8 sposobów komunikacji internetowej, które były modne przed Facebookiem

Opublikowano Kwiecień 3, 2014 | przez MB

Nastoletnim użytkownikom może się wydawać, że Facebook istnieje od zawsze. Że powstał podczas wielkiego wybuchu. Tak jednak nie było. Najpopularniejszy na świecie serwis społecznościowy istnieje stosunkowo od niedawna i mówi o tym film „The Social Network”. Co zatem było przed Facebookiem? Co najmniej osiem opcji wzajemnego komunikowania się między sobą w sieci, które dziś wzbudzają nostalgię i tęsknotę do tamtych dni.

IRC

Godziny spędzone w kafejkach internetowych i przedłużanie pobytu o kolejne godziny tylko po to, by pogadać z kolegą, który mieszkał blok dalej. Musiał być z bogatszej rodziny, bo miał kompa na chacie. I można było gadać z nim w nieskończoność po prostu pisząc na klawiaturze i od razu otrzymywało się odpowiedź. Totalna rewolucja, przewrót całkowity. Dla młodego użytkownika komputerów z Polski, który do tamtej pory grał tylko w Fife 95, a na informatyce robił laurki w Paincie, IRC był kosmosem. Prawdziwym krokiem naprzód i poczucie technologicznego luksusu. Łezka w oku się kręci.

ICQ

icq

Pierwszy komunikator internetowy z prawdziwego zdarzenia w historii Internetu. Mimo że pełnił rolę pioniera na rynku, jego możliwości nie ograniczały się jedynie do przesyłania wiadomości tekstowych. W zakres jego umiejętności wchodziły także takie funkcje jak transfer plików P2P, wysyłanie SMS’ów i e-kartek, czat, gry flashowe z opcją multiplayer (wow!) a nawet wideokonferencje. Legendarny skrót to tak naprawdę zabawa słowna, która poprawnie rozwinięta w języku angielskim brzmi „I Seek You”, czyli „Szukam Cię”.

Powstał w 1996 roku dzięki inicjatywie izraelskiej firmy Mirabilis. Pierwsze rekordy bił już w rok po premierze: osiemset pięćdziesiąt tysięcy użytkowników oraz sto tysięcy użytkowników online. Dziś te liczby mogłyby wzbudzić jedynie odgłos politowania, jednak pod koniec lat dziewięćdziesiątych ICQ był tym dla komunikacji internetowej, czym Nirvana dla grunge’u.

Czat

czat

Na początku wchodziło się by faktycznie z kimś pogadać. Jego niewątpliwą zaletą było to, że oferował perspektywę zapoznania kogoś. Dlatego najczęściej odwiedzało się pokoje typu „pani pozna pana”. Ale inne też: muzyka, film, rozrywka, psy i koty, seks z delfinami, architektura Florencji itp. Z ulubionymi użytkownikami wymieniało się zdjęciami, adresami mailowymi, czasem nawet numerami telefonów. Boom na czaty wywołał w Polsce fale małżeństw, które ponoć przetrwały próbę czasu. Z czasem jednak tzw. chatroomy przerodziły się w oazę perwersji. Co drugi tomek36 okazywał się zbokiem, ekshibicjonistą albo onanistą. W kamerkach zamiast twarzy pojawiały się fiuty, owłosione dupy i tłuste bebzole. O dziwo cycków było mniej, dlatego czaty przestały się cieszyć tak dużym powodzeniem.

Grono.net

grono

Pamiętacie jeszcze coś takiego? Serwis, który w 2006 został uhonorowany „Nocnym Markiem” Aktivista, a w 2007 statuetką CoolBrands. Ten przestarzały produkt funkcjonował aż do 2012 i miał się całkiem nieźle. Do 2008 znalazły się na nim dwadzieścia dwa miliony zdjęć, w tym ani jedno, które wrzuciłby ktoś z mojego otoczenia. Dla użytkowników mógł być jednak atrakcyjny pod paroma względami i zupełnie nie rozumiem, dlaczego został wyparty przez Naszą Klasę (o której za chwilę). Już w 2004, kiedy powstał, oferował geolokalizację, sieć wydarzeń z opcją dodawania własnych, zamieszczanie ogłoszeń a także przypisywanie samego siebie do szkół i klas. Na Gronie funkcjonował także Blimp, czyli odpowiednik dzisiejszego Twittera. Sam serwis zaś działał na zasadzie skupiania użytkowników wokół tworzonych przez nich grup tematycznych, więc wykorzystywał zasadę działania czatu. Serwis z niewykorzystanym potencjałem.

Gadu-Gadu

gadu

cze, poklikash? lol, zw, wtf, co porabiash? Niektórzy do dziś mają na swoich komputerach charakterystyczne żółte słonko w czerwonej obwódce i z rozrzewnieniem wspominają swoje pierwsze znajomości, rozmowy i romanse nawiązane za pośrednictwem słynnego komunikatora. Idę o zakład, że wśród osób czytających ten artykuł, nie ma ani jednej, która swego czasu była w stanie wyobrazić sobie życie bez gg. Jeśli nie gry komputerowe, to właśnie to mało okienko przytwierdzało dzieciaki na całe dnie przed monitorami. Po co się spotykać, skoro można pogadać na gadu? Przepisywało się wypracowania, dyktowało zadania z matmy i ponad wszystko wielbiło emotikonki. Najlepsze były te niedostępne w podstawowym zestawie: rzygi i seks. Ich odkrycie było osiągnięciem na miarę zdobycia Kryształowej Kuli. No i ten specyficzny język, od którego ciężko było się uwolnić, choćby nie wiadomo jak bardzo wkurwiał. Czysta magia.

Tlen

tlen

Zanim ktokolwiek wiedział czym jest o2.pl, wszyscy wiedzieli czym jest Tlen. Komunikator o tyle funkcjonalny, że umożliwiał kontakt z użytkownikami posiadającymi Gadu-Gadu oraz jeden z programów sieci Jabber. W teorii zatem lepszy niż gg, ale dziś otaczany zdecydowanie mniejszym kultem i rzadziej wspominany. W kulturę masową wpisał się zdecydowanie słabiej niż swój pierwowzór. Choć trzeba przyznać, że możliwości miał sporo: kilkuosobowe konferencje, wideokonferencje, tlenofon, system autoryzacji, rozmowy głosowe, przesyłanie obrazów w oknie rozmowy, wysłanie alarmu do rozmówcy czy szeroki wybór skórek.

AQQ

aqq

Tzw. multikomunikator. Program nowszej generacji wyposażony w masę bajerów, ale kompletnie bez ducha.

Nasza Klasa

nasza klasa

Efekty wyszukiwania hasła „nasza klasa” w Google Graphics oddają w pełni późniejszy i obecny charakter serwisu. Wcześniej, wiadomo. Szał. Ale co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑