Biedronka sprzedaje skutery. Czy gawiedź kupi wszystko?

Opublikowano Maj 30, 2013 | przez MB

skuerek

O czym w przeciągu ostatnich dni mówili wszyscy Polacy? O poseł Krystynie Pawłowicz? Nie. O warszawskim koncercie Beyonce? Też nie. Może o Lewandowskim? Nic z tego. W Biedronce pojawiły się skutery.

Router Traffico 2, tak nazywa się cudo, które trafiło do regularnej sprzedaży w sklepach sieci. Skuter można kupić za jedyne 2999 zł. Tarczowe i bębnowe hamulce, 12-calowe koła, aluminiowe panele podłogowe, opływowa obudowa, ekonomiczny 4-suwowy  silnik chłodzony powietrzem, sportowy tłumik, podwójny amortyzator, dopuszczalna ładowność 150 kg, maksymalna prędkość 45 km/h.

Przed podjęciem decyzji o wprowadzeniu nowego produktu Biedronka z pewnością przeprowadziła badania rynku. Oszacowała szanse, określiła klienta docelowego, stworzyła jego profil i przedział wiekowy. Racjonalne myślenie podpowiada, że skuter postawiony między pasztetami a nawilżaczami powietrza zamiast zainteresowania wzbudzi śmiech, a potem zażenowanie. Najprawdopodobniej jednak nie.

Spotkanie osób decyzyjnych Biedronki wyobrażam sobie następująco.

Godzina 11:30. Nie za wcześnie, żeby się wyspać, nie za późno, bo na 13:00 squash.

Prezes: Drodzy Państwo, sprawa wygląda następująco. Zgłosiła się do nas grupa Arkus & Romet i proponuje, abyśmy wprowadzili do sprzedaży ich skutery.

Wiceprezes: Świetny pomysł, panie prezesie. Skuter? Tego jeszcze nie było. Sprzedawaliśmy już ubrania, leżaki, grille, ale skuterów nigdy. Jakie są jednak szanse, że klienci zechcą je kupić?

Preze: Otóż olbrzymie. Z przeprowadzonych badań wynika, że przeciętny klient Biedronki to debil. Przechadzając się między regałami i umieszczając w koszyku takie produkty jak żółty ser, koncentrat pomidorowy bądź też jogurt, z pewnością rzuci okiem na nasze cudeńko. Co sobie pomyśli?

Sales manager: Ja pierdole, co tu robi ten złom?

Prezes: Błąd. Pomyśli sobie, że musi ten boski jednośladowiec mieć. Zesra się ze szczęścia, sięgnie po kartę kredytową… a nie, chuj, u nas nie można płacić kartą. W takim razie od razu sięgnie po gotówkę albo wyśle ciężarną żonę do bankomatu i kupi ten luksusowy pojazd. Za jedyne 2999 zł. Pamiętajcie, gawiedź kupi wszystko. Nawet chiński plastik.

Prawdopodobieństwo przebiegu takiej rozmowy jest dosyć wysokie. Założenia, niestety, także. W sieci krąży kwejk komentujący nowy towar Biedronki w następujący sposób: „zawsze znajdzie się debil co go kupi”. Smutne, ale prawdziwe. Pamiętacie tablety myTab 7.0 sprzedawane w Biedrze za 229 zł?

Słaby wyświetlacz, ograniczony zakres funkcji, tnący się Skype, nietrwała obudowa. Przez jakiś czas dostępny był również GoClever A73 za 369 zł oraz kilka innych modeli. Każdy został poddany gruntownym testom m.in. przez „Komputer Świat”. I co? To samo. Zwykły chłam. Jednak wszystkie komputery sprzedawały się znakomicie i ze sklepowych półek zniknęły raz, dwa.

Ta sama historia związana jest z konsolami za 130 zł, które swego czasu rozprowadzał Lidl. Wynalazek nosił nazwę Lexibook i oferował pakiet stu od razu zainstalowanych gierek sportowych oraz podróbek znanych tytułów. Ludzie ocipieli, bo tanio.

Z tego typu sprzętem jest jak z muzyką disco-polo. Nikt nie słucha, a wszyscy znają. Kogo nie spytasz, nikt tabletu w Biedronce nie kupował (osobiście znam jedną osobę, która z uśmiechem politowania przyznaje się do tego zakupu, jednak jej wymagania sprzętowe nie są zbyt wysokie). Prawda jest jednak taka, że w 2011 roku Polacy kupili 170 tys. tanich tabletów, za to w 2012 już 700 tys. (na podstawie danych zebranych przez firmę IDC). A przecież na rynku obecne są wciąż tanie laptopy, rowery, ciśnieniowe ekspresy do kawy oraz inne „ekskluzywne” towary jakościowo dorównujące słynnym „adidosom”.

Faktycznie, sytuacja przypomina to, co działo się na polskich bazarach w latach 90., gdzie królowały podróbki znanych marek odzieżowych oraz perfum. Tańsze produkty z Chin zalały rynek. A Polak biedny, to kupował jak leci. W tej materii nic się nie zmieniło. Jedynie technologia ruszyła naprzód. Azjatyccy producenci zalewają nas cyfrowym badziewiem i żerują na polskiej naiwności.

Władcy Biedronki głupi nie są i wiedzą, co robią. Tym razem zwietrzyli interes w skuterach. Jednak dla mnie podsuwanie pod nos zahukanego Polaka najgorszego towaru z możliwych, ukrytego pod płaszczykiem luksusu, wydaje się zwykłym skurwysyństwem.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑