Azja taśmowo produkuje miliarderów. Co czwarty nowicjusz na liście Forbesa to Chińczyk

Opublikowano Marzec 6, 2015 | przez lucky bastard

Dwustu dziewięćdziesięciu świeżo upieczonych miliarderów odnotowuje najnowszy ranking najbogatszych ludzi świata. Magazyn Forbes publikuje swoją listę co roku i również jak co roku trzeba patrzeć na nią odrobinę przez palce. Prosty przykład: majątek najbogatszego już po raz szesnasty Billa Gatesa Forbes wycenia obecnie na 79 miliardów dolarów, a tymczasem Bloomberg – próbujący policzyć to samo – wskazuje na sumę 98 miliardów. I bądź tu mądry, która bardziej, a która mniej wydumana. Różnica to skromnych 19 miliardów. Czyli zmieściłoby się w niej mniej więcej czterech Kulczyków.

Ale mniejsza o liczby, których w stu procentach wiernie i tak nie da się oddać. Z zestawienia płyną również wnioski bardzo ciekawe. Wbrew temu, co na zdrowy rozum można by sądzić, wśród najzamożniejszych na świecie próżno szukać przeróżnych szejków, Katarczyków czy rodzin królewskich z Arabii Saudyjskiej. Wszyscy oni zdecydowanie ustępują miejsca potędze amerykańskiego biznesu. Ale też co czwarty nowicjusz na liście to… Chińczyk. Dokładnie. Z 290 miliarderów, którzy w 2015 roku pojawili się w Forbesie, aż 71 ma skośne oczy i chiński paszport.

Kto wie, czy w rzeczywistości nie byłoby ich jeszcze o kilku więcej. Jak donosi „South China Morning Post”, Chińczykom nie jest na rękę brylować w tego typu rankingach, bo to powoduje wyłącznie kłopoty. Przede wszystkim przyciąga uwagę lokalnych organów tropiących korupcję.

W rankingu po kolejny mamy więc intrygujący pojedynek: Stany Zjednoczone versus Chiny. Najpotężniejsi kontra ci notujący najszybsze i największe wzrosty. Według badań „Boston Consulting Group” chińscy biznesmeni bogacą się bowiem zdecydowanie najszybciej na świecie. Jeszcze niedawno mieli 60 miliarderów, teraz jest ich grubo ponad 200.

I jak tu się dziwić, że drugoligowy azjatycki biznesmen, inwestujący w drugoligowy zespół piłkarski, potrafi do tego stopnia namieszać w głowie Europejczykom, że ci pakują się w pierwszy wolny samolot, bo tak bajecznej oferty nie sposób odrzucić. Chińczycy i futbol to zresztą ciekawa historia: niemal wszyscy najbogatsi mają z nim bliższe lub dalsze związki. Wang Jianlin – z majątkiem wycenianym przez Forbesa na 24 miliardy dolarów – chętnie inwestuje poza kontynentem. Ma stocznię w Wielkiej Brytanii, sieć kin w USA (szereg nieruchomości w Azji), ale ostatnio wykupił też część udziałów w hiszpańskim Atletico Madryt. Drugi na liście – Jack Ma, nazywany ponoć „chińskim Stevem Jobsem” został współwłaścicielem najlepszego w kraju Guangzhou Evergrande.

Kto bogatemu zabroni?

Amerykanie ciągle mają prawie trzykrotnie więcej miliarderów niż Chiny. Ostatnio za jednego z nich uznano nawet Michaela Jordana, a w samym stanie Kalifornia zameldowanych jest ich ponad 130. Rządzą – z Billem Gatesem, Warrenem Buffettem czy Larrym Ellisonem na czele. Mogą pochwalić się najmłodszym miliarderem na świecie – 24-latkiem będącym współwłaścicielem aplikacji Snapchat oraz najbogatszym człowiekiem w kategorii wiekowej „under 40” – Markiem Zuckerbergiem.

Ale Chińczycy, z rosnącą non stop liczbą „mniejszych”, kilkunastomiliardowych krezusów, zaczynają coraz śmielej wpychać się na listę. Z ciekawostek: mają na przykład najzamożniejszą elitę polityczną na świecie (31 miliarderów zasiada w Ogólnochińskim Zgromadzeniu Przedstawicieli Ludowych), a mieszkańcy Pekinu wskoczyli już na trzecie miejsce w sprzedaży Rolls-Royce’ów. Tu wciąż królują rozrzutni szejkowie z Abu Dhabi oraz Dubaju.

Wszystkich szczęśliwców z majątkiem wyrażanym w dziesięciocyfrowych kwotach doliczono się w tym roku ponad 1800. Blisko dwustu wypadło. Najliczniej w odwrocie Rosjanie.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑