Muzyka leczy pokolenia

Opublikowano Grudzień 14, 2014 | przez lucky bastard

musiccc

Muzyka wzbogaca życie – cóż za banał! Ale przecież zupełnie prawdziwy. Znamy sporo osób, które muzyki praktycznie nie słuchają, przestali bądź nigdy nie przywiązywali do niej wagi, i na pewno im nie zazdrościmy. Szczególnie, że poza czystą rozrywką, kawałek na poziomie może… wzmocnić nas zdrowotnie.

John Lee Hooker zamiast środków przeciwbólowych

Klasyka gatunku: masz zły humor, odpalasz ulubioną płytę i od razu robi się raźniej. Naukowcy udowodnili jednak, że dobra nuta pomoże nie tylko na ból emocjonalny, ale także stricte fizyczny – w tym tak poważne bóle jak te pooperacyjne bądź chroniczne, na przykład artretyzm. Z jednej strony mechanizm jest prosty: muzyka odciąga nasze myśli od bólu, przestajemy się na nim tak skupiać, więc odczuwamy go w mniejszym stopniu. Z drugiej strony, niektóre gatunki muzyczne (blues, salsa, kawałki klezmerskie, klasyki Mozarta i Vivaldiego) wywołują produkcję endorfin, a te zadziałają jak naturalny środek kojący.

The Dubliners dla ciśnieniowców

Włosko-brytyjski zespół naukowców zbadał wpływ różnych stylów muzycznych na układ krwionośny i oddechowy. Pacjentom „aplikowano” wszelkiego rodzaju kompozycje: od popu, przez jazz, po hip hop i metal. Okazało się, że odpowiednio skrojona pod względem tempa piosenka spowalnia pracę serca, uspokaja oddech, czyli wprowadza nas – czasem w głęboki – stan relaksacji. Szczególnie osobom mającym problem z ciśnieniem zalecane jest 30 minut muzyki klasycznej bądź… celtyckiej.

Przebojami sprzed lat w nałóg

Mózg nałogowca przestaje produkować pewne substancje, bez których bardzo łatwo o zaburzenia i depresję. W pełni zaczyna polegać na alkoholu bądź innych używkach, by to one pobudzały mózg i dbały o produkcję np. dopaminy. Muzyką da się spróbować zerwać to zaklęte koło, bowiem wpływa na neuroprzekaźniki i może pomóc „odblokować”. Szczególnie skuteczne mają być piosenki, z którymi mamy pewną emocjonalną więź, czyli kojarzą nam się czymś przyjemnym.

John Coltrane kontra grypa

W tym wypadku naukowcy są dość konkretni: jazz i soft rock mają poprawiać naszą odporność. Walka z grypą nigdy nie była tak przyjemna, w teorii zamiast faszerować się tabletkami wystarczy posłuchać Johna Coltrane’a. Oczywiście to nadużycie, ale jednak udowodniono, że muzyka ta ma kreować stany emocjonalne, przy których organizm wytwarza znacznie więcej ochronnych hormonów.

Mozartem w epilepsję

Kto wie, może w przyszłości lekarze będą nam na receptach wypisywać tytuły piosenek? W tym roku tajwańscy specjaliści odkryli, że poniżesza sonata Mozarta ma działania antyepileptyczne, szczególnie u dzieci. Wyniki ich badań potwierdzono w innych krajach.

 

Radio na porodówce

Terapia muzyczna podczas narodzin to novum, ale już wprowadzana przez niektóre kliniki. Odpowienia muzyka może wyraźnie przyczynić się do zmniejszenia stresu i bólu u rodzącej. Tutaj preferuję się klasyczną muzyką relaksacyjną, o wyjątkowo spokojnych i kojących tonach.

Łeb jak sklep

Żadna sensacja, ale jednak miło się dowiedzieć, że codzienne słuchanie muzyki pomaga nam porządkować umysł. Muzyka rozwija:

– pamięć;

– inteligencję emocjonalną;

– koncentrację;

– produktywność;

– kreatywność;

– szeroko pojętą zdolność uczenia się;

– poziom energii, szczególnie przy monotonnej pracy.

Im większa wszechstronność muzyczna, tzn im częściej pozwalasz sobie na eksperymenty i poznawanie nurtów, tym wpływ ma być mocniejszy.

Komentarze




Back to Top ↑