Atawizm, przechwałki, festiwal pindoli. Dlaczego niekoniecznie przepadam za przebywaniem w męskiej szatni

Opublikowano Styczeń 7, 2014 | przez MB

TP_241473_LYTT_SUMO_1

Nigdzie męski atawizm nie jest tak mocno zauważalny, jak w męskiej szatni. Idąc za radą ZP wybrałem się ostatnio na squasha i szybka pękła – wszystkie negatywne skojarzenia z przeszłości wróciły.

Strzelanie z ręczników pod prysznicem i zderzanie się gołymi klatami to wbrew pozorom domena nie tylko rozbuchanych licealistów. Dorośli faceci, pracownicy renomowanych firm, urzędnicy, biznesmeni i dziennikarze w otoczeniu samców uwalniają swoje dzikie instynkty.

Stają się podrywaczami, buhajami, ruchaczami, panami domu, zdobywcami i nie wiadomo kim.

– Taaaaaaaką rybę złowiłem i taaaaaaaaką laskę przeleciałem.

Nadużywają takich słów jak „kurwa”, „cwel”, „no, raczej” i „przejebane”. Są ordynarni, prostaccy, nieokrzesani i łatwo ich pomylić z Trybsonem. Na co dzień inteligentni, ułożeni, kulturalni i elokwentni mężczyźni w okolicznościach sportowej szatni dostają totalnego świra.

Do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczynają drzeć ostrego łacha ze swoich dziewczyn/żon.

Drogie Panie, wiedzcie, że jeżeli Wasz gach lezie na siłkę albo na basen w gronie chłopaków to nie dlatego, że ukrywa swój homoseksualizm. W męskim gronie staje się odważniejszy i wypluwa z siebie wszystkie żale i pretensje do Was. Być może to normalne, bo przecież laski też tak robią podczas swoich schadzek, ale zawziętość oraz towarzysząca jej wściekłość w oczach są doprawdy przerażające. Jestem przekonany, że sześciu na dziesięciu chłopów w tej małej, czarnej piłeczce do sqausha widziało swoje partnerki.

– Za zrzędzenie, za obiadki z teściową, za chujowe gotowanie, za żarty z przyrodzenia, za „Seks w wielkim mieście”.

Potem jadą po swoich szefach, kolegach z pracy, sklepowej z naprzeciwka. Wygrażają, czego to by nie zrobili, gdyby to i tamto, jakiego łomotu by nie spuścili i jakiej kary by nie wymierzyli. Rycerze. Tak naprawdę mocne w gębie cieniasy z twarzy podobne do nikogo.

Tego typu zbiorowiska przypadkowych chłopów od zawsze zniechęcały mnie do siebie także perwersyjną wręcz bezwstydnością. Nie chodzi już nawet o gołe klatki piersiowe tłustych jak bity A$APA sportowców (to z kolei mnie strasznie bawi, bandzioch wielki jak krążownik Aurora, oddech ciężki jak po maratonie, w torbie chipsy i kanapka z nutellą, a gęba się takiemu nie zamyka, udziela rad, wymądrza się, poprawia kolegów-sportowców i jest dumny jak paw). Mnie razi co innego – dyndające radośnie i swobodnie w wilgotnej przestrzeni kutasy, kuśki i parówy. To widok na tyle nieciekawy, by zniechęcić mnie do dalszego przebywania w ich gronie.

Być może dlatego mam tak mało kolegów z siłowni (a może dlatego, że rzadko bywam?).

Zresztą, co to za kolega, który nie myje rąk po laniu? Takiemu nie zaufam nigdy. Więc nie ufam i koleżkom z placówek sportowych, którzy najprawdopodobniej wychodzą z założenia, że pot zmyje z nich wszystkie szczyny podczas wysiłku fizycznego. Ohyda.

Z prysznica, owszem, korzystają, z sauny, z jacuzzi także. Ale żeby… olać ręce po sikaniu? Skandal!

Wstydzę się, krępuję, jestem zażenowany. Czasem odczuwam strach. Zawsze istnieje niestety prawdopodobieństwo, że jeden z uczestników festiwalu pindoli jest wymierzony akurat w Twoją stronę. Są ponoć takie, które nie znoszą sprzeciwu. W takiej sytuacji może lepiej ominąć prysznic i umyć się w domu?

Wchodzę, błyskawiczna przebiórka i wypad. Żadne tam pogaduchy, żadne pytanie o formę i przyrost masy czy dietę. Towarzystwo Neandertalczyków zupełnie mi nie odpowiada.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑