Agnieszka Chylińska „Forever Child” – emocjonalny Armagedon

Opublikowano Październik 9, 2016 | przez MB

child cover

Agnieszka Chylińska wróciła do śpiewania. Nagle i niespodziewanie, ale czy w dobrym stylu?

Przed wysłuchaniem „Forever Child” trzeba ustalić jedno. Dzisiejsza Chylińska artystycznie nie ma nic wspólnego z Chylińską z czasów O.N.A. i prawdopodobnie już nigdy mieć nie będzie. Ktoś, kto na trzeciej solowej płycie wokalistki spodziewa się usłyszeć „Kiedy powiem sobie dość 2”, czuje zdecydowanie zbyt wielkie przywiązanie do rocka lat dziewięćdziesiątych i jest zwyczajnie naiwny. Na wydanym z zaskoczenia krążku artystka prezentuje się na miarę czasów, w których go nagrała. Dlatego właśnie „Forever Child” zdobędzie tyle samo zwolenników, co hejterów.

Zresztą ta płyta od początku była skazana na podzielenie odbiorców. Ktoś, kto jest tak wyrazisty jak Chylińska i w dodatku pojawia się w mediach, musi budzić skrajne emocje. Szczególnie, kiedy przez lata pozwala zapomnieć, że w ogóle ma coś wspólnego z muzyką. Wszystkie doniesienia dotyczące gwiazdy przez wiele miesięcy były związane wyłącznie ze zmianami wizerunku, utratą wagi, dziećmi i słynną rozklapiochą, o której palnęła u Wojewódzkiego. Na szczęście przez cały ten czas nie traciła charakteru i konsekwentnie udowadniała, że jest laską z jajami. Nowa płyta to udowadniania ciąg dalszy.

Siedem lat po premierze kłopotliwego „Modern Rocking” Chylińska wydała płytę, która ma prawdziwy wygar. Ale nie taki jak „Winna”, która przypominała wycie konającej świni. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, artystka tym razem poszła w ślady Skrillexa. W utworach słychać dubstepy, drum’n’bassy, electro i trapy. Niektóre podkłady przypominają kawałki Justice, inne Simian Mobile Disco. Na ich tle Chylińska jak zwykle rasowo drze japę. Oczywiście żeby to załapać trzeba zachować odpowiednią skalę i dystans, przymrużyć oko i rozluźnić poślady. Na „Forever Child” jest moc. Trochę groteskowa i przerysowana, ale jednak moc.

Na pierwszy plan wysuwa się ładunek emocjonalny. Na płycie wokalistka przeżywa stany zdecydowanie skrajne. Na zmianę kocha i nienawidzi, jest szczęśliwa i cierpi, jest wdzięczna i czuje wielki żal, wścieka się i uspokaja, strzela focha i wybacza. Prawdziwa huśtawka nastrojów, w której oczywiście brakuje jakiejkolwiek konsekwencji (Panowie, nie martwcie się, zadając się z dziewczynami macie to na co dzień). Na szczęście w tym chaosie Agnieszka znalazła metodę. Niestety kilka razy uciekła w stronę pretensjonalnego męczeństwa (np. wtedy gdy samą siebie nazwała królową łez), a także otarła się o grafomanię („kocham cię, ale cię nie lubię”), ale to w sumie jest w jej stylu, więc luz. Teksty brzmią tak, jakby były pisane w amoku, ale trudno się dziwić, zakładając, że przynajmniej kilka doniesień dotyczących gwiazdy było prawdziwych (kryzysy, zatracanie samej siebie itp.).

Cała płyta zresztą przypomina jeden wielki szał. Oprócz wypruwania z siebie wnętrzności w rytm przyjemnie posranych (i umownych) drumów Chylińska pozwoliła sobie na chwile refleksji i nostalgii. Jednym razem do elektronicznych beatów dorzucane są gitarowe riffy i numetalowy groove a innym śliczne pianinko. Ale jakoś to wszystko trzyma się kupy, da się zgryźć i w gruncie rzeczy ma sens. Z tym, że jest mocno posrane i raczej nie dla każdego.

Taki właśnie jest ten nagły i niespodziewany powrót Agnieszki Chylińskiej do śpiewania.

Komentarze

Dubstepy, drum’n’bassy, electro i trapy
Wygar w głosie, moc w utworach
Chaos, amok, emocjonalny Armagedon
Ciekawe, przemyślane i dojrzałe teksty

Podsumowanie:

3.3


Ocena użytkowników: 3.2 (7 głosów)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑