200 złotych na trampki. Dużo?

Opublikowano Kwiecień 24, 2013 | przez Redakcja

fakt200

Wiem, wiem, cały artykuł opiera się na newsie z dupy „Faktu”, a „Fakt” jest niepoważny i nie powinniśmy go cytować. Już ponarzekaliście?

Otóż Fakt pisze o tym, że Kasia Tusk*, dziewczyna, która robi w miesiąc kilka średnich krajowych, ma na nogach trampki wyceniane na 200 złotych i podobno to jest skandal.

Hmmm… Moim zdaniem to z jej strony nawet miło, że tak zaoszczędziła. Trampki za 200 PLN to chyba dobry deal, nie? Ani drogie, ani tanie, raczej spoko? Rozumiałbym, gdyby kosztowały dychę i były szyte z motylich napletków, ale tutaj?

Ciekawi mnie jeszcze coś innego. Gazeta pisze:

„Dla matki samotnie wychowującej dwójkę dzieci, która pracuje na kasie w markecie za najniższą krajową, czyli 1,6 tys złotych poświęcenie 200 złotych na trampki to wydatek kolosalny. Przecież za te pieniądze można kupić cztery pary butów dla dzieci albo zapas jedzenia na dwa tygodnie”!

Ustalmy coś. Wydaje mi się, że dla matki samotnie wychowującej dwójkę dzieci i pracującej za 1,6 koła, kolosalnym wydatkiem są nawet zapałki.

Ciekawi mnie też, czy w redakcjach takich gazet są jakieś oficjalne przeliczniki.

„Jolka, Doda ma na nogach klapki za pięć klocków, ile to teraz tygodni wakacji na Podlasiu”?

„Osiem… Czekaj, moment, mam coś lepszego. Napisz, że Jolanta z Bieszczad wychowała za to czworo dzieci”!

„Ale co, w rok”?

„Głupia… Przez całe życie”!

Wiecie, taki taryfikator. Wprowadzasz dane, na przykład kwotę, i dostajesz aktualizowane co miesiąc odpowiedniki. Za 200 złotych cztery pary butów, zapas jedzenia na dwa tygodnie, ale i zestaw podręczników dla gimba, węgiel na mroźny kwartał, czy alkohol na tydzień dla żula spod czwórki. I odwrotnie.

„Jolka, Szyc ma na szyi znów tę szmatę od jakiegoś pedała, 7 tysi, znajdź mi za to 10 etatów”.

„Sekunda… Cholera… 10 nie znajdę, ale mam 9. Chcesz 9? Jak tak, to dziewięciu ludzi składa długopisy przez miesiąc”.

<Głos z sali>

„A Ty klepiesz za tyle samo te bzdury”…

Z drugiej strony – może się śmieję bez powodu? Może powinienem się nad sobą zastanowić? Jako człowiek, który nie wie, ile kosztuje zapas jedzenia na dwa tygodnie, a 200 PLN traktuje jak 5 szklanek dobrej whisky w barze, dwie kolacje z dziewczyną albo jedną grą na konsolę, zaczynam się trochę bać. Czyżbym stracił kontakt ze światem? Wychodzę na buraka, właśnie teraz, tu i w tej chwili?

Zaskakujące o tyle, że moja dziewczyna powiedziała mi o takich trampkach dosłownie kilka dni temu. Mniej więcej to samo, że kosztują 200 złotych i że nie są tego warte. Biorąc pod uwagę, że mi, stałemu klientowi sklepów Nike’a, wydaje mi się to kwotą promocyjną, powoli nabieram nieśmiałych podejrzeń. Czy to możliwe, że oderwałem się od rzeczywistości?

Czy naprawdę powinienem zrekalibrować swoją skalę? Czy będąc młodym człowiekiem z dużego miasta, który 200 PLN zostawia nierzadko w jednym barze, popełniłem gdzieś w trakcie edukacji ekonomicznej błąd? Czy zarabiając wielokrotność 1600 PLN i widząc taki produkt, jestem w ogóle w stanie poczuć zgrzyt, a szerzej: współczucie? Czy odłączyłem się od swojego kraju, czy nie wiem, o co mu chodzi?

Byłem kiedyś dzieckiem biednych rodziców. Nie mieliśmy za wiele. Od kiedy pracuję, a to już kilkanaście lat, to wspomnienie wyblakło, jak ostatni kontrakt Jurka Engela. Mam to traktować, jak błąd? Mam się cofnąć do tych czasów i zmusić do przejmowania się? Mam nie mieć przez miesiąc na wydatki nawet złotówki, żeby to do mnie ponownie trafiło?

200 PLN. Rozmawiamy, przypomnę, o dwóch stuzłotowych banknotach. Poważnie, gra na konsolę tyle kosztuje, a nieraz starcza na mniej, niż 8 godzin. 200 PLN to też kilka butelek alkoholu. Na ile starczy ten alkohol? Kilka godzin. Buty pewnie na parę lat. O tej wódce ktoś będzie wtedy wspominał?

„Bardzo drogie trampki”, tak je „Fakt” opisał. Biedna ta Kaśka. Raz wyszła w czymś dla ludzi, a i tak ją zjechali.

*Mam do niej słabość, podobała mi się kiedyś. Weźcie to pod uwagę, czytając.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑