5 rzeczy, które na pewno robisz po pijaku w klubie

Opublikowano Luty 14, 2015 | przez MB

Impreza w klubie to taki wyjątkowy czas, który starasz się celebrować na całego. Szczególnie, kiedy bawisz się w doborowym towarzystwie i nie czujesz presji związanej z dniem następnym. W końcu upijasz się i uruchamiasz tryb „hulaj dusza, piekła nie ma”. Zaczynasz wtedy robić rzeczy, których na trzeźwo byś się wstydził. Pięć z nich jest typowych dla każdego faceta.

1. Podbijasz do brzydkich dziewczyn

brzydka dziewczyna

Sytuacja, która stała się przedmiotem niejednego żartu, skeczu czy standupowego monologu. Nie od dziś wiadomo, że mężczyzna pod wpływem alkoholu staje się mniej wybredny i czując duże parcie w okolicach krocza zadowoli się byle czym. Ty też tak masz, bo jesteś jednym z nas. Niestety, poczucie wspólnoty nie pomaga pozbyć się niesmaku, jaki zazwyczaj pojawia się na drugi dzień. Pozostaje ci jedynie mieć nadzieję, że żaden kumpel nie widział jak liżesz się z maszkaronem, a klubowy fotograf nie wrzucił twoich fotek na Fejsa. Jedyne, co możesz zrobić w tej sytuacji, to zmazać tę plamę na honorze tydzień później.

2. Namolnie prosisz DJ’a o swoją ulubioną piosenkę

DJ

Akcja, która tobie przynosi wiele radości, a tymczasem DJ najchętniej powiesiłby cię za jaja. Piosenka,o którą prosisz nie raz i nie dwa, zazwyczaj jest totalnie z dupy i ni chuja nie pasuje do klimatu imprezy. Po pijaku robisz się sentymentalny i najchętniej posłuchałbyś jakiegoś gówna z dzieciństwa albo dla beki pobujałbyś się przy Pitbullu. Nie zniechęcają cię odmowy, ani nawet fakt, że DJ tego kawałka po prostu nie ma. Przy każdym podejściu zataczasz się coraz bardziej, przypalasz go papierosem i rozlewasz mu piwo na sprzęt. Po dziesiątej nieudanej próbie zaczynasz być niemiły i rzucasz DJ’owi prosto w twarz „chuja się tam znasz na muzie” opluwając go przy tym siarczyście.

3. Popisujesz się na parkiecie

travolta

Nikt na parkiecie nie ma więcej odwagi niż najebany facet, czyli ty. Jesteś jak Patrick Swayze w „Dirty Dancing”, jak Channing Tatum w „Step up” albo jak John Travolta w „Pulp Fiction”. Z partnerką czy bez, „Król parkietu” Tedego jest o tobie. Po prostu rządzisz. To znaczy tak ci się tylko wydaje. W rzeczywistości tańczysz jak ostatnia pokraka. Lepiej niż ty ruszałby się Ryszard Kalisz w zbroi. Przewracasz się na ludzi, uderzasz laskę łokciami po twarzy i rozlewasz wokół siebie alkohol. Twoje ciało bardziej niż radosny taniec przypomina atak padaczki.

4. Nie dajesz spokoju prześlicznej barmance

barmanka

W każdym klubie znajdzie się jakaś urocza barmanka, która z miejsca podbije twoje serce. A jak wiadomo serce nie sługa. By przełamać swoją nieśmiałość, zamawiasz u niej pięćdziesiąteczkę. Potem jeszcze jedną, a potem jeszcze dwie. Gdy jesteś już gotów, pytasz ją o imię i próbujesz zdobyć numer. Mówisz do niej „ej, piękna”. Ku twojemu zdziwieniu zlewa cię jak resztki niedopitego piwa i nawet na ciebie nie patrzy. Stajesz się natarczywy, machasz do niej, zagajasz coraz głupszymi i coraz bardziej nieprzemyślanymi tekstami, kolejne wódeczki zamawiasz tylko u niej. Oczywiście nie stajesz się bardziej trzeźwy, więc nic cię tak nie boli jak to odrzucenie. Zaczynasz szlochać, przewieszać się przez bar, w końcu idziesz sobie i całujesz się z maszkaronem.

5. Drzesz mordę

darcie mordy

Jeśli na imprezie dobrze się bawisz, przeważnie chcesz by usłyszał o tym cały świat. Gdy osiągasz moment, w którym masz poczucie, że jedyną wstydliwą rzeczą byłoby wymachiwanie kutasem,  zaczynasz śpiewać rozpoznawane przez ciebie piosenki. Ok, śpiewać nie. Zaczynasz drzeć się jak zarzynana świnia. Oczywiście nikt nie może od ciebie wymagać, żebyś w takim stanie pamiętał całe słowa, więc nakurwiasz tylko do refrenu. Najbardziej cieszysz się na „Sex on Fire”. Gdy utwór ci nie leży po prostu krzyczysz w spontanicznie wybranych momentach: „jazda”, „bawimy się”, „nie śpimy”. Rozdziawiasz japę tak, że można zobaczyć twoje migdałki i masz w dupie wszystkich dookoła.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑