Basen – trudna miłość

Opublikowano Styczeń 28, 2013 | przez Dżordż

 

SWIMMING-LOUGHBOROUGH UNIVERSITY-Loughborough.Leics.UK-10.03.05

Jeśli nienawidzisz biegać, a chciałbyś poprawić swoją sylwetkę przed wiosną, polecam ci basen. Miejsce, w którym spalisz 400-800 kalorii podczas godziny pracy kraulem. Oczywiście o ile wytrzymasz psychicznie i fizycznie regularne odwiedzanie pływalni…

Biegacz ma jeszcze jakąś deskę ratunkową przed monotnią – muzykę. Kiedy już nie ma siły, może podkręcić się odpowiednio energetycznym kawałkiem. Pływak z reguły nie ma takiego komfortu. Na basenie często nie ma muzyki, a jak jest… hm, mi na przykład kojarzy się traumatycznie.

Gdy wziąłem się za ostry trening kraulem, trafiłem na obiekt, w którym ciągle leciała jedna płyta, z włoskimi przebojami. Obojętnie czy wchodziłem tam rano, czy wieczorem, nieustannie słyszałem Al Bano i Rominę Power, Erosa Ramazottiego czy Zucchero. Nie szło tego wytrzymać, w pewnym momencie rozważałem nawet poważnie utopienie się.

Ostatecznie wybrałem jednak inną opcję i za którymś wejściem spytałem ratownika, dlaczego ciągle katuje jeden krążek. – Szef go kocha, nie pozwala włączać nic innego – odpowiedział załamany. Widziałem po jego minie, że też poważnie myśli o samobójstwie.

Na szczęście w okolicy miałem jeszcze jeden basen, więc zacząłem chodzić właśnie tam. Cisza, spokój, trzy tory i… monotonia. Choćbyś nie wiem jak się starał, nie unikniesz jej w basenie jeśli odwiedzasz go regularnie, chociaż trzy razy w tygodniu. To nie jest niestety otwarta przestrzeń, gdzie podczas biegania możesz urozmaicać sobie treningi zmienianiem tras. I patrzeniem na ładne dziewczyny, których cycki regularnie podskakują podczas joggingu.

W wodzie w 90 procentach przypadków możesz co najwyżej spotkać babki z gatunku tych, które ludzie z Greenpeace’u wrzuciliby do morza gdyby spotkali gdzieś na plaży. I tu ciekawostka – choć ciężko w to uwierzyć, zdarzają się okazy jeszcze bardziej irytujące od tych statecznych matron. To faceci, których nazywam panem żabką, tak jak Janusz Józefowicz gangstera w  „Poranku Kojota”. I szczerze mówiąc zrobiłbym z nimi to samo, co JJ w filmie ze zbirem: wrzucił do wybiegu dla szympansów.

Ci kolesie totalnie nie poważają bowiem innych ludzi. Przykład: pływam sam na torze szybkim kraulem. Obok jakaś kobita statecznie porusza się grzbietem. Gdzie wchodzi pan żabka? Oczywiście do mnie. Przez to burzy mi cały plan treningu: nie mogę zapieprzać w wodzie tak dynamicznie jakbym chciał, ponieważ facet porusza się, jakby płynął na wakacjach po Lazurowym Wybrzeżu: rozgląda się dookoła i podziwia widoki.

Na szczęście na takich delikwentów są sposoby. Podaję dwa najlepsze na wypadek gdybyście wpadli na pływalni na tego typu wczasowiczów:

a) uderzacie dłońmi mocno w taflę wody zawsze wtedy, gdy jegomość płynie z naprzeciwka. A gdy go mijacie, pracujecie intensywnie stopami. Niech się lekko podtopi, może zmieni tor.

b) jeśli to go nie wystraszy… walniijcie kolesia niby to przypadkiem podczas mijania. Jeden, drugi, trzeci plaskacz na powolne cielsko powinny przynieść pożądany rezultat.

Tak naprawdę największym problemem podczas regularnych treningów w basenie nie są jednak inni ludzie, a…wy sami dla siebie.

Po pierwsze, uważajcie, żeby nie wejść w pływanie za mocno. Ja w listopadzie trenowałem jak wariat, codziennie, bez żadnego planu i bez rozgrzewki barków (to mniej więcej tak samo mądre, jak wyprawa na Mount Everest zimą w krótkich spodenkach). Efekt? Rozpieprzyłem stożki rotatorów (kto nie wie co to, niech se zgugluje) i miałem miesiąc przerwy. Zamiast pływania chodziłem na rehabilitację – pole magnetyczne i lasery.

Zwiększajcie więc sobie dawkę stopniowo, najlepiej pod okiem trenera.

Po drugie, koncentrujcie się na odpowiednim oddechu. Ja wiem, że po kilkunastu długościach w wodzie nasze myśli odpływają ku problemom typu: co zjem po treningu, ale nie można się totalnie rozprężyć. To kończy się bowiem przeważnie fatalnie: człowiek myli w wodzie wdech z wydechem  i… no wiecie sami, wygląda po chwili jak polski piłkarz po dwudziestu minutach pierwszego meczu w Bundeslidze – dławi się jak cholera i za nic nie może złapać powietrza.

Dziwaczne, że mimo tych wszystkich minusów pływania… polubiłem ten sport. Na pewno nie tak mocno jak seks czy picie alkoholu, ale i tak odnalazłem w regularnych zajęciach w wodzie jakiś dziwny spokój, którego nie doświadczam przy innych czynnościach. Czego i wam życzę. Amen.

 

 

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑