Boiska są puste, bo tych dzieci zwyczajnie… nie ma?

Opublikowano Grudzień 29, 2013 | przez Gofrey

boiskoosiedlowe

Od kilku tygodni łazi za mną ten przeraźliwy widok, który już raz opisywałem – absolutnie puste podwórko, bez ani jednego dzieciaka, bez ani jednego młodego piłkarza, bez ani jednej grającej w gumę dziewczynki i generalnie bez nikogo nadającego się do kadry U-15 w cokolwiek. Wigilia, Święta – wiadomo, czas wielkich rodzinnych dyskusji, więc prędzej czy później wjechaliśmy również w ten temat. Wnioski? Może na osiedlach jest tak pusto po prostu dlatego, że dzieciaków już… nie ma?

Zaczęło się od analizy dzieciństw poszczególnych członków rodziny. Dość popularna opinia – najlepiej mieli ci z roczników 84-95, którzy jeszcze zdążyli pograć w kapsle, w chowanego i w państwa miasta, ale już cieszyli się pełnym asortymentem drobnych przyjemności – od pomarańczy, przez Nintendo po komputer podłączone do Internetu. Mieli już kolorowe telewizory z Tsubasą, ale jednocześnie wiedzieli jak pachnie roztrzaskany na chodniku kamień od zapalniczki i czym grozi wypadnięcie z bazy na drzewie. Różnica? Pokolenia lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych grały w chowanego osiem razy w tygodniu, my ze trzy razy na rok. Wrotki, łyżwy, piłka, wszystko inne – oni naparzali to od rana do zmierzchu, ci z dziewięćdziesiątych – od Tsubasy do wieczornej sesji z Contrą.

To w sumie banały, ciekawie zaczęło się robić dopiero przy przeliczaniu dlaczego tak, a nie inaczej. Dlaczego w latach osiemdziesiątych w chowanego bawiło się 25 osób i następnego dnia identyczny skład ruszał na piłkę, a u nas organizacja osiedlowego spotkania piłkarskiego trwała ze trzy dni, zanim wszyscy się wzajemnie dograli? Czemu wówczas nie było innych gierek niż jedenastu na jedenastu ze zmiennikami, gdy u nas 3/4 gry w piłkę to jakieś wymęczone pięć na pięć? Okazało się – co szczególnie dla młodszych było zaskoczeniem – że nas po prostu było… ze cztery razy mniej. Zaczęliśmy wyliczanie znajomych z dzieciństwa, pokolenia lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych liczyło tylko ludzi ze swojego rocznika plus dwa lata młodszych i starszych. Pokolenie lat dziewięćdziesiątych – także tych starszych o 5-6 lat i młodszych o kolejne cztery. Wyniki?

Ośmiu rówieśników w bloku, kolejnych siedmiu w bloku przeciwnym, gdzie indziej dziesiątka, wszędzie licząc tylko tych zbliżonych wiekiem, bo przecież ci „cztery lata starsi już trzymali się razem i gdzie indziej”. Gdy usłyszeliśmy opowieści o tym, że dwa osiedla rozwiązywały wzajemne pretensje bójkami z udziałem stu pięćdziesięciu, czy nawet dwustu osób i nie było to niczym nienaturalnym, oczy zagościły poza orbitami. Dziś ciężko byłoby zebrać tylu amatorów walki z całej dzielnicy.

W dyskusji przyszedł w końcu czas na odliczenie tych z dziewięćdziesiątych. Dziesięć… No może piętnaście osób, z trzech podwórek, czyli sześciu bloków, wliczając dużo starszych i dużo młodszych….

Jak to pokolenie miało spędzać czas na osiedlowych meczach, skoro zwyczajnie nie było komu grać? I idąc kroczek dalej – jak wygląda to dzisiaj? Czy ten niż demograficzny, czy ten niedobór dzieciaków i jeszcze dodatkowe przetrzebienie ich przez sito uzależnienia od komputera, który zostawia część w domu na wieczne wysiadywanie przed monitorem, nie jest sporym problem nie tylko dla społeczeństwa, ale dla samych dzieciaków? Chętniej wyszlibyście na dwór, gdzie czeka pięćdziesiąt osób z czasem i chęciami na zorganizowanie dowolnej rozrywki, czy może na te podwórko gdzie czeka całe osiedle – pięć osób z czasem do dwudziestej, bo potem kolacja i spać?

Tyle się zarzuca: „ach, dzisiejsza młodzież zamknięta w Internecie”. Może powinniśmy – my, dwudziestoparoletni – spojrzeć na siebie? Spojrzeć na liczbę biegających pod blokiem dzieciaków, na statystyki urodzeń i zgonów, na przyrost naturalny i swoje życiowe plany? Warto wziąć się do roboty, zanim się okaże że nasz syn jest samotnie snującym się rodzynkiem na osiedlu czterdziestoletnich kawalerów i trzydziestoletnich businesswoman…

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑