5 niezręcznych sytuacji podczas wizyty u ludzi, których dobrze nie znasz

Opublikowano Maj 31, 2016 | przez MB

wizyta

Nie ma bata, raz na jakiś czas musisz pójść na obiad do szefa, rodziny partnerki, przyjaciół rodziców albo znajomych znajomych. Tego typu spotkanie, na którym nie czujesz się do końca komfortowo ze względu na to, że z gospodarzami łączą cię znikome relacje, to zazwyczaj droga przez mękę, która w dodatku prowokuje mnóstwo niezręcznych sytuacji.

1. Buty

Tak właściwie to do końca nigdy nie wiadomo, co z nimi zrobić. Czy w dobrym tonie jest ich zdjęcie i zostawienie w przedpokoju, czy raczej podstawianie gospodarzowi stóp bosych lub w skarpetce pod nos jest niegrzeczne i niemile widziane. Czy komuś, kogo średnio znamy, lepiej zaprezentować się w pełnej stylizacji czy raczej takiej okrojonej i żenującej? Do tego często dochodzą dylematy natury higienicznej. Czy aby na pewno twoje stopy nie walą pierwszorzędnie i czy po trzech tygodniach wreszcie obciąłeś paznokcie? W grę może wchodzić także kwestia estetyki, typu dziurawe, stare lub brzydkie skarpetki. Wszelkie wątpliwości, jakie dopadną cię pod drzwiami, nie mają jednak sensu, bo twój los i tak zależy od gospodarza i jego widzimisię. Albo wszystko będzie ok, albo zrobi się jeszcze bardziej niezręcznie.

2. Niedobre jedzenie

Niestety nie każde jedzenie jest tak dobre jak u babci. Czasem będąc w gościach można dostać tak koszmarną potrawę, że rzygać się chce. I wtedy robi się niezręcznie, bo z jednej strony masz zadowoloną z siebie i dumną jak paw panią domu, a z drugiej siebie samego, który skręca się w konwulsjach od paskudnego żarcia. Nie wypada raczej dać po sobie poznać, że w jamie ustnej odbywa się właśnie jesień średniowiecza, ale też nieładnie jest odpowiedzieć, że obrzydliwie, gdy pani domu zapyta jak ci smakuje obiad. Mamy wtedy do czynienia właściwie z sytuacją patową, taką, w której rozwiązanie typu win-win raczej nie jest możliwe. Zatem albo narazisz się na niestrawność stulecia, albo wyjdziesz na prostaka.

3. Odmówienie alkoholu

Dobry gospodarz to taki, który ugości czym chata bogata. Tak jakoś przypadkowo zawsze się składa, że chata najbogatsza jest w alkohol. Gospodarz chciałby, żebyś pił równo z nim, ale ty akurat masz słabszy dzień i po kilku kolejkach jesteś już trupem. Żaden mędrzec nie wymyślił słów, którymi w takiej sytuacji mógłbyś się usprawiedliwić. I to jeszcze w taki sposób, żeby gospodarz nie poczuł się dotknięty i żebyś jednocześnie ty nie wyszedł na ostatnią cipę. Jedyne, czego możesz spróbować, żeby z opresji wyjść z twarzą, to miganie się. Picie na dwa razy, robienie drinków, wybór słabszego alkoholu, ominięcie kolejki wyjściem do toalety. W innym przypadku poczucie zakłopotania doprowadzi cię do niechcianego potężnego kaca na drugi dzień.

4. Zrobienie „dwójki”

Wyjście do toalety nie zawsze musi być związane z ucieczką przed alkoholem. Czasem może być po prostu uzasadnione tzw. potrzebą. Odlanie się nie jest szczególnie krępujące, ale gorzej z kupą. Kiedy chata gospodarza jest tak ogromna, że do toalety musisz jechać meleksem, to wtedy problem oczywiście znika. Wtedy, czyli nigdy, ponieważ większość mieszkań, w których odwiedzasz mało znanych ci ludzi, toaletę ma zaraz za winklem. Robiąc dwójkę jesteś więc przekonany, że goście słyszą twój każdy pierd, twoje wysiłki i charakterystyczne plum. Gdy wracasz do towarzystwa każde spojrzenie odbierasz jako spojrzenie niesmaku i zniechęcenia twoją osobą. A tobie nie pozostaje wtedy nic innego jak tylko głupio się uśmiechać i udawać, że tak naprawdę nic się nie stało.

5. Wyjście

Zakończenie takiego spotkania może okazać się naprawdę niewygodne i niezręczne. Wyraźnie czujesz, że klimat już powoli siada, że wódka już wypita i że każdy kolejny żart jest coraz słabszy, ale towarzystwo uparcie siedzi na dupach i kurtuazyjnie utrzymuje imprezę przy życiu. Chciałbyś krzyknąć, że już dość, że koniec zamulania i czas do domu, ale nie do końca ci wypada, ponieważ, ani nie jesteś gospodarzem, ani przyjacielem rodziny, tylko zwykłym przydupasem, który zdecydowanie wolałby być gdzie indziej. Sam przecież nie wyjdziesz i nie wykręcisz się innymi obowiązkami, bo zrobisz siarę swoim znajomym, nie podsuniesz im pomysły ewakuowania się, bo z jakiś powodów zależy im by siedzieć jak najdłużej i nie będziesz też ostentacyjnie chrząkał i ziewał, bo to głupie. W którymś momencie w końcu padnie to sakramentalne „czas na nas”, ale dobrze wiesz, że będzie się ono powtarzało jeszcze kilka razy, a całusków pożegnalnych pod drzwiami nie będzie końca.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑