Bo najważniejsze to znaleźć się po właściwej stronie kieliszka. Czyli wśród zwycięzców

Opublikowano Sierpień 28, 2013 | przez Deszczowiec

zand

Sukces odtrąbiła nie tak dawno Żandarmeria Wojskowa, która na lotnisku trafiła 400 litrów trefnej gołdy. Miała ona polecieć z naszymi dzielnymi wojakami do Afganistanu. Wiadomo, żołnierz nie wielbłąd i pić musi, a w długie wieczory, zamknięty w bazie z gromadą facetów, po patrolu na Rosomaku nie masz ochoty na rozważanie otwarcia szachowego Fischer – Spasski. Masz ochotę przypierdolić. Mocno i do bólu, żeby zapomnieć o tym, co widziałeś.

No i niestety, 400 litrów, które miały służyć temu zbożnemu celowi rozładowania frustracji i stresu bojowego, poszło w kanał. Aby naszym żołnierzom pod Hindukuszem nie było jednak przykro, przedstawiamy 12 słynnych żołnierzy – opojów. Wszyscy wsławili się wieloma przewagami na polu walki i pięknymi czynami militarnymi. Ranking ten dedykujemy tym, których płacz dobiega nas aż z Afganistanu i wrednym służbistom z ŻW, którzy wiele, oj wiele zła uczynili. Zatem – na zdrowie!

1. Zagłoba (Trylogia, H. Sienkiewicz),

Opój, moczymorda, … Można by napisać druga „Trylogię” z samych tylko opisów Zagłoby. No, może prawie całą. W każdym razie to jedna z najbarwniejszych postaci polskiej literatury. Nie tylko pijaństwem jednak, ale też i czynami „manu militari” słynny. Bił się pod wielkimi wodzami: Radziwiłłem, Wiśniowieckim, Sobieskim. Co prawda chętniej bił wroga rękami innych, ale kieliszeczka nie odmawiał nigdy. A lepiej – pięciu. Albo dziesięciu. Ale rezonu też nigdy nie tracił. Słynny swoimi fortelami, królowi szwedzkiemu Kurlandię chciał ofiarować w wieczną dzierżawę. Niejednego szelmę okpił, niejednego księcia w pole wywiódł. Niejeden kusz tyczek miodu wychylił. Nieraz przez wroga pojmany (zazwyczaj leżał wtedy pijany), niejednemu też dał odpór. Mamy do niego wiele sympatii.

2. Feldkurat Otto Katz („Przygody dobrego wojaka Szwejka”, J. Hasek),

Przez pewien niedługi czas poczciwy Szwejk był ordynansem kapelana Katza. Kapelan to w całym korowodzie postaci wykreowanych przez Jaroslava Haska osoba nadzwyczaj barwna: utracjusz, hazardzista (przegrywa zresztą Szwejka w karty do porucznika Lukasza), dziwkarz a nade wszystko – zwykły moczymorda. Kapelan notorycznie pija „na kreskę”, zastawia także sprzęty kościelne, by mieć na dynksowanie. Przed udaniem się na odprawienie mszy polowej, do której zresztą nie dochodzi, kapelan nakazuje Szwejkowi nagotować grogu… Nieobcym jest mu także zasikanie łóżka czy wyrwanie w czapę od męża kolejnej kochanicy. W sumie nieszkodliwy typ tzw. pijaczka bożego.

3. Ekipa M.A.S.H

Kultowy film Roberta Altmanna i nie mniej kultowy serial, będący gorzką satyrą na wojenne absurdy pod płaszczykiem opowieści o chirurgach ze szpitala polowego. Fucha to stresująca mniej więcej tak, jak sapera. Jako że szczwani doktorkowie musieli sobie jakoś radzić, to założyli bimbrownię. A kto ma bimbrownię – ten żyje wesoło, czyż nie? A to urządzili wyścig szpitalnych łóżek, a to rasiście po transfuzji krwi od Murzyna przemalowali skórę, a to znaleźli gdzieś wielbłąda… Wesoła to była trzódka, jednakowoż nigdy nie zdarzyło się, żeby po alkoholu stawali do stołu. Państwu doktorstwu mówimy więc na zdrowie!

4. Feldmarszałek Blucher.

Jeden z wielu produktów znakomitej pruskiej szkoły wojennej, a zarazem pan na śląskich Krobielowicach. Najbardziej znany jest z tego, że wespół w zespół z księciem Wellingtonem natłukł Napoleona pod Waterloo. Przybył w ostatniej chwili, czym uratował dupę Wellingtonowi. Przybył, bo akurat… był trzeźwy. Feldmarszałek był bowiem największym chyba opojem w ówczesnej armii pruskiej. Gorzała wywoływała u niego napady wściekłości i halucynacje. Swoim wojennym towarzyszom oznajmił np., że… urodzi słonia! Gouda była też przyczyną jego śmierci. Marszałek wracał konno z jakiejś biby, a że był zalany, siedział na chabecie jak gość z reklamy Old Spice’a – tyłem. Koń poniósł, marszałek spadł, a później, jak chcą kroniki, zachorował i opuścił ten najlepszy ze światów. Czujemy jednak, ze gdyby mimo jego dziwactw wydał nam rozkaz „Pijcie!”, odpowiedź byłaby jednak – jawohl!

5. Gen. Bolesław Wieniawa – Długoszowski.

Postać tyleż piękna, co tragiczna. Ten ułan, lekarz, dziennikarz, dyplomata i adiutant Piłsudskiego miał trzy namiętności na „K”: kobiety, konie, karty. Ze wszystkim radził sobie doskonale. Lubił też pan generał, jak to się dziś obrazowo mówi, popłynąć z nurtem. Miał przy tym styl: kiedy wracał z tzw. „miasta” (najczęściej z Adrii) robił to w trzy bryczki. W pierwszej jechał on sam, w drugiej jego szabla, a w trzeciej – rękawiczki generała. Kiedyś, również konno, wjechał na pierwsze piętro „Bristolu”. Łasy na wdzięki kobiet, nie stronił też od nich… Najlepszą chyba autorefleksję zawarł w wierszu, które skrycie pisywał:

Lecz gdyby kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by raz drugi żyć,
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu wojować, kochać się i… pić.”

6. Setnik Digod („Saga o wiedźminie”, A. Sapkowski),

Wiedźmińska saga skrzy się od postaci, które za kołnierz nie wylewają. Jedną z nich jest absolutnie trzecioplanowy setnik Digod, który ma jednak swoje pięć minut chwały w czasie kończącej piąty tom książki bitwy pod Brenną. Tak swojego bohatera charakteryzuje sam Sapkowski: „Przezwisko setnika nie brało się znikąd – wieść głosi­ła, że w sprzyjających warunkach zdolen był dziarsko i w imponującym czasie wyżłopać pół garnca przepalanki. Kazionny żołnierski kubek o pojemności kwarty setnik wychylał jak półkwaterkę, od jednego machu, i rzadko kiedy moczył sobie przy tym uszy”. Warto tu dodać jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze: garniec to miara ok. 7,1 l. Po drugie: podczas wspomnianej bitwy pod Brenną setnik prowadził swoich wojaków do akcji – jakżeby inaczej – w dupę pijany. Ostatecznie znalazł się po właściwej stronie kieliszka. Czyli wśród zwycięzców.

7. Samuel Łaszcz

Wyjątkowo interesująca postać polskiej historii doby XVII w. Łaszcz był klasycznym barokowym warchołem: najeżdżał i łupił sąsiadów, grabił, palił i mordował. I pił tęgo. Niejednego ówczesnego szlachciurę kresowego oznaczył „pod wpływem” po swojemu: obcinając mu ucho, nos, albo znacząc gębę szablą. To on właśnie kazał podbić swoją delię pozwami sadowymi (tak tak, to nie legenda!). Miał ich tyle, że ponoć ledwo starczyło na nie miejsca… Był to też jednak znakomity wojownik, który dosłużył się stopnia „strażnika koronnego”, i który walczył z każdym wrogiem, jakiego miała „najjaśniejsza Rzeczypospolita”: z Moskwą, Kozakami, Turkami, Tatarami i Szwedami. Wszystko, rzecz jasna, „za zdrowie waszmościów”.

8. Abp Sławoj Leszek „Flaszka” Głódź,

Przez 13 lat generał dywizji i biskup polowy Wojska Polskiego. Jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych kościelnych hierarchów w Polsce, który przez lata zgromadził wielki majątek, przyjaźnił się też (i przyjaźni nadal) z wieloma ważnymi politykami. Na początku roku pomorscy księża zdecydowali się wysłać do Watykanu list, w myśl którego pijany Głódź „stosuje w swojej diecezji rządy feudalne”. Biskup miał też wysyłać na kacu swoich „poddanych”  po remedium na syndrom dnia następnego. W środowisku wojskowym nosił przydomek „Flaszka”. Na pewno nie od flaszki inkaustu.

9. Major Edward Keller („Demony wojny wg Goi”),

Jeden z jego podwładnych powiedział do niego “twardy z pana skurwysyn, panie majorze”. To fakt. Grany przez niepokonanego Bogusława Lindę major Wojska Polskiego na misji w byłej Jugosławii jest twardy, jak jaja boksera na miesiąc przed walką. Obok Kałacha jego nieodłącznym atrybutem jest butelka, z której major pociąga trując smutki/ traumę po stracie kumpli z oddziału/ bośniackiego tasiemca/ wspomnienia z poprzednich wojen. Jakby nie było, okazuje się w krytycznym momencie twardym szeryfem i… dobrym żołnierzem. Czyli Linda klasyczny, jak butelka żytniej „z kłoskiem”.

10. Porucznik Dan (“Forrest Gump”, W. Groom),

To kolejna tragiczna postać w tej wyliczance. Porucznik Dan to koleś, któremu Forrest Gump”) ratuje w Wietnamie dupę, ale nie nogi. Od tego momentu są praktycznie nierozłączni. Porucznik Dan to twardy zawodnik, który z niejednej kałuży pragnienie gasił. W pewnym momencie sięga po butelkę trochę za często i staje się lumpem, ale na jego drodze znowu staje Forrest Gump. Wyciąga dawnego kumpla z nałogu, zakładają razem firmę krewetkową (razem z orangutanem Zuzią), a porucznik przestaje pić i tłumaczy świat Gumpowi, który nie jest błyskotliwy, jak płonący magnez . Tak czy inaczej – porucznika Dan jest chyba jedynym, który w tej układance faktycznie potrafił rozstać się z flaszką i wyjść na prosta. Aye, sir!

11. Tommy (“Tommy”, R. Kipling),

To właściwie nie alkoholik, jednak poemat Kiplinga zaczyna się od tego, jak były żołnierz brytyjski chce zamówić piwo, a później udaje się do teatru. Ani to, ani to mu się nie udaje – ludzie patrzą na Tommy’ego z obrzydzeniem. Cały ten poemat jest właściwie gorzkim monologiem człowieka traktowanego na zasadzie „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”. Ciekawostka: od tytułu tego wiersza zaczęto brytyjskich żołnierzy nazywać „Tommies”.

12. Konrad, biskup wrocławski

Kolejny na liście „człowiek pogranicza” – duchowieństwa i wojska. Ten XV-wieczny biskup śląski był przywódcą wielu krucjat przeciwko zrewoltowanym husyckim Czechom. Według nieprzychylnego biskupowi Jana Długosza, biskup był kłamcą, złośnikiem i opojem, który rozdawał kościelne prebendy za łapówki w postaci baryłek wina. Żeby nie być gołosłownym: „Wprowadził zaś zwyczaj, że nie inaczej nadawał komuś beneficjum mające jakąś wartość, jak dopiero wtedy , kiedy ów dostarczył mu jako wynagrodzenie baryłkę wina mołdawskiego, albo włoskiego” – pisze Długosz. Wspaniale opisał go w trylogii husyckiej Andrzej Sapkowski, który do tego, co zarzucił mu Długosz, dopisał niepohamowane dziwkarstwo i makiaweliczną przebiegłość. Ad maiorem Dei gloriam!

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑