Bejbi Blues – recenzja

Opublikowano Styczeń 14, 2013 | przez Redakcja

Kiedy ostrzegłem swoich znajomych przed pójściem na ten film, jeden z nich spytał: „Ale co, jest zły, natomiast da się go oglądać”?

Nie. Jest zły i ostrzegam przed pójściem na ten film tak, jak ostrzega się idącą obok osobę, że zaraz wdepnie w gówno.

***

Na zdjęciu powyżej główni bohaterowie filmu. W niebieskich jeansach i podciągniętych za wysoko majtkach – Natalia, fanka mody i niedoszła maturzystka. Ma zajebiście dużo ubrań, co chwila chodzi w innym stroju i przykłada do tego dużą wagę. Na prawo od niej Martyna, wannabe-modelka, buja się z tym typem po prawej w żółtej czapce, który jest uosobieniem zioma-debila, jakiego ma chyba każdy palacz marihuany, jaki pojawił się na ekranie w ostatnich dwudziestu latach. W czerwonej czapce i trampkach – Kuba. Kuba lubi jeździć na desce, jarać gibony, rządzi w ekipie deskorolkowej i ma zdawać maturę. Ale ciężko mu się do niej przygotować, bo ma dziecko z Natalią.

Nie do końca jednak przykłada się do wychowania go, toteż między nim, a Natalią, co chwila wybuchają awantury i kłótnie, które ogląda się przez dominującą część filmu.

W teorii temat jest bardzo ciekawy, gdyby obraz młodzieży był realistyczny, a sylwetki bohaterów pogłębione, to oglądałoby się Bejbi Blues nieźle. Niestety, cała historia wygląda na tło, pretekst do pokazywania kolejnych ubrań i niby szokującej kultury młodzieżowej, a żeby zobaczyć takie kłótnie, wystarczy pójść w sobotę do galerii handlowej i postać przy H&M-ie.

Ciężko do tych bohaterów poczuć coś innego, niż współczucie, że musieli to zagrać, bo staną się symbolem wyśmiewanego pokolenia głupków – głupków takich samych, jak każde poprzednie pokolenie 17-latków, ale to aktualne ma tego pecha, że wstawia się ich do kina i na YouTube’a. Będziemy się więc z zadowoleniem głaskać po grubych brzuchach, ciesząc się, że gdy my byliśmy w liceum, nie stać było nas na zachodnie ciuchy (więc wszyscy chodziliśmy w tym samym), a o kręceniu nas na filmie nikt raczej nie myślał. W skrócie: mieliśmy farta, a oni – nie. Tyle tylko, że to mój wniosek, a nie wniosek, z którym wychodzisz z kina.

Przed 2/3 trwania tego obrazu tolerowałem go, ponieważ, jako 30-latek, chciałem sobie odświeżyć obraz dzisiejszych małolatów. Uznałem, że zaufam twórcom i pooglądam zwyczaje. Wniosek? W skrócie: nic się nie zmieniło. Jeśli film mówi prawdę, to 17-latkowie wciąż są tak samo głupi, jak byli zawsze, tylko do narkotyków mają lepszy dostęp, a na imprezach rzadziej dostaje się po mordzie.

DZIĘKI, NIE DOMYŚLIŁBYM SIĘ TEGO BEZ TEGO FILMU.

Aha, Bejbi Blues ma najgorszą scenę seksu oralnego ever. Miałem wrażenie, że w najbliższym zbliżeniu Natalia wciąż miała ze 20 centymetrów do miejsca, w którym powinien znajdować się członek – gdyby, oczywiście, aktor podający go zdecydował się łaskawie zdjąć spodnie lub przynajmniej rozpiąć rozporek.

Oto trailer:

W zasadzie po obejrzeniu jego, wiesz już o tym filmie wszystko, dodam jeszcze tylko, że na końcu…

+ UWAGA, SPOILER – NIE KLIKAJ, JEŚLI NIE CHCESZ POZNAĆ ZAKOŃCZENIA
…naćpana główna bohaterka zostawia swoje małe dziecko w szafce w przechowalni bagażu na dworcu i wysyła wiadomość swojej naćpanej sublokatorce, żeby ta odebrała dziecko z szafki. Niestety, naćpana sublokatorka jedzie właśnie do dilera, więc go nie odbiera. Kiedy kilka godzin później po bobaska przyjeżdża naćpany przez większość filmu małoletni ojciec, dziecko już nie żyje. W ostatniej scenie filmu parka pierdoli się jednak ponownie na widzeniu w zakładzie karnym, bo matka mówi, że chce mieć kolejnego bachorka. IN YOUR FACE, MATKO MADZI!

Dobre, co? Serio, widziałem parę durnych filmów w życiu, ale ta końcówka jest tak tępa, że gdyby wydrukować ją jako fotostory w Fakcie, bekę kręciłoby pół internetu. Portali mających nad Bejbi Blues oficjalny patronat nie wyłączając.

A za wątek romansu ojca dziecka z babcią dziecka (!) scenarzysta powinien do końca kariery pisać dialogi w pornosach.

Twórcy mogą mieć tylko nadzieję, że większość publiki, jak było na moim seansie, przyjdzie na niego albo już nawalona, albo z alkoholem pod kurtką.

 

Komentarze

Ocena
Wiarygodność
Sceny seksu
Sceny melanży

Podsumowanie: Za 28 złotych, które wydałem w kinie mogłem kupić 5 piw w sklepie, albo 1 drinka w klubie i do dziś miałbym lepsze wspomnienia. Gdyby nie końcówka, dałbym solidne 2/5, co i tak oznaczałoby, że lepiej się za te pieniądze upić. A tak - werdykt jest tylko jeden.

1.3

Gówno


Ocena użytkowników: 0.2 (73 głosów)

Tagi: , ,



Back to Top ↑