Bycie rozsądnym to nie jest obciach

Opublikowano Styczeń 12, 2013 | przez kozak

Jak byłem młody i głupi, to oczywiście uważałem, że jestem bardzo mądry. Kiedy usłyszałem, że pewna znana postać kupiła Hummera i przerobiła na gaz, to śmiałem się tak długo, aż sąsiedzi zaczęli walić w ścianę (i to głowami). Teraz jestem trochę starszy i też mam wielką amerykańską furę na gaz. I ostatnio też się jeden koleś ze mnie śmiał, długo. Taki, co nawet gazu sobie nie kupi, może mieć go co najwyżej tyle, ile sam wypierdzi. Jak ja kiedyś.

Jest takie przekonanie, że duża fura na gaz to obciach. Gołodupcy mówią tak: jak cię nie stać na paliwo do takiego samochodu, to go nie kupuj! Na gaz, to można wziąć lanosa, matiza, albo ibizę. Ale jak celujesz w klasę premium to nawet nie przejeżdżasz koło dystrybutora LPG, bo to tak, jakbyś był prezesem banku i czatował po marketem na ludzi, żeby im odprowadzić wózek. Zdaniem niektórych, tankowanie gazu niewiele się różni od popijania wina za trzy złote. Jak kupujesz garnitur Bossa, to butów nie dobierasz w Deichmannie.

Najwięcej do powiedzenia na takie tematy mają młodzi, którzy znają wszystkie marki samochodów, ale niestety z doświadczenia to tylko Solarisy. Oni oczywiście wiedzą, że samochodu na gaz nie przerobią nigdy przenigdy, to wiedzą na pewno, nie wiedzą tylko, w jaki sposób mieliby na tę pierwszą furę zarobić. A nawet jeśli zarobią – to kiepsko u niech z perspektywami na coś o pojemności silnika większej niż 1,8.

Jako że temat znam z autopsji, przekażę dwie ponadczasowe mądrości.

Mądrość pierwsza: to nie jest tak, że ludzi z wielkimi furami nie stać na tankowanie benzyny. Oczywiście, że ich stać, ale dlatego zarobili na wielkie fury, ponieważ nie są debilami. W sieci jest coś takiego jak „kalkulator paliw” (coś podobnego, znajdziecie). No i przy całkowicie średniej eksploatacji samochodu wychodzi na to, że rocznie można oszczędzić jakieś osiem tysięcy złotych. Załóżmy, że brykę zmieniamy raz na pięć lat – to daje 40 tysięcy złotych różnicy. Jeśli sam płacisz swoje rachunki, jest to sporo. Wyobraź sobie 40 kafli, które wrzucasz do ogniska. Choćbyś srał kasą, lepiej za to polecieć z kochanką na Malediwy.

Mądrość druga: samochód na gaz jest wygodniejszy. Wielka fura z wielkim spalaniem to też wielki problem, bo jak depniesz na autostradzie, to się musisz zatrzymywać co jakieś 150-200 kilometrów na tankowanie, może nawet częściej. To wkurwiające. Zasięg takiego samochodu na benzynie jest znikomy, ciągle musisz kontrolować zbiornik. Gaz daje ci dodatkowe 200 kilometrów, więc tankować możesz już co 400, a nie co 200. Duża różnica. Dodatkowo jak masz duży silnik to nie odczuwasz najmniejszej różnicy jeśli chodzi o jego moc – bo to, czy pod maską masz 365 koni mechanicznych, czy 350, to naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Samochód jeździ dokładnie tak samo.

Gadanie o tym, że bogatemu nie wypada mieć samochodu na gaz, jest tak samo niedorzeczne jak to, że bogatemu nie wypada ogrzewać domu inaczej niż prądem, a już panele słoneczne zalatują biedą z czynszówek. Jedyne czego nie wypada – to słuchać idiotów wokół i uprzykrzać sobie życie. Masz dużą furę to ładuj LPG i nie daj się dymać mafii paliwowej.

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑