Świat według Mellera – jak żyć, żeby nie zwariować

Opublikowano Październik 9, 2013 | przez Pato

meller

Ktoś powie: facet od cycków, celebryta, ślepo zapatrzony gospodarz telewizyjnych rozmów o niczym. Ktoś doda: próżniak, który humorem i błyskotliwością tuszuje prawdziwą znajomość rzeczy. Ogólnie TVN, zła strona mocy. Szczerze? Mam to gdzieś, bo Marcin Meller to przede wszystkim świetny dziennikarz, a niedawno wydana książka „Między wariatami” ma szansę nam o tym przypomnieć.

Chuligańskie wyprawy z kibolami Legii do Goeteborga, wojna Ducha Świętego w Ugandzie albo bieganie po polu minowym w trakcie azerskiego ostrzału. Rock’n’roll na serbskich czołgach i seks w Iranie. A przy okazji mnóstwo refleksji i kąśliwych komentarzy na temat przeszłości i tego, co teraz. Ta książka to zbiór najlepszych tekstów Mellera, podsumowanie dotychczasowej pracy dziennikarza. Ewolucja od nastolatka, chcącego zajrzeć tam, gdzie inni nie mają odwagi, po dojrzałego mężczyznę, który w pewnym momencie zwraca uwagę, że w gronie kumpli częściej zaczyna rozmawiać o joggingu niż o tym, kto, co gdzie i ile.

On sam mówi: chciałem stworzyć dobre czytadło do pociągu, do łóżka i na plażę. Wybrać najlepsze felietony. Sprawić, by miał żywot dłuższy niż tydzień. Są tu teksty, które powstawały na totalnym odludziu, w sowieckich bloczyskach przypominających orbisowskie kurwidoły z lat 80. albo w lepiankach na skraju dwóch kultur. Kultur, gdzie biali nienawidzą czarnych i odwrotnie, gdzie ludobójstwo na nikim nie robi wrażenia, a matki zrzucają dzieci w przepaść, by te nie wpadły w ręce w wrogów.

Meller ma to coś, co w dziennikarstwie powoli ginie. Chęć pójścia w nieznane, potrzebę dotarcia do sedna sprawy, której dzisiaj już nie ma, bo Internet potrzebuje tekstu w godzinę zamiast w miesiąc. Potrafi łączyć humor z konkretną treścią, a po kilku reportażach z trzeciego świata zgrabnie przechodzi do historii polskich, pisząc o barach mlecznych albo o marzeniach napompowanych sterydami ochroniarzy klubów. Są też rozmyślenia o nastolatkach, o Michniku, o dzieciństwie i dorastaniu.

– To książka o tym, jak żyć w tym świecie i nie zwariować. Wszystko, co w życiu robiłem, nawet głupoty, widocznie do czegoś prowadziły – powiedział kiedyś w jednym z wywiadów. Chwilę potem przeczytałem felieton „Pierwsze” i doznałem olśnienia. Pierwszy rowerek w parku, który tata utrzymuje kijem wetkniętym z tyłu, żeby się nie wywalił. Pierwsze zarobione pieniądze. Pierwsze spojrzenie na listę przyjętych na studiach. W końcu pierwsza refleksja, że skończyła się szkółka, a zaczyna prawdziwe życie.

Pierwsze… Jakie to bliskie każdemu z nas.

„Wszystko powinno podążać swoim tempem w tym najdoskonalszych ze światów, ale z niejaką tkliwością myślę o tym czasie, gdy ma się jeszcze przed sobą dziesiątki dróg i tak naprawdę to od nas zależy, którędy podążymy, nie wiedząc, co nas czeka. Już nie dzieci rodziców, a jeszcze nieobciążeni własnymi rodzinami, zobowiązaniami. Wszystko, co musimy zrobić to decydować, czy ruszamy w lewo, czy w prawo, a co dalej, to hej, przygodo! I sami nie wiemy, kiedy i jak z tej plątaniny dróg i ścieżek robi się jedna porządna i solidna asfaltówka. I dopiero wtedy doceniamy te pierwsze razy” – pisze Meller, który dzisiaj na wiele spraw potrafi spojrzeć z dystansu.

Świeże oko. Masa doświadczenia. I co chwilę błyskotliwe myśli, jak choćby ta, że na żadnej wojnie nie czuł się tak męski, jak kąpiąc syna. Gdy woda robi chlup, chlup, chlup, a tytułowi wariaci dawno zostali z boku.

Komentarze

Polityka
Pasja
Reportaż z wyjazdu z kibolami
Błyskotliwość

Podsumowanie: Kawał dobrego czytadła. Meller ma to coś, co w dziennikarstwie powoli ginie. Chęć pójścia w nieznane, potrzebę dotarcia do sedna sprawy, której dzisiaj już nie ma, bo Internet potrzebuje tekstu w godzinę zamiast w miesiąc.

4.5


Ocena użytkowników: 2 (3 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑