5 typów pasażerów PKP, przez których podróży pociągami unikamy jak ognia

Opublikowano Grudzień 23, 2015 | przez lucky bastard

13413525_21n

Szczęśliwi ci, którzy mają już to za sobą. Cała reszta zapewne właśnie przeklina pod nosem na samą myśl o nadchodzącym wielki krokami wydarzeniu. Podróż na święta pociągami PKP. Przyjemność porównywalna z ostrym zatruciem pokarmowym lub badaniem prostaty. Już trzeba przygotować się na zatłoczone dworce i pociągi, bo – jak wynika z materiału, który widzieliśmy w wiadomościach – główną odpowiedzią władz naszej kolei na szczyt komunikacyjny jest apel do podróżnych o przełożenie wyprawy na inny termin. Dzięki, nie skorzystamy, nikt raczej nie poczeka na nas z Wigilią do 28 grudnia.

Z naszego doświadczenia wynika, że czymś znacznie gorszym od samej organizacji i infrastruktury bywa konieczność podróżowania w towarzystwie ludzi, od których zazwyczaj staramy się uciekać tak daleko, jak tylko można. Ludzi, którzy potrafią uczynić przejażdżkę tak wyjątkową, że dostajemy mdłości za każdym razem, gdy tylko musimy wsiąść do wagonu. Na podstawie opowieści i przede wszystkim własnych przeżyć wyszczególniliśmy pięć najgorszych typów.

1. DJ

Umilanie sobie długich godzin podróży muzyką jest jak najbardziej normalne i wskazane, ale do kurwy nędzy – ciszej. W skrajnych przypadkach głąby w ogóle nie zakładają słuchawek i odpalają na smartphonach nutę za nutą, licząc, że tym samym poprawiają komfort podróży reszcie. Otóż nie. Co gorsza, typ z reguły gustuje w najprostszych brzmieniach, by nie powiedzieć prostackich. Pół biedy jeśli są słuchawki, choć trafiają się ancymony, których łupanka jest tak głośna, że niewiele to pomaga.

2. GADUŁA

Podobnie, ale tym razem musisz wysłuchiwać pseudomądrości lub co gorsza zwierzeń, po których masz ochotę wsadzić sobie w ucho ostry przedmiot. Od takiego typa ciężko się uwolnić, bo nawet gdy  nie znajdzie towarzysza do konwersacji w przedziale, to wyciąga telefon i trajkota, ile tylko można. Jednak gorzej, gdy maszyna losująca przydzieli ci od razu dwie gaduły lub trzy. Festiwal żenady zaczyna się niewinnie od gadki-szatki, a kończy zazwyczaj dysputą o polityce. Gdy rozmówcy mają do tego jeszcze różne poglądy, atmosfera mocno gęstnieje.

3. ŚMIERDZIEL

Jego największym problemem jest zazwyczaj fakt, że w ogóle nie ma świadomości odoru, który wydziela. Kompletnie nie dopuszcza do siebie tej myśli, więc odważnie zaznacza swoją obecność. O ile można jakość przeboleć to, że nie jest zaprzyjaźniony z dezodorantem marki Bond, który dostał od matki na gwiazdkę w zeszłym roku, o tyle ściąganie obuwia w jego wykonaniu i wyciąganie kończyn przed siebie, to już przesada. Zamach na zdrowie pozostałych podróżnych. Zazwyczaj dziurawa skarpetka jest sygnałem, że pora zwiększyć częstotliwość opuszczania przedziału. Ryzyko zaczadzenia jest wielkie. Beznadziejne przypadki? No niestety zdarzają się jeszcze tacy, którzy jednocześnie protestują przy uchyleniu okna choć na chwilę, bo im za zimno. Kaplica.

4. PANI KIEROWNICZKA 

Zazwyczaj jest już w podeszłym wieku, więc bez trudu uzurpuje sobie prawo do dyrygowania całym składem. Jest jeszcze gorsza niż babka czyhająca na twoje miejsce w komunikacji miejskiej, bo w momencie, gdy wszyscy mają zapewnione miejscówki, stale wyszukuje innych rzeczy, na które można psioczyć. W trakcie dwugodzinnej podróży potrafi trzynaście razy poprosić o przykręcenie i odkręcenie ogrzewania, najczęściej wyczekując przy tym moment, który dla ciebie jest najmniej odpowiedni. Połowa tego czasu wystarcza jej do wprowadzenie terroru wśród pasażerów – wszyscy siedzą prościutko, nikt nie odważy się nawet drgnąć. Poznasz ją po bazyliszkowym wzroku. Na koniec podróży będziesz musiał walczyć z jej wielgachną walizkę. Nie łudź się, że za to podziękuje.

5. SMAKOSZ

Rozumiemy, że coś w podróży trzeba jeść, ale szamę dzielimy na taką, która do pociągów się nadaje i na taką, w którą zaopatrywać się nie wypada. Do tej drugiej grupy zaliczamy przede wszystkim wszelkie pyszności o intensywnej woni, a także smakołyki, których konsumpcja w takich warunkach jest znacznie utrudniona. Przykład z życia wzięty – ryba w occie. Już w samo odkręcenia słoika zaangażować musiało się pół wagonu, a później było jeszcze gorzej. Ciężko to nazwać poezją dla nosa. Natomiast sam proces opróżniania zawartości pojemnika i wchłaniania to show niskich lotów. Nie licz na dyskrecję, spodziewaj raczej plam na spodniach.

***

Oczywiście zdarzają się również pasażerowie normalni, ba!, większości ciężko coś zarzucić, ale statystyka jest nieubłagana. Szanse na to, że w 6-osobowym przedziale nie trafi się żaden głupek są bliskie zeru. Najczęściej jest to jeden z wyżej wymienionych typów, ale są oczywiście też zbrodnie np. rodzice, którzy na czas podróży gdzieś mają swoje pociechy. Panie, miej nas w swojej opiece.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑