5 rzeczy, których (nie)doczekamy w tym sezonie NBA

Opublikowano Listopad 8, 2015 | przez MB

nba

Start kolejnego sezonu NBA zawsze wiąże się z wielkimi emocjami. To prawdopodobnie najbardziej profesjonalna, najbardziej wyrównana i najbardziej zaskakująca liga na świecie. Są w niej ogromne nerwy, są dramatyczne zwroty akcji, jest walka do upadłego. Nie zawsze najważniejsze jest to, kto zdobędzie mistrzowski pierścień, liczy się sama gra, dla niej warto zarywać noce. A skoro przed nami jeszcze wiele takich nocy, poniżej dzielimy się naszymi oczekiwaniami związanymi z rozgrywkami 2015/2016.

Mistrzostwo Los Angeles Clippers

Fakt, że Clippersi w ostatnich kilku latach nie zdobyli mistrzostwa, zakrawa na niezłe jaja. Z roku na rok robią się silniejsi, wzmacniają na każdej pozycji, rozgrywane przez nich akcje często przechodzą ludzkie pojęcie, a w zespole jak i w jego taktyce ciężko znaleźć słaby punkt. Za każdym razem okazuje się, że mimo wszystko czegoś brakuje i upragniony cel przechodzi koło nosa jeszcze przed finałem Konferencji (w ubiegłym sezonie w morderczym boju ulegli Houston Rockets 3:4). Do tego sezonu LA Clippers podchodzą jednak z taką paką, że w końcu muszą postawić się Golden State Warriors. Do żelaznej trójki Paul-Griffin-Jordan dołączyli szalony Lance Stephenson, doświadczony Paul Pierce oraz skuteczny i silny Josh Smith. Wspierają ich młody Wesley Johnson (podkradziony od Lakersów), niezawodny J.J. Redick oraz błyskotliwy Jamal Crawford. Panowie, jak nie teraz, to kiedy?

Powrót do wielkiej formy Oklahomy City Thunder

Poprzedniego sezonu Oklahoma nie może zaliczyć do udanych. Przez główną część sezonu osłabieni brakiem kontuzjowanego Kevina Duranta kompletnie nie mogli się odnaleźć i wytrzymać presji związanej z pretendowaniem do tytułu. Przegrywali „wygrane” już mecze, dostawali łupnia od teoretycznie słabszych drużyn i zupełnie nie mogli złapać rytmu. Westbrook dwoił się i troił, ale brak Duranta okazał się bardziej dotkliwy niż pewnie przypuszczali. Dotkliwy na tyle, że Thunder nie awansowało nawet do play-offów. W tym sezonie wszystko ma się zmienić. Lider drużyny jest zdrów jak ryba, do teamu dołączyło kilka interesujących twarzy, a morale zawodników wróciło na swoje miejsce. Liczymy na to, że zespół weźmie się w garść i ponownie nie sprawi swoim fanom tak przykrej niespodzianki. Teraz nie będzie już wymówek.

Udany sezon Kobego Bryanta

Sezon 2015/2016 podobno ma być ostatnim w karierze Kobego. Żywa legenda NBA liczy na to, że pożegna się godnie i z hukiem. My też mamy taką nadzieję. Szczególnie, że w ubiegłorocznych rozgrywkach Bryant częściej oglądał zmagania swoich kolegów z ławki ubrany w garnitur a nie w koszulkę z numerem 24. Trudno się spodziewać, że w tych rozgrywkach, nawet będąc w pełni sił, odmieni nieciekawe oblicze Los Angeles Lakers, ale na pewno można trzymać go za słowo, że da z siebie wszystko. Gdyby Jeziorowcy awansowali do czołowej ósemki Konferencji Zachodniej, byłoby cudownie, a Kobe mógłby poczuć ulgę. Jeśli nawet to zadanie się nie uda, a Bryant zejdzie ze sceny jako prawdziwy lider, to nadal będzie mógł czuć satysfakcję. Trzymamy kciuki.

Istotna rola Charlotte Hornets

Hornets, których właścicielem jest Michael Jordan, to zespół, który od kilku lat sezon w sezon wykazuje się dużym potencjałem, ale koniec końców okazuje się chłopcem do bicia. Po cichu liczymy na to, że teraz sytuacja się zmieni się na lepsze, bo trudno Hornetsów nie darzyć sympatią i nie myśleć o nich z sentymentem. Na szczęście mamy podstawy do tego, by o ich przyszłości myśleć z optymizmem. Od bieżących rozgrywek o sile ekipy z Charlotte stanowić będzie silny kwartet. Kemba Walker to klasa sama w sobie i aż dziw, że przed sezonem nie zabijały się o niego najlepsze drużyny. Al Jefferson zdążył już udowodnić, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i nadal trzeba się z nim liczyć. Sprowadzony z LA Jeremy Lin być może nie jest już pierwszej świeżości, ale to wciąż ten sam przebojowy zawodnik, który potrafi zgasić przeciwników jedną błyskotliwą akcją. Nicolas Batum to z kolei największe przedsezonowe wzmocnienie Hornets. Zabójczo skuteczny i inteligentny gracz, który sprawdza się w trudnych meczach. A tych przed jego drużyną na pewno sporo. Oby częściej udawało się wychodzić z nich obronną ręką.

Odrodzenie New York Knicks

Każdy, kto przygląda się formie Knicksów, mógłby powiedzieć, że to czcze życzenie. I nie mielibyśmy o to żadnych pretensji. Poprzedni sezon dla drużyny z Nowego Jorku stanowił apogeum miernoty, pożogi, lamentu i płaczu. Nie było co zbierać. Ostatnie miejsce w Konferencji Wschodniej (w całej lidze mniej zwycięstw miała tylko Minnesota Timberwolves) to prawdziwa katastrofa, która takiej drużynie nigdy nie powinna się przytrafić. A jednak. Czy w tym sezonie zespołowi uda się pozbierać do kupy? Światełko w tunelu widać. Jakimś cudem Knicks zatrzymali Carmelo, pod koszem pojawił się dzielny Robin Lopez, w ataku będzie straszył niedoceniany przez wielu Derrick Williams. Rzutem z dystansu nadal umie postraszyć Jose Calderon, a gra Sashy Vujacica zazwyczaj przynosi wymierne efekty. W Nowym Jorku największym problemem nie są jednak zawodnicy, a to, co się między nimi dzieje. Derek Fisher dostał jeszcze jedną szansę na to, by posklejać ich talenty w jedną dobrze działającą całość. Będzie ciężko, ale gorzej niż w poprzednim sezonie już być nie może.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑