2016 prawdopodobnie spędzimy przed konsolami…

Opublikowano Styczeń 15, 2016 | przez Gofrey

horizon-zero-dawn-screen-01-us-15jun15

Jakiś czas temu zachwycaliśmy się, że przed nami prawdopodobnie bardzo udany rok pod względem premier filmowych, dziś zaś bierzemy na warsztat kolejną gałąź rozrywki. Gry komputerowe i konsolowe. Biorąc pod uwagę, że powoli nudzą nam się tradycyjnie wydawane w ostatnim kwartale roku gry piłkarskie, powoli rozglądamy się za nowymi wkładami do naszych konsol i komputerowych napędów. Jakie przygody czekają nas w tym roku? W role jakich bohaterów przyjdzie nam się wcielić? Ile wieżowców uda się wysadzić i które sequele nawiążą klasą do kultowych pierwowzorów? Sprawdźmy, na co warto uważać w 2016 roku.

CRACKDOWN 3

Historia nieszczególnie oryginalna – jako członek rządowej agencji do zwalczania przestępczości, bla, bla, bla. Sami twórcy też chyba nie przykładają jakiejś szczególnej uwagi do fabuły, opisu postaci i tym podobnych bzdur. W Crackdown liczy się coś zupełnie innego. Demolowanie. Jesteśmy po dobrej stronie, walczymy ze wszelkimi czarnymi charakterami za pomocą futurystycznego arsenału, ale przede wszystkim – ostrzeliwując przestępców ukrywających się na siedemnastym piętrze wieżowca, możemy spokojnie puścić z dymem całą konstrukcję. Tak, rujnowanie miasta w imię bitwy z bandytami to coś, na co mieliśmy chrapkę od dawna. Pytanie tylko przez ile godzin będzie bawić ta nieskrępowana rozwałka.

QUANTUM BREAK

To prawdopodobnie będzie najczęściej używany zwrot w branży gier w tym roku. „Wykorzystanie możliwości, które dały konsole nowej generacji”. Tak, wiemy, że i X-box One i PlayStation 4 nie leżą już w sklepach w dziale nowości, ale jednak, producenci nadal zapewniają, że dopiero teraz wycisną w pełni te dwie bratnie cytrynki. Quantum Break to jeden z tych projektów, które najbardziej imponują rozmachem. Płynne manipulowanie czasoprzestrzenią, interaktywny serial wbudowany w grę, nielinowa fabuła. Za wszystko odpowiadają zaś twórcy serii „Max Payne”, którzy jako jedni z pierwszych eksperymentowali choćby ze slow-motion podczas strzelanin (słynny „bullet-time”). Zapowiada się porządny kawał gry akcji, która tym razem ma być porządnie obudowana historią – badania na Uniwersytecie, które prowadzą do zagłady ludzkości, dwie osoby, które próbują ten proces zatrzymać, jedna, która manipulowanie czasem wykorzystuje by siać zniszczenie… Mocny punkt w kalendarzu, już dawno zakreślony na czerwono.

UNCHARTED 4

Określilibyśmy tę grę mianem bardzo wyszlackiej. W końcu główna postać to znany awanturnik i poszukiwacz skarbów oraz przygód. Jeśli wykreślić z tej wyliczanki słowa „znany” i „skarbów” – wypisz-wymaluj każdy z nas. W czwartej części ponownie zwiedza najbardziej urokliwie zakątki świata (twórcy wspominają między innymi o Madagaskarze) w sposób znany każdemu awanturnikowi (pościgi, strzelaniny, ucieczka) pokonując kolejne trudności. Trailery są wyjątkowo imponujące – pomieszanie Indiany Jonesa i Rambo w bajecznych sceneriach, wysadzanie granatami nie tylko stolików na egzotycznych targowiskach, ale i zrzucanie z tychże arbuzów i mango. Wyjątkowa interakcja z otoczeniem i do tego tradycyjnie pyskaci bohaterowie. Jako wieczni fani tych niepokornych żartownisiów wiecznie pakujących się w tarapaty – czekamy niecierpliwie.

TOTAL WAR: WARHAMMER

Dorosłym facetom zdarza się malować. Nie, nie mówimy tutaj o transseksualistach. Nie, nie mówimy tutaj o kolorowankach dodawanych do gazet, choć istotnie, czasem w WC zdarzało nam się dorysować komuś okulary. Ale nie o to chodzi. Chodzi o malowanie figurek, malutkich postaci orków, elfów, krasnoludów i tym podobnych stworzeń. Warhammer. Wielka pasja dla wielu, wielu dorosłych i poważnych facetów, z tego co się orientujemy – w ręczne pokrywanie farbą figur i bitwy z udziałem tychże bawią się nawet skauci Arsenalu. Games Workshop robi na nich kolosalne pieniądze, a ci, którzy wkręcili się w hobby, zazwyczaj od razu dostają na tym punkcie fioła. No i wyobraźcie sobie, że tego Warhammera przenosi się do rzeczywistości gier komputerowych. I że przenoszą go twórcy marki „Total War”, która w grach strategicznych jest już chyba na poziomie największych pozycji gatunku. Jak to porównać? Hm, mariaż Nike i Jamesa Bonda? Rolexa z Mercedesem? W każdym razie – wygląda na to, że giganci jednoczą siły, by stworzyć super-grę. Albo super-kasę. Albo – miejmy nadzieję – jedno i drugie.

DOOM

Okej, trailer nie powala. Nie powalają materiały promocyjne, nie czujemy się też jakoś szczególnie zachęceni wszelkimi opisami. Ale to „Doom”! Doom! Przygoda naszych młodości, gra, przy której trwoniło się mnóstwo czasu między kartkówkami z chemii! Poza tym – i oryginalny Doom z 1993 i reaktywacje w postaci Doom 2 i Doom 3 zbierały bardzo porządne oceny. Nie mamy powodów, by nie wierzyć, że tym razem odgrzanie kotleta będzie dla konsumentów całkiem korzystne.

HORIZON ZERO DAWN

Świeżość. Postapokaliptyczne wizje? Zazwyczaj grupka ludzi, którzy przetrwała walcząca o paliwo, ewentualnie bezpieczne schronienia przed atomowym promieniowaniem. Tutaj mamy coś innego. Świat opanowany przez maszyny przypominające nieco… dinozaury. Wśród nich zaś nasza bohaterka z łukiem, która na ścianach jaskiń odkrywa malunki wieżowców i innych świadectw dawnej świetności gatunku ludzkiego. Nie jest to może tak nowatorskie jak wynalezienie robota rozlewającego wódkę, które opisywaliśmy kilka dni temu, ale mimo wszystko: czekamy z zaciekawieniem. I przeżyjemy w sumie nawet jakieś niedogodności mechaniczne, techniczne czy graficzne – przy takiej historii i takim rozmachu (porośnięte roślinnością centra miast, nowe, na powrót drewniano-kamienne osady w górach, mechaniczne dinozaury!?) – wybaczyć można więcej.

FAR CRY PRIMAL

Były łuki i włócznie po apokalipsie, czas na łuki i włócznie w czasach prehistorycznych. Samą serię Far Cry powinniście znać – przede wszystkim z kapitalnej grafiki, dynamicznej akcji oraz dość ciekawie nakreślonych postaci. Teraz jednak zamiast szaleńców z karabinami mamy szaleńców z dzidami. Jak to się sprzeda? Nawet nie śmiemy prognozować, ale miło, że nawet te stare i uznane marki próbują czymś zaskoczyć, zamiast odcinać kupony w stylu Call of Duty.

HITMAN

To jest cholernie ryzykowny projekt. Cholernie. Hitman przez wielu graczy jest traktowany niemal jak świętość, którą dostatecznie sprofanowano próbą ekranizacji. Piętnaście lat od premiery „Codename 47” łysy zawodowiec ma wjechać na konsole nowej generacji. Jedynka i dwójka stanowiły nową jakość w świecie komputerowych zabijaków. Później twórcy skupili się na utrzymaniu poziomu, co stanowi jednocześnie wadę i zaletę. Jak zaatakują w nowym świecie konsol o zdecydowanie większych możliwościach technicznych? Jak zaadaptują charakterystyczne przebieranki i wyszukiwanie patentu na bezszelestne wyeliminowanie celu do nowych realiów? Duże wyzwanie. Duże nadzieje. Oby śladem tego – duża gra, a nie remake lub „remastered edition”. Materiały promocyjne tylko podsycają ciekawość.

MAFIA III

Drugie podejście do ożywienia absolutnej klasyki. Po bardzo średnim sequelu, przenosimy się do lat sześćdziesiątych, do Nowego Orleanu. Miejsce na pewno z potencjałem, czasy tym bardziej, bohater – weteran z Wietnamu – również może być kimś, kto wreszcie dorówna wielkiemu Tommy’emu Angelo i jego kompanom z „jedynki”. No dobra, sami w to nie wierzymy, ale patrząc na to, jak olbrzymi potencjał tkwi w fotorealistycznie odwzorowanym mieście, w tych wszystkich okolicznościach, w jakie wrzucają nas twórcy… Chcemy wierzyć, że powstanie monumentalne dzieło nawiązujące do genialnej fabuły z Mafii. A nie tego półproduktu z Mafii II.

GEARS OF WAR 4

Na hasło „Gears of War” wielu graczy dostaje ślinotoku. My akurat do nich nie należymy, ale jednak – średnie ocen w okolicach 90% przy wszystkich częściach gry muszą robić wrażenie. Czwórka ma być jeszcze większa, jeszcze lepsza, jeszcze szybsza i tak dalej. Zajarańcom w sumie wystarczy sama magia marki. Reszcie zostawiamy trailer.

DEUS EX: MANKIND DIVIDED

Cyberpunk w najlepszej postaci. Facet modyfikujący swoje ciało, futurystyczny klimat, do tego nieliniowa fabuła, w której mnóstwo zależy od podejmowanych przez nas wyborów. Sam fakt, że pracujemy dla dwóch niekoniecznie darzących się sympatią organizacji sporo mówi o konstrukcji świata gry. Do tego spór „mutantów” z „normalnymi”, getta, przestępczość, otwarty świat, różne drogi do realizacji zadania. Brzmi fantastycznie, jak każda kolejna część Deus Ex. Jedyna wątpliwość? Czy da się to wszystko intuicyjnie ogarnąć, czy nie pogubimy się w gąszczu tych wszystkich możliwości?

DARK SOULS III

RPG nowej generacji. Tak najkrócej można scharakteryzować trzecią część serii, która próbuje wskrzesić tradycyjne komputerowe „role-playe” wykorzystując wszystkie szanse, jakie daje potężny sprzęt nowych generacji. Już nie musimy sobie wyobrażać – jak w klasycznych RPG, czy dopowiadać – jak w cRPG – tutaj wszystko samo błyszczy, miga, zachęca. Klimat? Ciężki. Momentami przytłaczający. Ale przecież każdy dzielny rycerz z mieczem powinien sobie z tym mrokiem poradzić.

***

A to ledwie wierzchołek. Swoje rzeczy i dodatki szykują przecież również Polacy (Dying Light i This war of mine, obie prawdopodobnie doczekają się dodatków), mają wyjść dwie nowe gry firmowane nazwiskiem Toma Clancy’ego (kolejny Ghost Rceon i The Division), zapowiedziano też premiery nowej „Cywilizacji” i – uwaga! – „Street Fightera”. Szczególnie piąta część bijatyki to kolejny wielki tytuł, który z pewnością sprawdzimy. Już teraz: nie możemy się doczekać. I pozostaje tylko pytanie, jak pogodzić to z zaplanowanymi na 2016 rok filmami i książkami…

Komentarze


Tagi:



Back to Top ↑