Autobus, w którym można stracić kawałek ucha

Opublikowano Maj 13, 2014 | przez ZP

ucho

Czytam, że w warszawskim autobusie nocnym doszło do incydentu. Nie, tym razem kibice Legii nie kazali przerażonym ludziom śpiewać „ubaw po pachy, Polonia jest mistrzem w szachy”. Dwóch podchmielonych kolegów nie pobiło się też o nowopoznaną w pojeździe, równie wstawioną ślicznotkę. Sytuacja była o wiele bardziej nietypowa: oto jeden z pasażerów… odgryzł kawałek ucha kanarowi.

Gdyby chodziło o przedstawiciela innej profesji, napisałbym, że jest mi człowieka żal. Upierdolić w małżowinę dozorcę albo sprzedawcę ze spożywczaka? To byłaby przesada. Istnieją jednak zawody, których reprezentanci aż proszą się o to, by ich fizycznie skrzywdzić, że wspomnę tu o politykach, prawnikach czy też kanarach właśnie. Ci ostatni w 99,9 % bywają irytujący. Odnoszą się do człowieka jakby byli jego przełożonymi, śmierdzi im z ust, z których wydobywają się nie literackie, współrzędnie złożone zdania, a krótkie, wojskowe komendy. Dramatu dopełnia jeszcze fizjonomia kontrolera: przeważnie jest to otyły, fatalnie ubrany wąsacz.

– A co za różnica jak się nosi? – powiecie.

Ano duża, zripostuję. Jak już człowiek ma być mieszany z błotem to wolałby, żeby poniżał go ktoś ubrany z klasą, zawsze to milej dostawać zjebkę od prezesa niż obdartusa.

Ale ja nie o tym, wracam już do meritum: otóż rozumiem tego, który swoimi zębami pokąsał kanara. Nie mówię, że go popieram, nie twierdzę, że zrobiłbym to samo – pewnie zabrakłoby mi jaj – ale jestem w stanie człowieka rozgrzeszyć.

Czytam, że koleś był wypity, to na pewno dodało mu odwagi do wykonania tego spektakularnego czynu, kto wie czy nie najbardziej oryginalnego w historii miejskich autobusów w stolicy. Czytam, że jechał bez biletu, ale daleki jestem od skreślania go z tego powodu – raz na jakiś czas to i damie zdarzy się puścić głośnego bąka na uroczystej kolacji.

Czego natomiast doczytać się w różnych relacjach nie mogę, to opisu zachowania kanara w samym autobusie. Żaden świadek za pośrednictwem dziennikarskich tekstów nie informuje mnie, czy kontrolerzy byli agresywni, czy też nie. Milczą, więc uruchamiam wyobraźnię, która każe mi napisać jednoznacznie: BYLI.

Wniosek swój formułuję na podstawie lat doświadczeń w jeżdżeniu komunikacją miejską; jako osoba bez prawka korzystam z niej nader często. I powiem wam jedno: na 100 bileterów jakich w życiu spotkałem 99 było nieprzyjemnych. Szansa na to, że nasz pijany gapowicz ujebał w ucho akurat tego jednego sympatycznego, jest mniej więcej taka jak na to, że w eliminacjach do piłkarskich mistrzostw Europy uda nam się ograć Niemców.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑