A jednak – w poniedziałek w Warszawie można zabalować!

Opublikowano Lipiec 8, 2014 | przez Dżordż

park

Poniedziałek, Warszawa, impreza. Do wczoraj wydawało mi się, że ta zbitka słów nie ma sensu. Myślałem tak: stolica nie jest miejscem, w którym da się zaszaleć na początku tygodnia. Kolacyjka i klub ze striptizem – to ewentualne rozrywki jakie możesz sobie zafundować tego dnia. Ale żeby tańce?

Ładna pogoda plus piwko zrobiły swoje. Złapałem ochotę, żeby zakręcić nóżką właśnie w poniedziałek. Byłem przekonany, że nie uda mi się spełnić tej dziwacznej zachcianki, do czasu gdy przypadkowo trafiłem na stronę legendarnego klubu „Park”, w którym młody Andrzej Gołota prał się z ochroniarzami.

Przeczytałem na niej, że  „Nowy Tydzień czas zacząć z Powerem! Na dobry początek Tygodnia proponujemy pełną energii Noc z klubową muzyką dance zmixowaną z energetycznym Housem.” i pomyślałem sobie, dlaczego by nie? Od razu znalazłem na to pytanie sporo odpowiedzi: bo w swoich modnych okularkach wyglądam jak intelektualista i mogę dostać wpierdol od bywalców. Bo nie jestem w typie dyskotekowych lachonów. Bo jutro rano trzeba wstać do pracy.

Naturalnie zlekceważyłem racjonalne przesłanki i ruszyłem na zabawę, nie spodziewając się przy tym fajerwerków. Więcej, byłem przekonany, że poza ochroniarzami-karkami, studentkami-barmankami oraz samotnikami-nieudacznikami, siedzącymi przy barze, nie spotkam w owym Parku nikogo.

Jakież było moje zaskoczenie gdy już minutę po wejściu mogłem delektować oczy kilkoma blondynami prima sort!

Oczywiście nie były to kobiety na miarę modowych wybiegów, ale uwierzcie – i tak dawały radę. Długie szpile, krótkie sukienki, obowiązkowa opalenizna – tak prezentowały się te gwiazdy. Patrząc na nie miałem wrażenie, że to striptizerki z nieodległej Sofii przyszły na rozgrzewkę przed nocną zmianą – dziewczyny chwytały się wszystkich rurek w okolicy, zarówno tych pionowych i poziomych, i wyczyniały na nich cudaczne wygibasy. Przez chwile zadrżało mi serce, kiedy jedna z nich straciła równowagę. Oczami wyobraźni widziałem jak łamie sobie nogę w kostce, na szczęście ostatecznie uratowała się przed katastrofą.

W tym wszystkim ważne jest jedno: w Parku nie ma zbyt wielkiej konkurencji do wyrywania tych panienek. A przynajmniej nie było wczoraj, kiedy tam wpadłem. Na parkiecie wokół tańczyły same indywidua: gościu, który wyglądał jak bliźniak Jezusa (swoją drogą Chrystus miałby tam czego nauczać, szczególnie w kwestii wstrzemięźliwości seksualnej), dwóch studentów w kraciastych koszulach z krótkim rękawem z Tesco plus jakiś łysy, napakowany miś, który chyba znalazł się tam przypadkiem, bo zamiast wysiąść na Bródnie opuścił autobus na Mokotowie. Umówmy się, każdy z nich miał na poderwanie którejkolwiek z tych dup takie szanse, jak Neymar na zagranie w finale mistrzostw świata.

O ile po moim wyjściu o 1 nie wjechała tam banda przystojniaków z siłki, o tyle żadna z uczestniczek zabawy nie porwała się na one night stand, jestem pewien.

Trochę żałuję, że sam nie spróbowałem czegoś wskórać u którejś z uroczych uczestniczek zabawy, ale niestety musiałem rano wstać, więc wyszedłem wcześniej. Pierwszy poniedziałkowy wypad do Parku po latach przerwy potraktowałem jako rekonesans, drugi będzie już dla mnie polowaniem. Wam też radzę się na nie udać, „zastrzelenie zwierzyny” już dawno nie zdawało się być tak proste.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑