Bo lepiej jest wypić kolejkę niż w niej stać

Opublikowano Maj 27, 2013 | przez ZP

kolejka

Trzy czwarte Polaków robi zakupy w dużych dyskontach. Czyli 75 % z nas doświadcza częściej lub rzadziej w realu wrażeń, które są przeważnie zarezerwowane dla bohaterów niezłych filmów: niespodziewanych zwrotów akcji, czasem zabawnych, a czasem strasznych.

Najbardziej wkurwiasz się wtedy, gdy gdzieś ci się spieszy. Dostrzegasz kasę przy której stoją cztery osoby i chcesz zakrzyknąć wniebogłosy, jak nasz dawny premier: yes, yes, yes! Czujesz się zwycięzcą i zadajesz sobie w myślach jak najbardziej logiczne pytanie: jak długo można obsługiwać paru klientów kupujących po kilka produktów? Kilka minut, podpowiada ci rozum.

Życie po raz kolejny przerasta jednak twoją wyobraźnię.

Oto okazuje się, że panienka będąca w kolejce numerem 1 MUSI zapłacić za batona i dwa jogurty kartą. Niestety, czytnik, który pamięta jeszcze czasy Flinstonów, niezaspecjalnie ma ochotę przyjąć jej plastik.

Mija pięć minut i nic. Wzajemne badanie sił trwa.

Dziewczyna żuje gumę z otwartymi ustami. Jej wieśniackie mlaskanie z każdą kolejną sekundą staje się w twoich uszach coraz głośniejsze. Pod koniec masz już wrażenie, że ktoś stoi ci nad głową z wiertarką. Kiedy wydaje ci się, że eksplodujesz, mission okazuje się być complete!

Stary, poczciwy czytnik. A jednak – działa! Gdyby nie strach przed bakteriami, niechybnie byś go wycałował.

Modlisz się, żeby klient nr 2 nie chciał płacić kartą. Kiedy sięga po portfel, zamierasz. Wszystko dzieje się w slow motion, zupełnie jakbyś brał udział w jakimś filmowym wypadku.

I jest, brawo! Wspaniały, starszy pan, rosnący w tym momencie w twoich oczach do rozmiarów jakiegoś bohaterskiego weterana wojennego, nie zawiódł. Dobył pewną, choć drżącą ręką gotówkę i już, jedzie z tym koksem. Płaci, więc cieszysz się, że jesteś coraz bliżej celu, a tu dupa.

Kasjerce skończyła się rolka. 

Jest tak długa, że spokojnie starczyłaby na owinięcie całej kuli ziemskiej, ale nic to, bo przecież musiała się wyczerpać akurat wtedy, kiedy każda minuta jest dla ciebie diablo cenna. A że pracownica dyskontu nie jest Usainem Boltem w dziedzinie wymiany papieru, tracisz kolejnych kilkaset sekund.

Stoisz więc jak kretyn z tym chlebem pełnoziarnistym, kilkunastoma plasterkami szynki i bananem i czekasz z niepokojem, co jeszcze się wydarzy.

Pulchna cioteczka, taka z typu tych rozszalałych, co to na imieninach trzaska tysiąc pięćset zdjęc, nagle krzyczy wniebogłosy: ZAPOMNIAŁAM KEFIRU!

Nie byłbyś tak oszołomiony nawet gdyby Artur Szpilka trafił cię prawym prostym. Stoisz i nie wierzysz. Myślisz sobie, że nie można mieć aż tyle pecha, po głowie chodzą najróżniejszego sortu przekleństwa, począwszy od tych wysublimowanych, jak psia kostka, aż po te naprawdę wulgarne, swoisty mix bluzgów, który można opisać jako jedno wielkie: kurwajegojapierdolęwdupęjebanegochujazasranegomać.

Cioteczka poszła niespiesznym krokiem do działu z nabiałem.

Masz stan przedzawałowy, ale jakoś się opanowujesz, podchodzisz do kasjerki i uprzejmie pytasz, czy może ci nabić twoje trzy produkty, ponieważ NAPRAWDĘ CI SIĘ SPIESZY.

– Niestety, już zaczęłam obsługiwać tamtą panią, musimy poczekać, aż wróci z jogurtem.

– Kefirem kurwa, pierdolonym kefirem – poprawiasz krzycząc wniebogłosy.

Pełne dezaprobaty spojrzenia bywalców kolejek mieszają się z ich pogardliwymi prychnięciami. Czujesz się wyklęty z tego grona. Gdyby tylko mogli, zabawiliby się w klubowego ochroniarza i wyprosili cie z imprezy.

Także ochroniarz, który dla podkreślenia swojego statusu ma amerykański napis bodyguard na plecach, wziął cię już na celownik. Jeszcze jeden taki numer i z nami nie grasz – mówi jego niemy, ostry wzrok. Na oko ma dwadzieścia lat, waży mniej więcej tyle, co twoja prawa noga, kogucik jebany, więc naprawdę masz cię czego bać.

Tymczasem królowa nabiału jest już z powrotem.

– Dobrze, że mi się przypomniało o tym kefirze droga pani – mówi do kasjerki – nie wiem, czy go dziś zjem, ale lepiej żeby był w lodówce, co nie?

Szkoda, że nie mam pistoletu. Użyłbym go bez wahania, seriously.

Niebywałe! Niesamowite! Nie do wiary! CZWARTA OSOBA DOKONAŁA ZAKUPÓW BEZ ŻADNEJ WTOPY.

Już myślisz, że karta się odwróciła, już czujesz zapach wiosennego powietrza, dochodzący zza więziennych, dyskontowych drzwi, już cieszysz się, że wracasz do normalnego świata i nagle bum, dostajesz brutalnie po łbie.

– Nie mogę nabić chlebka, drogi panie. Coś się kodzik nie ładuje, a i ręcznie wpisać ni można – mówi kasjerka.

Są takie chwile, kiedy w człowieku coś pęka. Natrafiasz na iskierkę, która powoduje wybuch i koniec. Przekraczasz linię za którą nie ma już odwrotu.

– Chuj z tym chlebkiem proszę pani. I z szyneczką. I z jebanym bananem – wiesz, że wszyscy na ciebie patrzą, więc wypowiadasz te słowa głośno, dobitnie, wyraźnie, teatralnie, myśląc sobie, że gdyby stał tu Gustaw Holoubek poklepałby cię po ramieniu i z uznaniem powiedział: dobra robota synku, masz talent.

Po wyartykułowaniu swojej kwestii odwracasz się dynamicznie na pięcie i z impetem opuszczasz sklep. Przekraczając jego próg najbardziej na świecie żałujesz, że ma rozsuwane automatycznie drzwi – gdyby nie to, pierdolnąłbyś nimi tak, że wypadłyby z zawiasów.

Właśnie straciłeś pół godziny życia. Dodatkowo nie kupiłeś nic na kolacje i jesteś spóźniony na ważne spotkanie. Wszystko to byłoby zapewne do zniesienia gdyby nie jeden drobny szczegół: jutro znów musisz zajrzeć do tego pierdolonego dyskontu, ponieważ w promieniu kilometra nie ma innego sklepu z tak dużym asortymentem.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑