Bo na końcu zwycięża nie żołnierz, tylko człowiek

Opublikowano Sierpień 12, 2013 | przez Tindowiec

book2

Sto przysiadów, mięśnie ud puchną ze zmęczenia. Sto brzuszków na piasku, „kaloryfer” nie wytrzymuje, pośladki zdarte do mięsa. Na koniec pseudo-relaks w lodowatym, trzynastostopniowym oceanie. Odpadasz? Hipotermia? Sorry, out. Nie dałeś rady z tym, to jak miałbyś wytrzymać kąpiel w basenie pełnym lodu? Albo utrzymywanie wielkiej drewnianej łodzi nad głową? A może wysypałbyś się psychicznie, wysłuchując setek bluzg od instruktorów? Jeśli zdzierżyłbyś to wszystko, to… „welcome to Seals”. Elitarnej jednostki amerykańskiej marynarki.

Nieludzki wysiłek, głód, dziesiątki godzin bez snu, rozłąka z rodziną. Test charakteru, jakiego nie zapewni ci nikt inny. Czasem jednak nie wystarczy nawet chora ambicja. Na przykład wtedy, gdy dostaniesz hipotermii i lekarz odeśle cię do domu, albo nie wytrzymają kości i dostaniesz złamań przeciążeniowych. Albo – bo zdarzają się i takie przypadki – po prostu zginiesz przez utonięcie lub ze zmęczenia. Jakiekolwiek ukojenie przychodzi  jedynie w godzinie posiłku, ale i wtedy nie ma lekko, bo gdy z wycieńczenia lekko się zdrzemniesz, to twoje gardło zostanie przetestowane przez takie tabasko, które odsunie ci myśli o śnie na jakieś… Hmm, kilkadziesiąt godzin? Spać się nie opłaca. Za dużo jest do stracenia.

Sam „hell week” trwa godzin 120, a przygotowania do niego – kilka tygodni. Zimno, głód, choroby psychiczne, urojenia, narastająca agresja, brak snu. Ale skoro przetrwałeś „okres przygotowawczy”, to… chyba głupio się wycofać? Niby od wstąpienia do marynarki dzieli cię krok, ale dawka, jaką serwują ci instruktorzy, jest nie do przetrawienia. Chyba, że – tak w skrócie – jesteś odporny na wszystko.

90% ochotników odpada w trakcie kursu. Choć słowo „ochotnik” chyba nie do końca pasuje do tych, którzy świadomie zgłaszają się na hell week i tortury z tym związane. Tym, którzy przetrwają, najpewniej i tak rozpadną się rodziny. Ale nikogo to nie martwi. Ot, koszty wliczone w ryzyko.

– To cudowne i naprawdę dziwne doświadczenie. Żyjesz w koszmarze, przy okazji realizując swoje marzenia – tłumaczy David Reid, autor książki pt. „Najdłuższy tydzień”. Książki, której się nie czyta, tylko wciąga strona po stronie, rozdział po rozdziale… tortura po torturze.

Niby każdy dzień wygląda tak samo. Te same nieludzkie ćwiczenia poprzerywane wyzwiskami i walką z hipotermią w oceanie (przy okazji obsikując kolegów, by choć na kilka sekund podnieść temperaturę wody) oraz o utrzymanie związku z ukochaną kobietą. Ale czytając wspomnienia Reida, człowiek tak bardzo utożsamia się z głównymi bohaterami, że nawet jeśli wie lub domyśla się, co będzie dalej, to nie jest w stanie odłożyć książki na półkę. Tym bardziej jeśli z góry, w jednym ze „spoilerów”, przeczyta, że na końcu i tak nie zwycięża żołnierz, tylko człowiek.

PS. Książka do kupienia w naprawdę dobrej cenie na http://www.sklep.weszlo.com/produkt/339-najdluzszy-tydzien-opowiesc-o-hell-weeku-finale-najbardziej-morderczego-treningu-swiata

Komentarze

Lekkość stylu
Sadyzm instruktorów
Wciąganie
Ogólna ocena

Podsumowanie:

5


Ocena użytkowników: 4 (22 głosów)

Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑