10 rzeczy, które najbardziej wkurzają nas na polskich drogach

Opublikowano Maj 8, 2015 | przez lucky bastard

Miejsce mad driver

Opublikowano Maj 8, 2015 | przez lucky bastard

0

Poruszanie się samochodem po mieście w godzinach szczytu nie należy do najprzyjemniejszych czynności. Zazwyczaj jest dosyć nerwowo, bo wielu kierowców ignoruje przepisy i zasady elementarnej kultury. Jakie zachowania najczęściej irytują nas na polskich drogach? Poniżej wypisaliśmy dziesięć, ale z pewnością można by tę listę jeszcze uzupełnić. Czego więc nie należy robić za kółkiem?

Wleczenie się lewym pasem

Uwielbiamy kierowców wlekących się czterdziestką po lewym pasie i blokujących ruch. Najczęściej tacy goście w ogóle nie dostrzegają, co się wokół nich dzieje, nie widzą samochodów na swoim zderzaku, ani migania długimi czy kierunkowskazem. Są tak skoncentrowani na tym, co znajduje się przed nimi – a przy 40-stce zazwyczaj jest to nic – że nawet nie zauważają wkurwienia kierowców wyprzedzających ich z prawej strony, ich gestów i frustracji. Co więcej, tacy goście nie widzą nic dziwnego w sytuacji, że są non-stop wyprzedzani z prawej. Najczęściej jadą lewym pasem, bo GPS podpowiada, że za dziesięć kilometrów trzeba skręcić w lewo.

Jazda na zderzaku

Ta czynność nierozłącznie powiązana z wleczeniem się po lewej stronie jezdni, ale niestety zbyt często nadużywana. Dodajmy też, że to chyba najgłupszy i najbardziej niebezpieczny sposób zasygnalizowania innemu kierowcy, żeby zjechał na prawo. Co więcej, wielu próbuje takiego manewru w momencie, kiedy samochód z przodu nie ma możliwości zjechania, bo akurat wyprzedza lub omija przeszkodę. Nieważne, ten z tyłu – najczęściej nabuzowany dresik w sportowym aucie – jedzie pół metra od zderzaka, miga i nerwowo gestykuluje. On nie wnika jak masz to zrobić, po protu masz ustąpić mu drogi i pozwolić dalej pozapierdalać.

Brak lewego kierunkowskazu

To ulubiony sposób jazdy emerytów, którzy włączają kierunkowskaz dopiero po wjeździe na skrzyżowanie bo – uwaga, uwaga – według nich długie miganie przekłada się na większe spalanie. Kiedy ustawiasz się na światłach za takim gościem, myślisz że pojedzie prosto. Niestety, po zapaleniu się zielonego i podjechaniu kilku metrów facet włącza migacz, a ty orientujesz się, że będzie trzeba za nim stać. W takiej sytuacji zmiana pasa nie wchodzi już w grę, bo to wbrew przepisom i, przede wszystkim, nikt cię nie przepuści.

Zjazd z ronda bez kierunkowskazu

Kolejny problem, który utwierdza nas w przekonaniu, że wielu kierowców nie wie, do czego służy kierunkowskaz. Zjazd z ronda bez migacza sprawia, że inni mają na nie utrudniony wjazd. Ludzie próbujący wjechać na rondo nie wiedzą, czy dany samochód zjedzie, czy jednak trzeba będzie ustąpić mu pierwszeństwa. Wydłuża się więc czas oczekiwania, tworzą się korki i rośnie frustracja. A wszystko dlatego, bo niektórym nie chce się wykonać tak drobnego ruchu, jakim jest włączenie kierunkowskazu.

Brak skrętu w prawo na strzałce

Dobrze znana sytuacja – światła, trzy pasy ruchu, jeden do skrętu w prawo na strzałce. I wszystkie pasy zajęte przez gości, którzy jadą prosto, bo każdy chce mieć pole position. Ruszenie na światłach z drugiej pozycji to dla niektórych tak niewyobrażalna strata czasu, że ustawiają się na prawym pasie i sprawiają, że dziesięciu innych kierowców traci czas nie mogąc skręcić. Można byłoby to zrozumieć, gdyby tak zachowujący się kierowca wiózł żonę w ciąży do szpitala. Niestety, on najczęściej oszczędza sekundy, by móc dłużej pograć w StarCrafta.

Bezsensowne trąbienie

W tej dyscyplinie najlepsi są tak zwani niedzielni kierowcy. Trąbią na każdego i z każdego powodu, na przykład dlatego, że wjechałeś na jego pas sto metrów przed nim. Wymusiłeś więc pierwszeństwo i trzeba cię upomnieć. Albo kiedy próbujesz zmienić pas i sygnalizujesz to kierunkowskazem. Dla niektórych włączenie migacza jest równoznaczne z rozpoczęciem manewru, więc trzeba profilaktycznie zatrąbić. Rzecz jasna bezsensownie trąbiący kierowcy zazwyczaj są też tymi, przez których w uzasadnionych sytuacjach najczęściej używamy klaksonu.

Wjeżdżanie na skrzyżowanie bez możliwości zjazdu

Naprawdę nie trzeba być planistą lub jasnowidzem, żeby wiedzieć, czy można wjechać na skrzyżowanie, czy jednak lepiej poczekać. Niestety wielu polskich kierowców nie opanowało sztuki najprostszego przewidywania wydarzeń na drodze. Najlepszym dowodem jest wjazd na skrzyżowanie, z którego potem nie można zjechać. Takie sytuacje często zdarzają się podczas kroków i sprawiają, że te korki stają się zdecydowanie większe. Niestety zdarza się też, że w taki sposób skrzyżowanie blokują kierowcy autobusów. A wtedy na te dwie minuty cały ruch jest całkowicie sparaliżowany.

Wjeżdżanie na pasy

Podobna sytuacja jak powyżej, która dotyczy wjeżdżania na przejście dla pieszych. Najczęściej ma to miejsce przy skręcaniu w prawo na zielonej strzałce. Jeden samochód próbuje włączyć się do ruchu, a drugi – zderzak w zderzak – czeka tuż za nim i blokuje pasy.Takiego zachowania już kompletnie nie rozumiemy, bo wjechanie na zebrę w żaden sposób nie przyspiesza manewru, a przecież w międzyczasie i tak nikt takiego delikwenta nie wyprzedzi. Rzecz jasna i tu mamy do czynienia z sytuacją, w której czas kierowcy jest po stokroć cenniejszy niż czas pieszych.

Ignorancja pieszych na pasach

Nie tylko kierowcy zachowują się w sposób irytujący i bezmyślny, bo i piesi nie zawsze postępują idealnie. Najbardziej drażniąca jest ich ignorancja przy przechodzeniu przez jezdnię, podczas którego nie ustępują pierwszeństwa pojazdom uprzywilejowanym, jak karetka na sygnale. Skoro pali się zielone to idą i wydaje im się, że przepisy ruchu drogowego ich nie dotyczą. Niektórzy w ogóle się nie rozglądają, nawet kiedy na uszach mają słuchawki. Tym samym bezczelnie kradną sekundy, które mogłyby komuś uratować życie.

Pizdowatość w newralgicznym momencie

Wiadomo, korki uliczne niejednego potrafią wyprowadzić z równowagi. Zdarza się, że na niektórych światłach – zwłaszcza przy skręcie w lewo – stoi się po kilkanaście minut, bo tak krótko świeci się zielone. W takich sytuacjach oczekuje się od innych kierowców, by maksymalnie szybko wykonali swój manewr, by jak najwięcej pojazdów mogło przejechać za jednym razem. Niestety często się zdarza, że przy 20-sekundowym zielonym, pierwszy kierowca zagapia się i traci kilka sekund, a później z gracją rusza i, na przykład, ostrożnie sprawdza, czy nie nikt nie jedzie z naprzeciwka, mimo że świeci się tam czerwone światło. W taki właśnie sposób zamiast dziesięciu samochodów przejeżdżają trzy, a korek staje się jeszcze potężniejszy.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑