A czy ty wiesz do czego służy kierunkowskaz?

Opublikowano Październik 14, 2014 | przez lucky bastard

3-replace-turn-signal-light

Z pewnością każdy z was to przeżył, niezależnie od doświadczenia za kółkiem. Czerwone światło, dwa pasy, na każdym z nich stoi samochód. Dojeżdżasz, ustawiasz się za tym z lewej, zapala się zielone i… gość przed tobą włącza kierunkowskaz.

W międzyczasie zaroiło się wokół od innych pojazdów, więc trzeba poczekać, aż patafian wykona skręt, czyli przepuści wszystkich jadących z naprzeciwka. Mijają cenne sekundy, które właśnie zostały nam w bezczelny sposób skradzione. To jedna z tych sytuacji, w której człowiekowi przychodzi do głowy zmiana planów, pojechanie za gamoniem i dosadne wyjaśnienie czym jest kultura jazdy.

Problemem wielu polskich kierowców jest brak elementarnej wiedzy. Oni po prostu nie mają pojęcia, do czego służy kierunkowskaz. Wydaje im się chyba, że to przyrząd niezbędny do wykonaniu skrętu, bez którego zablokują się koła lub zgaśnie silnik. Do głowy im nie przyjdzie, że to urządzenie przeznaczone wyłącznie dla innych użytkowników drogi.

Jeśli ktoś stoi na światłach z zamiarem skrętu i nie włącza migacza, zwyczajnie nie okazuje innym szacunku. Jeżeli robi to świadomie, jego przekaz jest jasny – ma innych ludzi w dupie. Taki człowiek w życiu codziennym pewnie wpycha się do kolejek i pierdzi w windzie. No bo kto chamowi zabroni?

Jest jeszcze inne wytłumaczenie, którego w żaden sposób nie jesteśmy w stanie pojąć. Jak tłumaczył nam kiedyś pewien emeryt, przy włączonym kierunkowskazie samochód więcej pali. Jeśli to prawda, możecie pocieszyć się, że niespodziewane czekanie nie idzie na marne. W takim wypadku pomagacie jakiemuś dziadowi oszczędzić kilka groszy na baku.

Nieważne, że wasz czas jest wielokrotnie cenniejszy, i że spóźniacie się na ważne spotkanie lub przechodzi wam koło nosa biznesowa okazja. Dziadzia przejedzie kilkanaście metrów więcej na jednym baku, a przy okazji zbyt szybko nie przepalą mu się żarówki. Emerytury są niskie, więc trzeba sobie w jakiś sposób odbić.

Kolejny przykład olewania innych na drodze to zjazd z ronda. Gdyby usiąść i policzyć, wyszłoby, że może co trzeci używa do tego celu migacza. Kierowcy próbujący wjechać na rzeczone rondo mają utrudnione zadanie, bo nie wiedzą, jakie są intencje tych, którym trzeba ustąpić pierwszeństwa. Następuje tak zwany moment zawahania, przez który zazwyczaj przepada szansa na szybsze włączenie się do ruchu. Niby to tylko kilka sekund, ale jeśli pomnożony się je przez liczbę kierowców, otrzymamy pokaźny wynik.

Później ci sami ludzie, przez których te drobne opóźnienia powstają, narzekają na korki. Równie dobrze mogliby zrobić kupę w pokoju i kręcić nosem, że śmierdzi. Wiadomo, na mieście stałoby się i bez takich delikwentów, co nie zmienia faktu, że ich zachowanie dodatkowo pogarsza sytuację.

W ogóle kierowcy to dość specyficzna grupa, która często stosuje podwójne standardy. Ci sami goście, którzy nie wpuszczają innych przy próbie zmiany pasa, bluzgają na potęgę, kiedy ktoś nie chce wpuścić ich. To samo z tymi nieszczęsnymi migaczami. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby ludzie, którzy włączają je w ostatniej chwili, wściekali się o to samo na innych.

A kiedy emocje opadają, nikt nie wyciąga żadnych wniosków.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑