10 rzeczy, które bym zrobił inaczej, gdybym znów miał 20 lat

Opublikowano Listopad 28, 2013 | przez Dżordż

20

Gdy człowiek dobija do okrągłych urodzin, zaczyna rozmyślać. Głównie o tym, co w przeszłości spieprzył. Jako że wizja nadchodzącej wielkimi krokami (12 grudnia!) trzydziestki stresuje mnie od dłuższego czasu, poświęciłem wspominkom niejedną godzinę. Na ich podstawie opracowałem listę 10 rzeczy, które zrobiłbym inaczej, gdybym był znów o dekadę młodszy (kolejność przypadkowa):

1. Studia

Za chuja pana nie wybrałbym znowu tych dziennikarskich. W dzisiejszych czasach humaniści, o ile nie są geniuszami, mają przegwizdane. To przeważnie sympatyczni acz bezrobotni ludzie. Albo zatrudnieni, ale na koszmarnych warunkach. Matematyka, fizyka oraz inne przedmioty ścisłe – to w nich ukryta jest kasa. Mając znowu 20 lat poszukałbym więc kierunku, który zapewniłby mi stały, wysoki dochód.

2. Chlanie

Do 22. roku życia niemalże nie piłem. Byłem  świętszy od papieża. Gdy inni wlewali w siebie na imprezach wódę, ja żłopałem w domu herbatkę czytając przy okazji jakąś przeintelektualizowaną książkę. Przez to ominęło mnie kilka(set) zajebistych bib. Nie spróbowałem nigdy dymania w akademiku ani nawet skręta na studenckiej imprezce i nie ukrywam, że tego żałuję.

3. Ubiór

Mając na karku dwie dekady kompletnie nie przykładałem wagi do stroju. Skutkiem czego wyglądałem jak skrzyżowanie bezdomnego ze sprzedawcą z bazaru. Byłem niedogolony, niedostrzyżony, jednego dnia zakładałem na siebie o dwa rozmiary za duży czarny sweter, jak kolo z Woodstocka, by drugiego przywdziać jakiś fikuśny dres, czyniący ze mnie chłopaka spod bloku. Dramat.

4. Zapach

Jako młodzieniaszek uważałem, że oznaką wysublimowania jest przetarcie się pod pachami przed wyjściem z domu czymś na kształt Old Spice’a. Dezo za 10 zł to był dla mnie szczyt ekstrawagancji. O jakiż ja byłem głupi nie doceniając drogich, fajnych perfum! Szczególnie, że paradoksalnie było mnie wtedy na nie stać.

5. Jedzenie

Będąc pięknym-trzydziestoletnim stałem się smakoszem. Lubię odkrywać nowe kuchnie, a także delektować się już znanymi, głównie włoską, tajską czy hinduską. W 2003 roku wyglądało to inaczej. Szczytem kulinarnego szaleństwa był dla mnie kebab za 5 zł, kupowany u podejrzanego typka za którego lokalem kręciło się zawsze naprawdę dużo gołębi…

6. Kawa

Na studiach na jej widok gęba wykrzywiała mi się w obrzydzeniu tak potężnym, jakbym przyłapał Ryszarda Kalisza na stosunku z Anną Grodzką. Założyłem, że mała czarna mus być ohydna i już, nikt nie był mi w stanie wybić tego pomysłu z głowy. Oczywiście nie dałem się przekonać, żeby spróbować jej chociaż raz. Nie, ja wiedziałem swoje – że musi być straszna. Jakież było moje zdziwienie, gdy jako 25 latek spróbowałem kawy i już po dwóch pierwszych łykach zdałem sobie sprawę, że oto miłość na całe życie.

7. Zęby

Od kiedy pamiętam były krzywe. Nie wyglądały co prawda tak dramatycznie, jak u XVI-wiecznych piratów, ale i tak na występ w reklamie Colgate nie miałem szans. I nadal nie mam, ponieważ jako młody głupek przesuwałem założenie aparatu z roku na rok, skutkiem czego nie zrobiłem tego do dziś.

8. Bieganie

W podstawówce grałem w piłkę nożną. W LO trenowałem aikido i bieganie, potem, koło 18stki, zrezygnowałem z joggingu aż do 23. roku życia. Żałuję, gdybym od początku studiów ćwiczył regularnie, na pewno osiągałbym teraz w maratonach dużo lepsze wyniki.

9. Szanty

Sytuacja wyglądała tak: na próbie amatorskiego zespołu, w którym śpiewałem na studiach, pojawił się dziwaczny mężczyzna. Siwy, długowłosy, nieco przygarbiony. Przysłuchiwał nam się z uwagą koło dwóch godzin po czym zaproponował, żebyśmy przez całe wakacje śpiewali… szanty u niego na łajbie, na Mazurach. Gwarantował niezłą kasę, nocleg i popitkę, a pewnie przy okazji udałoby nam się dziabnąć niejedną fajną, podchmieloną lalkę. Niestety, mnie i kolegom zabrakło jaj, żeby przyjąć tę dziwaczną ofertę. Dziwaczną o tyle, że uwierzcie – ja naprawdę nie potrafię śpiewać, więc nie rozumiem, jak ktoś mógł dostrzec we mnie jakikolwiek wokalny talent.

10. Mieszkanie

Dekadę temu cena za własne m w Warszawie była naprawdę przyzwoita. Paru kumpli wzięło wtedy kredyty, a dziś ma już pospłacane hacjendy. Ja w sumie mogłem zrobić to samo, pracowałem wówczas na etacie i zgarniałem całkiem niezły hajs, no ale niestety, uznałem, że mam jeszcze czas na zaprzedanie się bankowi. Dziś tego żałuję, bo przez ostatnich 10 lat wydałem kupę kasy na płacenie za wynajem komuś, a przecież mogłem ją wydawać na siebie…

A Wy co zmienilibyście w swoim życiu mając znowu 20 lat? Piszcie, naprawdę jestem ciekaw.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑