Bo dobre ujęcie jest najważniejsze

Opublikowano Listopad 24, 2014 | przez ZP

21

117 minut. Tyle trwa „Wolny strzelec”. Już dawno prawie dwie godziny przy oglądaniu amerykańskiej produkcji nie zleciały mi tak szybko. Pewnie dlatego, że od dłuższego czasu nie widziałem tak dobrego filmu rodem z Hollywood.

W tym filmie Los Angeles nocą to miasto, w którym nie brakuje dramatów. Wypadki samochodowe, napady na ekskluzywne domy, ale i na zwykłych, szarych ludzi – to wszystko regularnie dzieje się w ciepłej Kalifornii, której klimat jest równie mroczny, jak ten panujący w kultowym już filmie „Drive”. Ludzie niby wzdrygają się na myśl o tych strasznych rzeczach, ale prawda jest taka, że jeśli te zdarzenia nie dotyczą ich samych, to… lubią sobie na nie popatrzeć w porannych wiadomościach, przy kawie i toście.

Podczas oglądania drastycznych obrazów, społeczeństwo na całym świecie rzadko zastanawia się nad jednym: kto je nagrał? Dziennikarze prowadzący serwisy informacyjne w „Wolnym strzelcu” też mają to gdzieś. Dla nich liczy się jedno: żeby obraz szokował. Przyciągał. A tym samym zapewniał słupki oglądalności, tak bardzo potrzebne do utrzymania się na tym bezwzględnym rynku.

„Wolny strzelec” to przede wszystkim historia zdesperowanego, mającego problemy ze znalezieniem stałej roboty faceta, który nagle odkrywa w sobie smykałkę do telewizji. Jest pomysłowy, odważny, bezczelny, pozbawiony jakiejkolwiek empatii dla innych. To właśnie te cechy pozwalają mu z chirurgiczną precyzją filmować sceny na widok których przeciętnie wrażliwy człowiek odwróciłby głowę, a chwilę później puścił bełta.

Louisa Blooma nie rusza widok zmasakrowanych przy doszczętnie rozbitym aucie zwłok ani umierający od postrzału człowiek. Louis Bloom generalnie ma to gdzieś. Albo inaczej: on wręcz… cieszy się w duchu z tych nieszczęść. Bo pozwalają mu wybić się. Zarobić. Stać się kimś. Oraz flirtować z Niną Romino, starszą szefową wiadomości, która kręci go jak jasna cholera (w tej roli doskonała Rene Russo).

Jako dziennikarz po wyjściu z seansu zastanawiałem się przede wszystkim nad jednym: czy mam pośród kolegów po fachu ludzi aż tak nieczułych, jak filmowy bohater? Ludzi gotowych na wszystko, byle tylko mieć dobry materiał. Po dłuższych przemyśleniach doszedłem do wniosku, że – na szczęście – nie. Ale też granica medialnego szaleństwa i pogoni za newsem ciągle się przesuwa, niewykluczone więc, że niebawem jakiś mój znajomy zacznie przypominać mentalnością Blooma, czego sobie i wam NIE życzę…

Komentarze

LA nocą
Motywacyjne gadki Blooma
Seksapil 60-letniej Rene Russo
Wypadki, wypadki

Podsumowanie: Dawno żaden film nie pokazał tak do bólu prawdziwie do czego może prowadzić szalona pogoń za newsem.

4.5


Ocena użytkowników: 4.8 (3 głosów)

Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑