„Bogowie” nadal w kinach. Oglądać i jeszcze raz oglądać, warto!

Opublikowano Październik 15, 2014 | przez ZP

6688114-bogowie-900-507

Rzadko biegam na kinowe hity zaraz po premierze, ale film „Bogowie” zaliczyłem akurat w pierwszym dniu projekcji i nie będę zbyt oryginalny. Powtórzę po fachowcach i krytykach i napiszę: polecam każdemu. Nieważne jak długo byśmy się spierali, wymieniali inne filmy czy układali prywatne rankingi, dla mnie to jedna z najlepszych produkcji polskiego, współczesnego kina XXI wieku. To coś więcej niż rozrywka.

O kim? O czym? Wiadomo, trąbią o tym w mediach od tygodni – o Relidze, o transplantologii, o przeszczepach. Ale jak okazuje się już w kinowym fotelu – to po prostu film o życiu, o jego trudnych zakamarkach, walce, nieważne jak banalnie to zabrzmi. O ludziach z krwi i kości, bez zbędnego lukrowania i pobocznych wątków rozmywających fabułę. „Bogowie” to samo sedno sprawy wyciśnięte jak cytryna. W mojej opinii: świetnie zagrane i zrealizowane, z nienachalną ścieżką dźwiękową.

Ale po kolei. Co mi się podobało?

1. Fakt, że film jest oparty na faktach.

Dostajemy świetną historię, która sama w sobie jest czymś, co warto opowiedzieć tak jak było. Z całym klimatem PRL-u, wszystkimi trudnościami. Bez zbędnego w niej gmerania i upiększania rzeczywistości. Z całą pewnością nie jest to łatwa biografia, na zasadzie: „był sobie lekarz – geniusz, który wymyślił heroicznie, że jako pierwszy wykona przeszczep serca. Udało mu się, zyskał więc dozgonną sławę”.

2. Zgrabnie ujęta fabuła.

Scenariusz nie ciągnie się przez długie lata życia głównego bohatera, nie ma przynudzania z serii: „nazywam się Zbigniew Religa, urodziłem się w 1938 roku, w 1956 rozpocząłem studia na wydziale lekarskim…”, ani fragmentów, które chciałoby się przespać. Wszystko, co w tym filmie najważniejsze, to de facto kilkanaście miesięcy z jego życia. Zgrabna kumulacja tego, co chcemy o nim wiedzieć.

3. Doskonała gra aktorska Tomasza Kota.

Być może to odrobinę niesprawiedliwe dla innych wybitnych postaci, które się w tej produkcji przewijają – Mariana Opani, Zbigniewa Zamachowskiego, Jana Englerta, jeszcze paru innych z młodszego pokolenia, ale „Bogowie” to de facto popis jednego aktora – Tomasza Kota w pełnokrwistej roli samego Zbigniewa Religi. Z jednej strony mamy uderzające fizyczne podobieństwo, z drugiej gesty, ruchy, charakterystyczne przygarbienie – cały zestaw elementów, dzięki którym jako Religa staje się wiarygodny i nie jest tym samym Kotem, którego znamy z jego poprzednich ról. Warto to docenić, zwłaszcza, że materiałów, z których mógłby się „nauczyć” Religi z lat 80. nie miał wiele.

4. „Bogowie” to nie laurka

A nie ukrywam, że tego najbardziej się obawiałem. Religa pali, pije, bywa bezczelny dla ludzi, z którymi współpracuje, zaniedbuje żonę. Nie wszystko mu się udaje i nie z wszystkim sobie radzi, scenariusz nie jest pasmem jego sukcesów, za które non stop dziękują mu pacjenci.

Jaki jest ten film naprawdę? Zabawny tylko krótkimi fragmentami. Z drugiej strony – nieprzesadnie przejmujący dramaturgią zdarzeń. Jednak ma w sobie coś, co sprawia, że po wyjściu z kin ten stół operacyjny, ci chirurdzy walczący o kruche ludzkie życie, to wszystko zostaje w głowie.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑