„Będziesz legendą człowieku”. Ten film jest gorszy niż gra kadry na Euro

Opublikowano Marzec 18, 2013 | przez Fox

bedziesz legenda

Reprezentacja Polski zaprezentowała się podczas Euro tak kiepsko, że wydawało się, iż nic już w sprawie tego turnieju nie jest nas w stanie negatywnie zaskoczyć. A jednak, reżyser gry formatu Ludovica Obraniaka, czy naczelny reżyser naszej klęski Franciszek Smuda, nie muszą się czuć najgorsi. Podczas mistrzostw powstało coś gorszego. To filmowy potworek – „Będziesz legendą człowieku” Marcina Koszałki.

Trudno znaleźć rozsądne wytłumaczenie na to, że film opowiadający o ważnym wydarzeniu z czerwca 2012 roku ma premierę w marcu 2013 roku. Zważywszy jednak  na fakt, iż turniej zakończył się totalna klapą, wątpliwe, by ktoś chciał wracać do tej narodowej traumy po blisko dziewięciu miesiącach. Przeterminowana potrawa to jednak nie jest jedyny zarzut do twórców.

Film dokumentalny nie musi być nudny. Też może budować napięcie widza, mieć efektowne zwroty, bohaterów, którzy przykuwają uwagę, może mieć tempo i rytm. Może być w nim dobra muzyka. Może być w nim historia, patrz „Sugar Man”. Ale nie w tym przypadku. Oto historia Damiena Perquisa, który przechodzi przyspieszony kurs patriotyzmu. On i jego rodzina wiedzą, że nie ma lepszego momentu, by Polska pokochała swojego nowego syna. Tata kiedyś często bił małego Damiena, ale teraz założy koszulkę z Orzełkiem i będzie przeżywał nasz mecz z Czechami. Nikt nie wie, dlaczego. Trudno mu wierzyć, ale to akurat nie jest wina reżysera.

Perquis i Marcin Wasilewski – na nich skupia się kamera, częściej jednak na dziwacznych, artystycznych kadrach, które mają pokazać wrażliwość Koszałki. Niestety, nie odsłaniają żadnych tajemnic, nie odpowiadają na żadne pytania, bo przecież wiadomo bez filmów dokumentalnych, że ręka po złamaniu boli, a smutek po porażce przygniata. Nie dają nam żywych bohaterów na tacy. Sztab medyczny jest spięty obecnością kamery. Wasilewski w sztuczny sposób rozmawia z Dariuszem Dudką, padają przekleństwa, momentami jest jak w „Psach” Pasikowskiego. Musi być, to piłkarze, mocni ludzie, prawdziwi faceci. Klną, wiadomo.

Perquis walczy z czasem, po złamaniu ręki chce zagrać na Euro. Jego dzieci mówią, że barwy Polski to biały, czerwony i niebieski. On sam pyta: – A który Francuz jest całkowicie prawdziwy?

Sceny ciągną się jak stara guma od majtek. Czasem łączą je jakieś rysowane kreską scenki. Trudno powiedzieć, czemu ma to służyć.

Lewandowski gra ze Szczęsnym na PlayStation.

Wasyl mówi, że piłka go uratowała. Potem będzie kopał piłkę na pustym stadionie (Wisły?). Jeszcze potem wskoczy do wody w korkach. Jak już przegramy Euro. Powie wtedy: – Niestety, znów to niestety.

Grzegorz Lato prowadzi z Andrzejem Placzyńskim dialogi żywcem wyjęte z filmu „Rejs”, generalnie, co się odezwie, to ręce opadają. Tak, Lato jest pokazany idealnie. Jego nieśmieszne żarty i obleśny śmiech, wszystko się zgadza.

Ten film nie ma jednak żadnego przesłania. Ktoś powie, że to opowieść o trudach akceptacji w nowym otoczeniu, a ktoś inny zapyta, po co te trudy? Owszem, Perquis wypada dobrze, bo to w sumie poczciwy, inteligentny chłopak, ale żaden z niego ciekawy bohater.

Film jest nudny, męczący, drażni. Czekasz, kiedy wreszcie się skończy. Bawisz się telefonem w trakcie seansu. Kiedy kamera zbliża się do tak ważnego wydarzenia, cholera, to Euro w Polsce, historia się pisze!, to chcesz zobaczyć coś więcej niż rozmowa lekarza z fizjoterapeutą, czy piłkarze jadący na rowerkach podczas zgrupowania w Lienz albo strefa kibica w Warszawie, rozmazane obrazki z meczów, podłożone ciężkie oddechy bohaterów i smutna mina „Janusza”, siedzącego na krawężniku. Sorry panie Koszałka, ale ten film nie będzie legendą. Zostanie trochę sympatii do Perquisa i Wasilewskiego, ale to chyba za mało.

A potem są napisy końcowe. Ulga. Znakomity francuski hip-hop. Najlepszy moment filmu.

Komentarze

Muzyka
Przesłanie
Przekleństwa
Aktorstwo Smudy

Podsumowanie: Przed seansem ściągnij sobie dodatkowe gry do telefonu

1.8

Artystyczne nudziarstwo


Ocena użytkowników: 2.3 (41 głosów)

Tagi: ,



Back to Top ↑