O jaki jestem rozpieprzony, rozpieprzony…

Opublikowano Listopad 2, 2013 | przez Dżordż

fajne

Mam wrażenie, że wszyscy się rozmemłaliśmy. Kiedyś z większą łatwością Polacy podejmowali decyzję o poświęceniu życia dla ojczyzny niż my decydujemy o kolorze bluzki czy smaku jogurtu. Jesteśmy zagubionymi pizdeczkami w wielkim, okrutnym świecie bez łatwych odpowiedzi na „trudne” pytania.

To słowa mojego najlepszego przyjaciela. Usłyszałem je i pomyślałem: kurwa, chłop ma rację. W tym kraju naprawdę rzadko kiedy spotykam ludzi, którzy wiedzą czego chcą. Zarówno w sprawach poważnych, życiowych, jak i w drobnych kwestiach.

Kupić na dupę spodnie Lee czy Wranglera? Jajecznica czy kaszanka na śniadanie? Brać na kredyt mieszkanie na Woli czy na Mokotowie? Nie wiem. Nie wiem. Ojej, ja nic nie wiem!

Ilu tego typu osobników macie koło siebie? Ja całe mnóstwo. Wydaje mi się, że 90 % znajomych jest nieustannie niezdecydowanych. Na wahaniu się nad wszystkim, od najdrobniejszej pierdoły po ważną sprawę, mija im większość życia.

Idę z kumplem do baru. Kończę pierwszego drinka, a on nawet jeszcze nie zamoczył ust w alkoholu. Powód? Ciągle zastanawia się, czy pójść w browar, czy w łychę.

Wpadam z koleżanką do kina. Już czwartą minutę stoimy przed kasjerką, co doprowadza ludzi z tyłu do szału, ponieważ znajoma nie potrafi podjąć decyzji, czy chce obejrzeć komedię romantyczną, czy film akcji. – Komedia – postanawiam w końcu, bo boję się, że ktoś z kolejki wbije mi nóż w plecy jeśli postoję na jej czele jeszcze z minutę.

Takich przykładów można by tu podać jeszcze z pięćset. Ale nie ma to sensu, nie chcę Was zanudzać. Zamiast tego wolę poszukać odpowiedzi na fundamentalne dla tego tekstu pytanie: co sprawiło, że się tak rozmemłaliśmy?

Najprostsza, a zarazem najbardziej oczywista odpowiedź: dobrobyt.

Dawniej, gdy człowiek miał do wyboru dwa kanały w telewizji i trzy rzeczy na krzyż w sklepie, podjęcie szybkiej decyzji było czymś bardzo  prostym. Od kiedy zaczęto nas zalewać całą masą produktów w każdej możliwej dziedzinie życia, sprawa się skomplikowała. Bo nie dość, że mamy szerszy asortyment różnorakich towarów, to jeszcze atakują nas one co kilka minut. W efekcie w ciągu doby musimy dokonać kilkuset drobnych wyborów. Jaki kupić sok w markecie? Co zjeść na obiad w firmowej stołówce? Iść wieczorem pobiegać, na basen, czy na squasha z kumplem?

Mało kto okazuje mentalność godną maklera giełdowego, a co za tym idzie będzie w stanie podjąć masę decyzji w krótkim czasie. Większość na pewnym etapie zagubi się, zatnie, zakręci tak mocno, że już do końca życia będzie mieć problem z tym, czy kupić na śniadanie kajzerkę, czy bułkę razową.

Nie chcę w tym tekście zasugerować, że w czasach komuny było lepiej, absolutnie. Uważam tylko, że przemiana w Polsce, która dokonała się w relatywnie krótkim czasie, od 1989 roku, jest tak olbrzymia, tak wyrazista, że przerasta zdecydowaną większość rodaków. Również tych młodych, którzy czasy komuny znają tylko z filmów dokumentalnych i książek historycznych. A skoro tak, oznacza to jedno: ludzie jako gatunek nie są stworzeni do tego, by wybierać nieustannie, po kilkanaście razy w ciągu godziny. Innymi słowy: rozmemłaliśmy się nie z naszej winy, a z powodu czasów, w których przyszło nam żyć.

Smutne, że nic nie wskazuje na to, żeby w przyszłości było lepiej.  Machina nabrała już takiego rozpędu, że nikt nie jest w stanie jej zatrzymać…

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑