Babcia Gandzia spod Lublina. Uprawiała marihuanę, bo chciała walczyć… ze zmarszczkami

Opublikowano Sierpień 24, 2015 | przez lucky bastard

BabciaGandzia

Dyskusja na temat legalizacji miękkich narkotyków powraca jak bumerang. Przed chwilą byliśmy świadkami medialnej debaty na temat leczniczej marihuany, za chwilę zapewne znowu usłyszymy o konieczności zmiany przepisów, gdy tylko jakiś kraj zdecyduje się na ten krok przed nami. Czasami mamy wrażenie, że w tej dyskusji więcej jest bicia w bęben, niż poważnej wymiany argumentów. Jednak dzięki temu każdy widz telewizyjnych wiadomości, każdy czytelnik internetu i każdy słuchacz radia, wie o co z tą marihuaną chodzi. Świadomość społeczna w tym temacie wzrasta. Przynajmniej teoretycznie.

W praktyce jednak zdarzają się historię przedziwne. Ciężko inaczej nazwać informację podaną lubelską Gazetę Wyborczą. Miejsce akcji: działka w podmiejskich Bełżycach. Bohaterzy: 69-letnia emerytka, jej koleżanki i policja.

Kobieta, tak jak i większość jej rówieśniczek, zmaga się zmarszczkami. Postanowiła jednak podjąć rękawice w dramatycznej walce z czasem. Preparaty dostępne w każdej drogerii czy aptece okazały się niewystarczające. Staruszka postanawia zasięgnąć języka u koleżanek. Prosi je o radę. Te mają rozwiązanie. Krem pod oczy z konopi indyjskich podobno działa rewelacyjne.

Babcia rusza więc na targ i jak gdyby nigdy nic kupuje ziarenka nieznanej rośliny. Po czym zasadza ją i pielęgnuje na działce. Trzeba przyznać, że talentu do uprawy roślin odmówić jej nie można.

I wszystko ładnie-pięknie, gdyby nie fakt, że koleżanki nie wspomniały, iż uprawa nie jest legalna. Ktoś zakapował staruszkę, przyjechała policja, kremu nie będzie. Konsekwencje? Wszystko wskazuje na to, że skończy się na pouczeniu.

Prawdę powiedziawszy, ta historia jest tak nieprawdopodobnie głupia, że… zalatuje nam ona jakimś bardzo sprytnym wnuczkiem, który ściemnił babci, że nagle zaczął interesować się roślinkami.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑