ronaldo/ Ewy Chodakowskiej. Więcej: jestem niemal przekonany, że gdzieś – pewnie w okolicy brzucha – ciążą ci zbędne kilogramy. A skoro tak, uwierz, że wsiamanie pięciu pączków (to nigdy nie kończy się na jednym) raczej nie pomoże ci w uzyskaniu statusu „ciacha” w oczach płci przeciwnej.

Ktoś powie: ale to przecież tylko jeden dzień szaleństwa, przesadzacie! Odpowiadam: dziś pączki, jutro wieczorem alkohol, ponieważ jest piątek i impreza, w sobotę obfita kolacja z drugą połówką, w niedzielę tłusty rosół u mamusi i już, pozamiatane. Dzień po dniu tuczymy się jak świnki. A przy tym w usprawiedliwianiu się jesteśmy równie dobrzy, co we wpieprzaniu, niesamowite.

Wracając do tematu: oczywiście pączki można spalić. Do tego potrzeba jednak dobrej kondycji i sporego samozaparcia. Jeden czwartkowy przysmak ma koło 300-400 kalorii, a to równa się dobrych 30 minut biegu. Albo 50… odkurzania. Można naturalnie kombinować inaczej: spalenie pączka to około 45 minut intensywnego całowania się. Zakładając, że każdy z was wpieprzy kilka, potrzeba koło dwóch godzin lizanka. Brzmi zachęcająco? Jasne, tylko kto z waszego korpo/biuro-otoczenia rzuci się na upapranego lukrem, pachnącego dżemem łasucha?

Szanse na buzi-buzi są więc zerowe, inaczej niż na to, że ludzie wokół zwrócą jednak na ciebie uwagę. Przede wszystkim, rzucisz się im w… uszy i oczy. Jak człowiek pochłania górę pączków, w pewnym momencie odrywa się od rzeczywistości. Cukier sprawia, że takiemu delikwentowi kompletnie puszczają hamulce, więc zaczyna „delektować się”, czyli mlaskać, dziamgać, cmokać.

O biedni współtowarzysze niedoli! Żadne stopery ani słuchawki wypełnione muzyką nie wyciszą im dźwięku twego  spełnienia. Ani bekania, które po nim nastąpi.

Dobre chociaż tyle, że te osobniki mogą oderwać wzrok od widoku pączkowego potwora. Jednocześnie szkoda, że z węchem sprawa nie jest już taka prosta – efekty obżarstwa sąsiada z boxu mogą być dla tych biedaków odczuwalne przez kilka godzin. No chyba, że przypadkowo mają w okolicy pracy sklep medyczny, w którym dostępne są odpowiednie maski chirurgiczne. Ale umówmy się, szanse na to są mniej więcej takie, jak na to, że że po tym tekście nie weźmie cię jednak ochota chociaż na jednego, malusiego pączunia…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑