Boty atakują. Dlaczego cybernetyczne zombie zarabia lepiej od ciebie

Opublikowano Marzec 13, 2015 | przez lucky bastard

spambot. główna

Odwiedzam po kilku latach przerwy portal „Niedoczytania”, dawniej świetne źródło wiedzy o tym, co dzieje się na polskiej scenie literackiej. Klik klik, a potem szok: opublikowana dwa lata temu zapowiedź książki Leszka Onaka i Łukasza Podgórniego „wgraa” wzbudziła lawinę komentarzy, jest ich aż 1879. Następny materiał ma ich dwa, by pod kolejnym znowu wybuchł dyskusyjny wulkan.

Szybko rozwiązuję zagadkę. „Niedoczytania” zostały przejęte przez spamboty. To teraz ich królestwo. Komputerowe zombie stworzone najpewniej przez Hindusa, Wietnamczyka bądź Pakistańczyka, zachęcające pod recenzją tomiku awangardowej poezji polskiej Amerykanów do kupna tańszych substytutów valium, xanaxu i viagry. Oto globalizacja w wersji sieciowej.

spambot 1

Spam zwykle traktujemy jako niegroźną przeszkadzajkę, zabierającą nam maksymalnie po kilkanaście sekund dziennie, a i to nie na czytanie, a na przerzucenie niechcianych wiadomości do kosza. Ale jest i druga strona medalu: wyliczono, że to biznes, którego obroty przekroczyły już miliard dolarów rocznie. Najchętniej spamboty wysyłane są w bój z południowej Azji, to ich matecznik. Gdy hakerzy przejęli kontrolę nad botnetem Storm, swoistym „statkiem matką”, okazało się, że wysyła on rocznie…. 1.7 tryliona maili. Jest niemal pewne, że i wam Storm wysłał jakąś wiadomość. Jest też niemal pewne, że od razu jej się pozbyliście, ale takie są reguły tej gry. Oczywiście, że w setce osób może nie znaleźć się nikt, kto przeczyta wiadomość od botnetu, w tysiącu nikt, kto otworzy link zamieszczony do maila, ale już w milionie? Znajdzie się i kupiec. I tak to się kręci. Storm, potężny botnet, generował właścicielowi od 7000 do 10000 dolarów dziennie zysku.

Głośna była sprawa ze spambotami, które pewien użytkownik Pinterestu w 2012 wykorzystywał do swoich celów. To była modelowa historia z gatunku „jak zarobić i się nie narobić”; 24-latek, znany tylko jako „Steve”, określał swoją działalność tak: „Pinterest to najłatwiejsza strona do spamowania. Wymaga praktycznie zero pracy i żadnego kapitału początkowego”.

Potem zarabiał około dwóch tysięcy dolarów dziennie na czysto. Model miał prosty: setki, a może i tysiące z jego spambotów nawzajem lajkowały i komentowały swoje zdjęcia. Wtedy system strony widząc ruch pod zdjęciem wyróżniał je, polecał użytkownikom, a więc koniec końców treści docierały już do prawdziwych ludzi. Każdy produkt był opatrzony linkiem do sklepu internetowego Amazon, a od każdego zakupu Steve miał część kasy.

2(1)

Rodzina botów jest różnorodna. Kolejny przykład: pornboty symulujące rozmowy. Zdjęcie roznegliżowanej Japonki, nadającej po angielsku z Ciechocinka, zapraszającej cię po wymianie dwóch zdań do siebie na tête à tête. Jak wielkim idiotą trzeba być, by w to uwierzyć? By kliknąć w to, co pornbot chciałby żebyś kliknął? No cóż, czasem wystarczy być nieuważnym. Omsknie ci się ręka, rozlejesz herbatę, kot wskoczy na klawiaturę i gotowe – mało prawdopodobne scenariusze, ale na milion przypadków? Inna historia. Takie rzeczy się zdarzają, a to kasa dla właściciela armii cybernetycznych niewolników.

Więcej, spamboty powoli trafiają pod strzechy. Minutę zajęło mi pozyskanie informacji o tym, jak znaleźć sposób na utworzenie własnego spambota, który potem – przykładowo – nabijałby mi punkty na jednej z popularnych, płatnych stron magazynującej dane. To tylko pokazuje, jak zjawisko botów się rozwija. Łatwo jest to je ignorować, wręcz z definicji tak z nim postępujemy, ale gdzieś tam, po cichu, ta branża nabiera skrzydeł.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑