Ból dupy o nic. Feministki protestują przeciwko wyborom miss

Opublikowano Styczeń 26, 2014 | przez Jaskier

laski

Na moim uniwerku od kilku lat organizowane są wybory tej jedynej – najpiękniejszej ze wszystkich studentek. Cieszy się to sporym zainteresowaniem, bo i dziewczyny są zazwyczaj zacne, i rozrywka niezła. Choć naturalnie nie dla wszystkich. Problem mają feministki, które załadowały magazynek, odbezpieczyły broń, namierzyły cel i strzeliły. Według mnie kulą w płot.

Na wstępie wyjaśnię dwie sprawy. Po pierwsze, same wybory miss jarają mnie w stopniu porównywalnym do plebiscytu Złotej Piłki. Czyli coś w okolicach zera. Z dwudziestu lasek na równym poziomie koronę zgarnie ta, która najbardziej wpasuje się gust rektora, gostka z samorządu i właściciela lokalnej firmy, który wyłożył hajs, by z pierwszego rzędu pogapić się na młode cycki. Dla mnie to słaba rekomendacja, tym bardziej, że z reguły 10 atrakcyjniejszych dziewczyn spotykam co weekend w klubach. Po drugie, wcale nie uważam, że feministki to te owłosione mutanty, których cały życiowy foch wynika z tego, że mają branie porównywalne do Angeliny Jolie na gejowskim konwencie.

O co się rozchodzi?

O to, że według pań feministek uniwersytet to nie jest miejsce na tego typu rozrywki. Poprzez te słowa mówią one: udawajmy. Udawajmy, że uczelnia wyższa to wieża z kości słoniowej, przez której mury nie przechodzi to, co się dzieje się normalnym świecie. Udawajmy, że nie istnieje polityka, choć wykładowcy ze swoich ambon bezczelnie agitują za określoną opcją. Udawajmy, że nie istnieje biznes, na którym zarabiają profesorowie, spieniężając swój akademicki autorytet. Udawajmy w końcu, że nie istnieje normalna rozrywka, a na uniwersytecie jest miejsce jedynie dla treści mądrych i wzniosłych, a ludzie którzy na nim się znajdują, nie znają Warsaw Shore i Tańca z Gwiazdami, bo w ich guście jest jedynie opera i muzyka klasyczna. Jeżeli ktoś lubi udawać, enklawa cnoty zaprasza!

– Miss ma reprezentować całą społeczność Uniwersytetu. Nie zgadzamy się na to, by reprezentował nas ktoś wybrany na podstawie wielkości biustonosza, a nie kompetencji – mówią dalej feministki.

Po pierwsze, jeżeli miss ma was reprezentować, to jedynie na zdjęciach, bo wypada na nich lepiej od was. Nikt nie każe jej przecież odpowiadać z zakresu historii starożytnej. Wyobrażacie to sobie – przyjeżdża Krajowa Komisja Akredytacyjna lub jakaś inna Krajowa Komisja Czegoś Tam, zamyka miskę w gabinecie, zarzuca pytaniami, po czym wychodzi i wydaje werdykt: poziom Uniwersytetu X jest bardzo słaby. Ich miss nic nie wie o filozofii Leibniza.

Absurd.

Po drugie, reprezentują was w równym stopniu siatkarki, koszykarki, hokeiści oraz piłkarze, którzy występują pod egidą uniwersytetu. Coś mi się wydaję, że tam również rekrutacja nie opiera się na elokwencji i wiedzy kandydatów/kandydatek. Raczej na sprawności fizycznej. Kult ciała, tak samo jak w przypadku miss. Dlaczego nie protestujecie przeciwko nim?

– Ciekawe dlaczego nie zorganizujecie wyborów mistera – pytają. Może dlatego, że tego nie zaproponujecie? Przenieście swój entuzjazm na tę inicjatywę, a zaręczam wam, że na każdej siłowni znajdzie się kilku gości, którzy z dumą pochwalą się na scenie tym, na co ciężko latami pracują. Dokładnie w ten sam sposób jak „upodlone” dbaniem o siebie panie. Tak, wiem, że dla was to nowość. Jednak jeśli istnieje coś takiego jak presja atrakcyjności, to nie dotyczy ona jedynie ludzi, którzy noszą spódnice. Dotyczy wszystkich.

– Konkurs uprzedmiotawia kobiety – idą w zaparte. Czy można sobie wyobrazić bardziej seksistowskie podejście niż te prezentowane przez same feministki? Zakładają one z góry, że kandydatki na miss są tak głupie, że same nie potrafią ocenić sytuacji, w jakiej się znajdują. Że są naiwne jak narkoman na głodzie, który za samą obietnicę działki może dla ciebie zrobić wszystko.

Jest raczej odwrotnie – one doskonale wiedzą, na co się piszą! Powiem więcej: mam dziwne, graniczące z pewnością, przeczucie, że im się to bardzo podoba. Dla mnie to wyraz dojrzałości. Świadomości własnych zalet i umiejętności ich eksponowania. Wszyscy wiedzą, że to tak naprawdę kończy dyskusję. Feministki od początku zawiązania się ruchu mówiły: „Kobiety! Zrzućmy kajdany presji bycia piękną. Wyjebmy do kosza drogie szminki, zmysłowe perfumy, seksowne ciuchy. Bądźmy naturalne”. Tylko jakoś tak się dziwnie składa, że kobiety od lat ten apel mają w głęboko w dupie. Feministki więc powiedziały: ruszymy w świat i będziemy uświadamiać. Zupełnie jak Jehowi. Co zrobiła wtedy płeć piękna? Dokładnie to samo, co robi się z Jehowymi – zatrzaskuje im drzwi przed nosem.

O pomyśle feministek porozmawiałem z jedną uciemiężonych dziewczyn, która prywatnie jest moją koleżanką, więc z pewnością pozwoliła sobie na całkowitą szczerość.

– Poznałam świetnych ludzi, ale przede wszystkim zyskałam bardzo dużo pewności siebie, której wcześniej mi trochę brakowało. Formuła konkursu jest zła? Gdybym chciała opowiadać wszystkim o sobie, to założyłabym bloga – mówi o wyborach. Gdy pytam o uprzedmiotowienie, tylko się szyderczo uśmiecha, dodając: – Za akcją stoją kobiety, a wiesz co to oznacza? Ból dupy.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑