5 rzeczy, za które mamy ochotę zabić speców od toalet

Opublikowano Luty 27, 2014 | przez Gofrey

pisuar1

Miarka się przebrała. Długo przymykaliśmy na to oko, dawaliśmy im drugie szanse, liczyliśmy na opamiętanie i poprawę, samokrytykę oraz korektę obranego kursu. Nie strzelaliśmy – oferowaliśmy czas. Nie krzyczeliśmy – zamiast tego cierpliwie wyczekując poprawy. Niestety, toaleta w jednej z elbląskich restauracji przelała czarę goryczy. Robimy piekło w social mediach, wykorzystujemy stronę jak internauci blog w 2003 roku. Wytaczamy otwartą wojnę idiotyzmowi toaletowemu!

No dobra. Na razie może poprzestańmy na zidentyfikowaniu wroga. Na określeniu jego najsilniejszych pozycji oraz sposobów w jaki chcą nas wszystkich skazać na depresję/cholerę/wściekliznę. Potem przejdziemy do bojkotów, listów otwartych i propozycji poprawek do ustaw. Oto pięć rzeczy, za które mamy ochotę ukatrupić architektów specjalizujących się w nowinkach toaletowych.

1. Suszarka dłoni

Kiedyś, w zamierzchłych czasach, gdy Anna Grodzka planowała z żoną pierwszego potomka, Neil Armstrong cykał fotki na Księżycu, a o kolarzu o takim samym nazwisku nie słyszeli nawet jego rodzice, w kiblach były ręczniki. Tak, tak, ręce wycierało się do sucha w delikatne niczym kości Owena Hargreavesa i przyjemne w dotyku niczym flanelowa koszula ręczniki. Kto stwierdził, że to niepraktyczne? Kto zadecydował, że potrzebujemy na tym polu innowacji? Kto wreszcie wpadł na szatański pomysł, by dłonie nie wycierać, ale suszyć? Intymne obcowanie z tkaniną zostało zastąpione nieprzyjemnym podmuchem powietrza, które i tak prędzej spowoduje przeziębienie, aniżeli pozbycie się wody z dłoni. Efekt? Mokre plamy na dżinsach, bo to właśnie one stały się prawdziwym substytutem kiblowych ręczników.

2. Suszarka dłoni z czujnikiem o wrażliwości słonia

To delikatna modyfikacja szatańskiego urządzenia z pierwszego punktu. Tym razem w ramach figlarnego żarciku, producenci toaletowych akcesoriów do użerania się z suszarką dołożyli konieczność walki z fotokomórką, która w teorii uruchamia cały sprzęt. Woda cieknie po całej łazience, czujesz się jakbyś właśnie wskoczył pod wodospad Niagara, ale sprzęt pozostaje nieugięty – dopóki nie ułożysz dłoni DOKŁADNIE pod kątem 35 koma 8 stopni, poczujesz co najwyżej wilgoć w dziurawym bucie, a nie osuszający podmuch powietrza. Szarpiesz więc nerwowo rękoma w okolicach czujnika, ale on wciąż się drażni, jakby chciał sprowokować cię do głębokiej refleksji: „na chuj w ogóle wchodziłeś do toalety w miejscu publicznym”. W końcu wygrywasz, resztki wody z dłoni zwiewa wiaterek, liczysz, że to już ten moment, gdy z suchymi rękoma opuścisz WC, ale niestety. Czujnik włącza całą maszynerię tylko na 8,5 sekundy, więc znowu zaczynasz machać łapami jak uczestnik zabawy techno w Pszczynie.

Ostatecznie wycierasz się w dżinsy.

3. Cztery pisuary

Chwyt architektoniczny nazywany przez niektórych „szach-mat”. Zachwianie równowagi nakazującej budowanie toalet z użytecznością pisuarów większą, niż 50%. Taka możliwa jest zaś wyłącznie w układach nieparzystych – trójpisuarowych oraz pięciopisuarowych. Wówczas stosuje się prawo zachowania odległości, które wymaga zajmowanie pozycji przy pisuarach w następującej kolejności:

pisu

Niestety, cztery pisuary oznaczają, że maksymalnie można używać tylko dwóch, co oznacza, że 50% z nich stoi odłogiem. To zaś w logicznym męskim umyśle stanowi uciążliwą drzazgę, która nie pozwala skupić się na czynnościach fizjologicznych – non stop rozmyślasz: czemu nie trzy? Czemu nie pięć? Czemu nie siedem? Przecież i tak połowa jest zbędna!

Zamordowalibyśmy tych cwaniaczków, którzy liczą że ktoś złamie odwieczne prawo zachowania odległości.

4. Elektroniczny podajnik papierowych ręczników

Jest! W końcu toaleta bez tych pierdolonych suszarek, ależ za moment sobie powycieram ręce! Podniecenie rośnie, niedbale myję dłonie, w pośpiechu, bez przykładania się, w końcu nawet jeśli nie wypłuczę całego mydła, to i tak będę mógł je wytrzeć w aksamitną powierzchnię ręczniczka.

I dupa.

Jest jeszcze gorzej, niż z suszarkami. Nie ma ręczników! Alarm, nie ma ręczników, co teraz, przecież mydła w dżinsy nie wytrę. A nie, są! Owszem są, ale podawane elektronicznie, wyłącznie po naciśnięciu guzika. Więc znowu bryzgam wodą, topiąc łazienkę i próbując wydostać uwięziony ręcznik. Jeden naturalnie nie wystarcza, więc czynność należy powtórzyć. Przy trzecim podajnik zaczyna się przycinać, wy wpadacie w panikę, bo na dłoniach wciąż pozostało kilka śladów wody. Tę sytuację medycznie nazywa się „małym zawałem serca”, podobnie jest na schodach, gdy wchodząc po nich myślicie, że nadepnęliście dopiero na przedostatni stopień, a tak naprawdę jesteście już na szczycie. Każdy zna to uczucie.

Nie jest przyjemne.

5. Światło uruchamiane fotokomórką

I na koniec absolutny faworyt do nagrody najbardziej irytującego wynalazku toaletowego w historii ludzkości. Światło uruchamiane fotokomórką. Oszczędność prądu, którą my nazywamy barbarzyństwem. Cywilizacyjną zbrodnią. Mylnym założeniem, że w kiblu spędza się maksymalnie trzydzieści sekund, podczas których pozostaje się w ciągłym ruchu. Tak, właśnie tak, przyszedłem tutaj porobić pajacyki, potem podczas wykonywania przysiadów oddać mocz, by wreszcie myjąc dłonie klaskać w nie z wesołą miną, podśpiewując przeboje Rubika.

Nie.

Do toalety, szczególnie męskiej, czasem wchodzi się zebrać myśli, szczególnie podczas popularnej „dwójki”. Czasem przemyśleć dalszą strategię podczas spotkania, innym razem przeanalizować kursy walut, jeszcze innym zatroskać się sytuacją lemurów w lasach tropikalnych. To miejsce sprzyjające refleksjom, miejsce, w którym pomysłowość, kreatywność oraz trzeźwość myślenia spotykają się i przybijają sobie piątki, obdarzając szczęśliwego wizytującego świeżym spojrzeniem, jasną myślą, doskonałym konceptem. Zastanówmy się, czy te mistyczne doznania są możliwe, gdy raz na trzydzieści sekund wijesz się jak pojebany na klopie, próbując uruchomić pieprzoną fotokomórkę?

Nie. Nie są.

A mimo to jakiś ponury wuj postanowił zamontować w tej świątyni fotokomórkę skazując cię na uwłaczające podrygiwanie na desce klozetowej. Odzierając wizytę w toalecie z atmosfery intymności, odzierając ją z funkcji relaksacyjnej, generalnie czyniąc z tego przykry obowiązek, zamiast przyjemnego momentu wytchnienia. Naszym zdaniem – śmierć temu szatańskiemu pomiotowi, który na to wpadł.

Coś nam mówi, że to babska robota…

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑