5 najlepszych ról Toma Hardy’ego

Opublikowano Maj 27, 2015 | przez MB

Na ekrany kin trafił właśnie nowy „Mad Max” z Tomem Hardym w słynnej gibsonowskiej roli Maxa Rockatansky’ego. Choć zdania co do filmu są podzielone, jedno nie ulega wątpliwości – Hardy znów daje na ekranie czadu. Z tej okazji przypominamy pięć najciekawszych ról aktora. W każdej z nich chwyta za różne emocje, ale za każdym razem przeszywa na wskroś.

Tommy Conlon, „Wojownik” (2011), reż. Gavin O’Connor

wojownik 2

Postać Tommy’ego Conlona to rola, o której marzy każdy ambitny młody aktor. Dostać mógł ją jednak tylko Hardy. To przenikliwe mądre spojrzenie, ta twarz, która przeżyła tak wiele i ta intrygująca męska małomówność poparte autentycznym talentem (i autentyczną tężyzną fizyczną). W pozornie nieskomplikowanej postaci wyrodnego i zbuntowanego młodszego brata, aktor znalazł drugie dno i umiejętnie przeprowadził swoją postać z konwencji kina akcji w historię rodzinnego oraz wewnętrznego dramatu.  Rola o tyle mistrzowska, co niedoceniona.

Charles Bronson / Michael Peterson, „Bronson” (2008), reż. Nicolas Winding Refn

bronson

Jedna z najmocniej pokręconych postaci w karierze aktora. W „Bronsonie” zagrał tytułowego bohatera, który jako dziewiętnastolatek napada na urząd pocztowy. Od tego incydentu zaczęła się jego ponad trzydziestoletnia przygoda z zakładami penitencjarnymi i izolatkami. Hardy po mistrzowsku wcielił się w gościa, który krok po kroku traci zmysły i całkowity kontakt z rzeczywistością. Choć przed tą produkcją grał sporo, to właśnie dzięki niej środowisko filmowe dowiedziało się o nieprzeciętnym talencie Hardy’ego.

Ivan Locke, „Locke” (2013), reż. Steven Knight

locke

Prawdopodobnie najbardziej przejmująca rola w dorobku Hardy’ego i zupełnie inna od tych, które przytrafiały mu się wcześniej. Po „Wojowniku” w kilku filmach z rzędu musiał bić ludzi i mierzyć się z groźnym przeciwnikiem. W „Locke’u” przeciwnikiem bohatera był on sam. Hardy na ekranie pojawia się więc w pojedynkę i tworzy postać mężczyzny pełnego żalu  wyrzutów sumienia , w którym w jednym momencie budzą się poczucie obowiązku wraz z koniecznością poniesienia konsekwencji własnych błędów popełnionych w przeszłości. Właściwie jednego błędu. Widz dostaje od Hardy’ego to, co w kinie obecnie tak trudno jest znaleźć – prawdę.

Bane, „Mroczny Rycerz powstaje” (2012), reż. Christopher Nolan

bane

Trzeci z nolanowskich „Batmanów” zrobił z Hardy’ego wielką gwiazdę. Do roli Bane’a grał sporo i bardzo regularnie, ale to właśnie komiksowy czarny charakter i zarazem arcywróg Człowieka Nietoperza uczynił z niego nazwisko o zasięgu masowym. Jako złoczyńca zagrażający Gotham City był zły do szpiku kości i też nieźle naszpikowany. Praca, jaką wykonał nad swoją muskulaturą, musiała być niebotyczna.

Ricki Tarr, „Szpieg” (2011), reż. Tomas Alfredson

szpieg

Zaraz po „Incepcji” Hardy’emu trafiła się nie lada gratka, rola u boku Gary’ego Oldmana, Johna Hurta i Colina Firtha. W „Szpiegu” na podstawie znanej powieści Johna le Carré co prawda nie zagrał głównej roli, ale swój drugi plan odegrał na tyle wyraziście, by otworzyć sobie drzwi do kina na najwyższym możliwym poziomie. W stylistyce filmu szpiegowskiego i w realiach lat siedemdziesiątych odnalazł się z wielką zręcznością i gracją. Z dłuższymi włosami zafarbowanymi na blond miał zadatki na amanta. Na szczęście poszedł w innym kierunku.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑