„Armanda”. Wesoła płyta w smutnym kraju

Opublikowano Maj 20, 2013 | przez MB

laki-lan-armanda

„Armanda” – płyta która wyszła (zespołowi Łąki Łan) i przeszła (całkowicie niezauważona). Album ukazał się w listopadzie 2012 roku. Od tego czasu do maja 2013 minęło siedem miesięcy. Przez ten czas powinna trafić do masowej świadomości. Tak się jednak nie stało.

Łąki Łan to projekt nienowy, ale i niestary. W 2005 wydali debiutancki krążek „Łąki Łan”, w 2009 drugi – „Łąkiłanda”, w 2011 pojawili się na Woodstocku. Dwukrotnie wystąpił na Open’erze, raz na Coke’u. Zespół eklektyczny jak filmy Quentina Tarantino zrodzony pod liściem Jełopianu. Funk, reggae, rap, ska i rock’n’roll. Zza krzaka wyskakuje sporadycznie, ale zawsze jest to skok najwyższej jakości.

Jesienią 2012 przypomniał o sobie znakomitą płytą „Armanda”. W sieci pojawiło się kilka entuzjastycznych recenzji, w lutym 2013 Łąki Łan zagrał u Kuby Wojewódzkiego, a potem cisza.

Rzadko zdarza mi się pisać o płytach, które swoją premierę miały wiele miesięcy temu. Mało która bowiem zasługuje na tak długoterminową uwagę. Te ponadczasowe zostały już nagrane dawno temu. Co by nie mówić, trzecia płyta Paprociada i reszty polnych kolegów do takich na pewno nie należy. Jednak w kontekście nadwiślańskiego rynku muzycznego zasługuje na szczególną uwagę.

W swoich poszukiwaniach Łąki Łan poszedł o wiele dalej. W większym stopniu wykorzystał elektronikę, popową melodyjność oraz taneczną rytmikę. Wypełnił „Armandę” (jakkolwiek to nie brzmi) muzyką elektro, synth popem i p-funkiem. Dołożył dużo pszenicy, żyta i miłości. W efekcie powstał album rewolucyjny na skalę kraju. Na polskim podwórku nikt tak odważnie nie zestawia ze sobą skrajnych gatunków. Nikt też tak błyskotliwie nie bawi się językiem polskim.

„Ku halom, na bal, ku pampasom wal dopóki to legal. / Póki to pyra, hula, póki to się kula nikt nie zamula. / Na pól połać się połaś i połaź, stopy do cna dołaź. / Gnaj, nie dygaj, gnaj w gaj bajfutem, chodź na minutę.” [„Pała łan”]

„Od przytulania, przemacania nie wykitował przecie jeszcze nikt! / Od zaniechania, zamulania nie jeden taki badyl zwiędły był! / Dlatego też w troki zad bierz, Byle kogo tul ile sił! / I nie bój nic, to żaden wstyd ino misia rób tak jak my!” [„Pleń”]

Z angielskim radzą sobie równie dobrze. Mniej więcej połowa piosenek na płycie napisana jest w tym zagranicznym języku.

Przyszła wiosna, jest ciepło, ptaszki się ruchają. Idealna pora na to, aby zwrócić uwagę na takie utwory jak skoczny „Jamin’”, leniwy „Sundown”, czy porywający „Łan pała”. Tytułowa „Armanda” znakomicie wpisuje się w modę na grupy pokroju Empire Of The Sun oraz MGMT, a „Pleń” to najbardziej pozytywny numer, jaki wyszedł spod pióra polskiego artysty w ostatnich dziesięciu latach.

Działalność Łąki Łan w dużej mierze oparta jest na poczuciu humoru. Odnoszę wrażenie, że zespołowi początkowo ciężko było znaleźć odpowiednie proporcje między jajami, a sztuką. W tym kontekście „Armanda” jest płytą przełomową, bo wreszcie jest to pełnokrwisty, rasowy zespół, który dowcip i groteskę wykorzystuje jedynie jako środek wyrazu scenicznego. Entuzjazmem skutecznie zaraża słuchacza i zwierzęta okolicznych połonin. Jest więc środowiskowym ewenementem, jaskółką nadziei dla polskiej muzyki oraz promieniem ludzkiej życzliwości.

Może właśnie dlatego „Armanda” została kompletnie pominięta przez masowego odbiorcę. W kraju ludzi permanentnie smutnych i przygnębionych, gdzie wszystko jest złe, muzyka skrajnie pozytywna wydawać się może podejrzana. Członkowie zespołu na pewno regularnie ćpają kokę i dzień w dzień chodzą na bani. W państwie bigosu i Ludwika Dorna nie wypada przecież być notorycznie uśmiechniętym.

„Korzeń się ze mną, korzeń, korzeń jak Pleń. / Tulmy się do siebie cały dzień / Płomieniem łatwotulnych uniesień!” [„Pleń”]

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑