Agresja w narodzie rośnie. Niestety…

Opublikowano Listopad 14, 2013 | przez Dżordż

wkurw

Zawsze było nam daleko do wyluzowanych Jamajczyków, ale to, co dzieje się teraz w Polsce, naprawdę zaczyna niepokoić. W całym narodzie aż kipi wściekłość.

Ludzie wkurwiają się na siebie absolutnie wszędzie i za wszystko. Tylko w ostatnich trzech dniach widziałem kilka potężnych awantur.

W zatłoczonym autobusie student niechcący lekko zahaczył jakiegoś „biznesmana” barkiem. O jakiż on dostał opierdol! Jakby co najmniej rozbił facetowi auto. „Ty chuju” było jednym z najdelikatniejszych określeń w stronę młodzieniaszka. Chłopak nie nie pozostał dłużny agresorowi i tak oto facet dowiedział się m.in., że jest „jebaną, grubą świnią”. Szczęście, że dzieciak wysiadał na kolejnym przystanku. Gdyby nie to, niechybnie doszłoby do konkretnego mordobicia.

Tesco, spora kolejka. Do kolesia przed sześćdziesiątką, który kupował chyba zapasy żarcia na cały rok, podchodzi facet z puszką coli w ręku.

– Może mnie pan przepuścić, spieszy mi się, mam tylko jedną rzecz.

– Spierdalaj.

– Coś ty powiedział?

– Wypierdalaj.

Gdyby nie zadziwiająco szybka i sprawna interwencja ochroniarza, dziadek przez najbliższy tydzień szukałby pod marketowymi półkami swoich zębów.

Gorąco było też w klubie, do którego niedawno wpadłem. Dwaj wstawieni kolesie pokłócili się o laskę, po trzech minutach ostrej rozmowy po prostu rzucili się na siebie z pięściami. Tych dyskotekowych bijatyk jest zresztą ostatnio naprawdę sporo – trzech kumpli kończyło październikowo-listpadowe imprezy z podbijanymi oczami lub porozcinanym czołem.

„Co za czarna seria, ja pierdolę!” – wysyła mi SMS-a jeden z nich. I ma rację, bo naprawdę z nami, Polakami, dzieje się coś złego. Zamiast do rozmowy na poziomie, dążymy do konfliktu. Szukamy zaczepki absolutnie w każdej sytuacji. Nie jesteśmy uśmiechnięci, wyluzowani i zdystansowani. Nie, większość z nas przeradza się w spiętych frustratów, którzy myślą tylko o tym, jak wyładować na kimś agresję.

Co jest tego przyczyną? Coraz gorsza pogoda, nasilająca depresję? Coraz marniejsze zarobki połączone z coraz większą liczbą godzin w pracy, a co za tym idzie coraz mniej czasu na odpoczynek, pasje i spokojne chwile w towarzystwie bliskich? To wszystko raczej w dużej mierze wpływa na nasze zachowanie.

Większość z nas zdaje sobie sprawę z istnienia problemu oraz z przyczyn, które go wywołują. Mamy świadomość choroby i wiemy co zrobić, żeby nie dać jej się rozwinąć (terapia, joga, zmiana diety, mniej napięty grafik dnia). Mimo to… nie robimy nic, pozwalając, żeby ten wkurw w środku nas narastał. U niektórych jest on już tak potężny, że aż dziwię się, iż w Polsce nie pojawił się jeszcze drugi Breivik. Boję się jednak, że prędzej czy później dojdzie w naszym kraju do tragedii porównywalnej z tą w Norwegii…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑