7 sytuacji, w których facet panikuje

Opublikowano Marzec 1, 2014 | przez Dżordż

Scared-man_1

Wiadomo – każdy facet lubi zgrywać twardziela. Przed kolegami, żeby zyskać ich respekt. Przy partnerce utwierdzając ją tym samym w przekonaniu, że wybrała właściwego samca do kopulacji. Na obiedzie z rodzicami – niech wiedzą, że ich syn to nie pizdeczka. A właśnie, skoro już jesteśmy przy tym słowie, trzeba sobie powiedzieć wprost: są w życiu sytuacje, w których z Supermanów zamieniamy się, naturalnie chwilowo, w wystraszone pizdeczki właśnie. Oto kilka z nich:

1. Dziewczyna wypowiada te trzy słynne słowa: Jestem w ciąży.

– To wspaniale kochanie, wychowamy to dziecko na cudownego człowieka – ripostujesz, prezentując przy tym firmowy uśmiech numer 3, który normalnie pozwoliłby ci sprzedać stary rower Reksio za 4000 zł. Biedna kobietka nie domyśla się więc, że twoja radość to tylko pokazówka, że tak naprawdę chce ci się wyć z rozpaczy. Co jest powodem paniki? A jakże by inaczej – nasza męska wyobraźnia, która woła do ciebie, głośno i wyraźnie: stary, wiesz ilu nocy nie prześpisz? Zdajesz sobie sprawę, że nie stać cię na tego bachora? Czy ty rozumiesz, że przewijanie pieluch to jest straszna czynność? Pytania atakują głowę z większą determinacją niż ostatnio Cristiano Ronaldo bramkę Schalke, a człowiek pod ich naporem po prostu wpada w panikę.

2. Lot samolotem

Owszem, zdarzają się kozacy na których wzbicie się w powietrze nie robi żadnego wrażenia. Do czasu. Pierwsza poważna turbulencja, która sprawia, że widmo katastrofy zagląda ci w oczy i już – szybka pęka. Kolejny lot urasta do rangi wyprawy na Mount Everest. Żeby go zaliczyć w miarę bezinwazyjnie, mężczyźni przeważnie stawiają na znieczulenie. Nie chodzi mi tu jednak o klasykę gatunku, którą można otrzymać choćby przy okazji operacji, myślę raczej o alkoholu. Spanikowany wizją wejścia do samolotu delikwent ma akurat kilkadziesiąt wolnych minut na lotnisku, a to przeważnie czas wystarczający do tego, aby odpowiednio się naoliwić. Trzeba tu powiedzieć, że w fazie paniki facet wlewa w siebie wszystko: do łychy, przez wódę, po wino. Dzięki temu zestawowi podniebnego podróżnika jest gotów na lot. Na śmierć w zasadzie również, na tym etapie upojenia człowiekowi jest właściwie wszystko jedno. I o to chodzi.

3. Gastroskopia

Wpierdol na ulicy. Wycinanie wyrostka bez znieczulenia. Kosz od ładnej dziewczyny przy wszystkich kolegach. To tylko niektóre z rzeczy jakie wolałbym zaliczyć w przyszłości bardziej od kolejnej gastroskopii. Napisać, że to straszny zabieg, to nic nie napisać. Ten moment, kiedy lekarz wkłada ci głęboko w gardło grubą rurę ma w sobie coś z homo-rozdziewiczenia. Człowiek się krztusi, dusi, chce mu się krzyczeć, ale nie może, próbuje wyciągnąć ciało obce z buzi, ale nie jest w stanie, ponieważ sympatyczny pan doktor czuwa nad ruchami twoich rąk. Masakra. Jeśli niektóre panie tak właśnie odbierają seks oralny, serdecznie im współczuję.

4. Atrakcyjna laska zagaduje cię w klubie

Teoretycznie powinieneś się cieszyć. Przecież ta dziewczyna jest ładna. Sprawia też wrażenie niegłupiej. Wszystko toczy się idealnie, ale… no właśnie, czy zawsze musi być jakieś pierdolone ale? Krótka i zwięzła odpowiedź: TAK. No więc „ale” w tej sytuacji jest niezwykle wielowarstwowe: ale może ona myśli, że jestem sponsorem, więc jak zaciągnę ją do łóżka, to po wszystkim krzyknie „tysiąc proszę”? Ale może gdzieś w klubie są koleżanki, z którymi założyła się, że poderwie wybranego przez nie frajera? Ale co będzie jak złapie mnie za ręce, a dłonie, jak to bywa w takich sytuacjach, zaczną się straszliwie pocić? Ale numer! Zapomniałem gum do żucia, jak ja się będę z nią całował? Przecież okropnie wali mi z pyska whisky.

Sami widzicie – wiele pytań, dużo mniej jasnych odpowiedzi.

5. Mieszkasz z dziewczyną. Wychodzisz do pracy, zapominasz wyłączyć komputer.

Teoretycznie twoja partnerka nie powinna w nim grzebać: bo zaufanie, bo ma swojego laptopa, bla bla bla. Ale wiadomo – okazja czyni złodzieja. Zdajesz sobie z tego sprawę i zaczynasz… szukać w biurze różańca. A jak już jakaś kumpela-dewotka go pożycza, odmawiasz z wielką miłością do Najwyższego zdrowaśki w intencji tego, by dama twojego serca jednak nie odpaliła kompa. Wiesz, że jak go otworzy, związek pozostanie tylko wspomnieniem. Te wszystkie hardcorowe filmy porno z tubegalore.com, które są widoczne w twojej historii, te zdjęcia lasek ściągnięte z netu i pozostawione w tajnym katalogu pt. „fajne auta” na pulpicie – tak, to może być dla twojego kwiatuszka dużo za dużo. Biedna pańcia żywiła do tej pory przekonanie, że mieszka ze słodkim romantykiem, a nie królem podziemnego porno.

6. Idziesz po firmie z plamą moczu na jeansach.

Kilka chwil temu zrobiłeś siku. Tuż po tej czynności spieszyło ci się do komputera, wiadomo, jesteś dobrym i sumiennym pracownikiem. No więc pędziłeś do swojego biurka tak szybko, że po oddaniu moczu nie strzepałeś ostatnich kropelek z małego, tylko w ekspresowym tempie wsadziłeś go do jeansów. Umyłeś ręce i wio, gnasz do swojej zagrody, aż tu nagle hamuje cię nieprzyjemne uczucie w spodniach. Błyskawicznie zerkasz w dół i jeszcze szybciej robisz buraka na twarzy. Powodem twojego wstydu jest błahostka o średnicy dwuzłotowej monety. Pierdółka taka, że hej, a jednak może cię skompromitować w oczach kolegów i koleżanek – oto na spodniach masz mini-plamkę od moczu! Stajesz jak wryty, a mózg pracuje na szybszych obrotach niż nowy komp Apple’a. Eureka – rozwiązanie przychodzi po kilku sekundach. Orientujesz się, że na biurku obok którego przyhamowałeś, znajduje się szczęśliwym trafem gazeta. Bierzesz ją w dłonie, trzymasz trochę dziwacznie, na wysokości penisa właśnie, udajesz pozorny luz, może nawet zagwiżdżesz sobie jakąś chwytliwą melodię dla niepoznaki, może rozdasz pare uśmiechów po drodze do biurka, nieważne w sumie, istotne jest to, że oto znalazłeś przedmiot, który pozwoli ci uniknąć kompromitacji roku.

7. Tuż przed Ligą Mistrzów orientujesz się, że w lodówce nie ma piwa.

Drogie panie, lubicie wyprzedaże, prawda? Kręcą was także te wszystkie zabiegi upiększające w spa oraz spotkania z koleżankami na tzw. babskie wieczory. To teraz wyobraźcie sobie, że dla nas Liga Mistrzów + zimny browar = te wszystkie wasze pierdółki w jednym. Gdy jednak w tym równaniu zabraknie alkoholu, facet dostaje ptasiego móżdżku. Sytuacja wygląda tak:

20.43, odpalasz telewizor. Akurat leci hymn Ligi Mistrzów, uśmiechasz się pod nosem czekając na wielkie widowisko. Już zaraz polecą składy obu drużyn, usłyszysz charakterystyczny, ukochany (ha, ha, ha) głos Darka Szpakowskiego i zacznie się wieczór życia. Zanim jednak dojdzie do meczu, leniwym krokiem, charakterystycznym dla mężczyzny-zwycięzcy, idziesz do kuchni po browar. Otwierasz lodówkę i już sam nie wiesz, czy płakać, czy po prostu wyskoczyć od razu przez okno – jest PUSTA. Za 60 sekund panowie zaczną kopać piłeczkę, a ty nie masz piwa. Tu dochodzi do sytuacji rodem z greckiej tragedii: jakiejkolwiek decyzji nie podejmie nasz bohater, jest skazany na porażkę. Jeśli uzna, że idzie do sklepu, straci 20 minut cennego meczu. Jeżeli odpuści, nie będzie mógł się nim w pełni cieszyć. Tak źle i tak niedobrze. W tym miejscu nieskromnie powiem, że mi udało się kiedyś wyjść zwycięsko z tej zagwozdki. W jaki sposób? Drzwi w drzwi mieszka ze mną sąsiadka, która akurat miała dwie butelki Łomży!

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑