Bollywood w Warszawie, czyli przyuważ z kim fruwasz

Opublikowano Kwiecień 22, 2014 | przez MB

salman3

O tym, że w Warszawie kręcono bollywoodzki film, wiedzą wszyscy. Jednak chyba nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jakiego formatu gwiazda zawitała do stolicy.

Między 12 a 21 kwietnia kilka warszawskich ulic, most Poniatowskiego, Wybrzeże Helskie i most Gdański paraliżowały zdjęcia do filmu „Kick”. – Zdjęcia jak zdjęcia – można powiedzieć. Otóż nie. Do Polski przyjechało Bollywood. I to nie byle jakie, tylko to z wielomilionowym budżetem, przaśnym bogactwem i wielkimi gwiazdami, o których nie słyszał nikt poza Indiami i mniej więcej pięcioma freakami w Europie.

Nie od dziś wiadomo, że biznes filmowy kwitnie tam jak pryskane pomidory, a gwiazdy filmowe w wewnętrznej hierarchii stoją zaraz po awatarach Wisznu. Trudno się dziwić, skoro na oko Hindusi robią dwa filmy dziennie. Pałace, zamki, złoto, taniec brzucha, słonie, przepych, tysiące statystów – dzieje się tam wszystko i więcej. Oczywiście można się zastanawiać nad ich jakością, można nie czuć do końca konwencji, ale jedno trzeba przyznać: mają rozmach, skurwysyny.

Niewątpliwie rozmach ma też gwiazda filmu „Kick” Salman Khan – obecnie jedna z najbardziej wpływowych postaci w Bollywood i jeden z trzech najważniejszych Khanów (najbardziej znany z nich to oczywiście Shah Rukh Khan). To tak jakby do Warszawy przyjechali Bruce Lee albo Fela Kuti.

salman2

Salman zagrał do tej pory w prawie dziewięćdziesięciu filmach, których tytułów nawet nie będę przytaczał, pisze scenariusze, prowadzi teleturnieje i jest producentem. Za swoją szeroką działalność na tle rozrywkowym otrzymał Nagrodę Narodową „Raijv Gandhi Award”. Takiego trochę Fryderyka. Został także wyróżniony przez legendarne Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud w Londynie i jako czwarty indyjski aktor został tam „postawiony”.

Żeby tego było mało, magazyn „People” sklasyfikował bollywoodzkiego gwiazdora na siódmym miejscu w zestawieniu najlepiej wyglądających mężczyzn na świecie (sami oceńcie czy zasłużył na tak wysoką pozycję).

Całkiem nieźle jak na indyjskiego Toma Cruise’a, prawda?

Chociaż równie dobrze można go nazwać indyjskim Borysem Szycem – Salman Khan to naczelny rozrabiaka Bollywood. I dlatego lubimy go bardziej niż innych hinduskich gwiazdorów. Lecz pewnie też dlatego, że znamy jeszcze tylko dwóch. Shah Rukh Khan to modelowy idol nastolatek i kobiet w średnim wieku (te starsze kochają się w Amitabhie Bachchanie). Salman Khan to prawdziwy bad boy. Nonszalancki, kochliwy, niestały w uczuciach, lubi wypić i zabawić się.

Niektóre jego akcje bywają jednak zbyt grube. Za polowanie na zwierzęta pod ochroną został skazany na rok więzienia, jadąc po pijaku spowodował wypadek, w którym zginęła jedna osoba, była dziewczyna oskarżyła go o zmuszanie jej do brania udziału w imprezach organizowanych przez bombajską mafię.

Choć wygląda tak samo jak wszyscy indyjscy aktorzy, wyróżnia się imponującą muskulaturą (jest zawodowym kulturystą). Można więc powiedzieć: indyjski Herkules. I będzie w tym więcej niż ziarno prawdy, bo w swoim kraju Salman Khan traktowany jest jak półbóg. Tym razem polskie tabloidy nie przesadziły. Jego popularność faktycznie przybiera niebotyczną skalę. Skalę w naszej kulturze zupełnie niewyobrażalną.

Ale może to i dobrze, bo i tak nie byłoby tu kogo czcić.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑