7 zasad, których musisz przestrzegać jedząc w biurze lunch

Opublikowano Grudzień 2, 2013 | przez ZP

 lunch

Chwila przerwy od cyferek w Excelu. Od służbowych maili. Od telefonów od dziwacznych ludzi. Lunch. Czas relaksu. Jeśli jadasz go nie w knajpie, a w biurze, w którym pracujesz, mamy dla ciebie kilka rad:

1. Unikaj ostrych przypraw.

Jeśli najesz się chilli czy innego czosnku, a potem np. pójdziesz na chwilę do innego działu, załatwić sprawy z Moniką, która ci się podoba, będzie pozamiatane. Chuchniesz dziewczynie w twarz ostrą albo śmierdzącą przyprawą i już na zawsze będziesz jej się kojarzyć z tym kolesiem, którego największym wrogiem jest pasta do zębów.

2. Unikaj szefa.

Głodny przełożony to zły przełożony. I teraz wyobraź sobie taką sytuację: twój boss nie ma czasu, żeby coś zeżreć, idzie akurat po biurze i widzi ciebie, podwładnego, który nie dość, że nie pracuje, to jeszcze opierdziela pysznie wyglądający obiadek. Jedna taka sytuacja i na awans możesz liczyć koło 2020 roku.

3. Używaj chusteczek

Lubisz swoje koszule? Oddajesz je do pralni, ukrywasz przed molami, dopieszczasz żelazkiem? To nie pozwól, żeby te szyte na miarę cudeńka zostały zmasakrowane przez sos kowbojski z Subway’a. By uniknąć ich śmierci, miej zawsze w szufladzie biurka chusteczkę, którą możesz zakryć krawat i przód koszuli. Poza tym, że ich nie zniszczysz, to jeszcze zyskasz plusa u koleżanek. Laski zwracają na takie szczegóły uwagę, sto procent, że docenią, iż siedzą w openboksie z czyściochem.

4. Wyłącz komórkę na czas konsumpcji

Zapewne niezły z ciebie buchaj, a tacy otrzymują wiadomości od rozgrzanych samic o każdej porze dnia i nocy. A co jeśli akurat będziesz popijał schabowego wodą, a tu przyjdzie wiadomość, otworzysz ją i zobaczysz MMS-a z pięknymi piersiami, co najmniej wielkości C? Odpowiem Ci co: wyplujesz H2O wprost na monitor i klawiaturę i już, komp załatwiony, dramat gotowy.

5. Nie siorbaj i nie bekaj

Wiadomo, każdy z nas w domu lubi sobie poluzować smycz. Dlatego po dobrym piwku wydajemy z siebie beknięcie, które sejsmografy notują jako trzęsienie ziemi o sile 5 w skali Richtera. Dlatego podczas niedzielnego rosołku z rodzicami zdarza nam się regularnie siorbać, skutkiem czego sąsiadka zawsze koło 14 tego dnia wkłada na kilkadziesiąt minut do uszu stopery. Kochani, to normalka, ale niestety robota to nie chałupa. Więc nawet jeśli jesteśmy najgorszymi obiadowymi wieśniakami, w pracy musimy pozować na elegancików-Francuzików.

6. Nie eksperymentuj

W kuchni swojego M owszem, możesz bawić się gotowaniem. Mieszać smaki do woli, od rana do nocy. W pracy raczej odradzam tego typu akcje. Innymi słowy: jeśli nie wiesz jak Twój organizm zareaguje na sałatkę z kurczaka w sosie cytrynowym, zmiksowaną z arbuzem z domieszką grzybów, nie przynoś tego typu pyszności do roboty, bo efekt końcowy może być taki, że po lunchu wyjdziesz ze sracza o 23, a szefowi akurat takie „nadgodziny” mogą się nie spodobać.

7. Jedz powoli

Lunch to nie są wyścigi na 400 metrów, nie musisz wlać w siebie pomidorówki w 45 sekund, opryskując przy okazji wszystkich w promieniu 10 metrów, a potem dziabnąć rybki z ziemniakami w minutę, skutkiem czego ość zostanie ci w gardle i tyle, żegnaj słodkie życie. #napiszeomniefakt.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑