Był czerwony, smaczny i pikantny. Będzie mi go brakowało

Opublikowano Maj 28, 2013 | przez ZP

 

Ketchup_Wloclawek

Ta smutna wiadomość zastała mnie przy śniadaniu. Akurat łapczywie pożerałem parówki maczając ja w ulubionym ketchupie. Tym z Włocławka. Tym, którego już niebawem nie będzie mi dane posmakować…

To nie był jakiś tam sos pomidorowy. To Ferrari pośród ketchupów. Ludzie od lat zanurzali w nim niemal wszystko: frytki, mięsiwa, pieczywo, a ci bardziej powaleni nawet biały ser (serio).

Byliśmy do niego przyzwyczajeni tak bardzo, jak do Tadeusza Sznuka w teleturnieju „Jeden z dziesięciu”. Uważaliśmy go za jedną z niewielu, obok Edyty Górniak, ikon stylu w tym kraju. Kiedy mieliśmy go w ustach, czuliśmy rozkosz porównywalną do tej, jaką przeżywa górnik ze Śląska, który pierwszy raz w życiu przebywa nad morzem. Było nam błogo, swojsko, dobrze. I bezpiecznie. Wiedzieliśmy, że ketchup z Włocławka stanowi pewnego rodzaju fundament polskości. Dopuszczaliśmy do siebie myśl, że Platforma Obywatelska upadnie, a Borys Szyc może w końcu przestać otrzymywać role filmowe, że kiedyś znajdzie się ktoś, kto zburzy Pałac Kultury, ale absolutnie nie mieściło nam się w głowach, że coś mogłoby się stać z ukochanym sosem pomidorowym. Dla nas był nietykalny, jak Fidel Castro.

Niestety, Włocławek nie przeżył tylu zamachów, co kubański dyktator. Padł już przy jednym z pierwszych: oto firma Agros-Nova, matka tego czerwonego (ale nie komunistycznego!) dziecka postanowiła sprzedać zakład w rzeczonym mieście, słynącym też z drużyny koszykarskiej i tamy.

Produkcja przetworów wytwarzanych do tej pory w oddziale we Włocławku ma być teraz przeniesiona do jej innego zakładu, tego w Łowiczu. Co za straszliwa decyzja! Ketchup Włocławek z Łowicza – przyznacie, że brzmi to zupełnie dziwacznie.

Nawet jeśli sos pomidorowy Agros-Novy zachowa swój stary, dobry smak to ja już go nie chcę. Nie mógłbym bezkarnie maczać w nim swojej parówki (jakkolwiek to nie brzmi), a następnie brać jej do buzi. Czułbym się podle, dwulicowo, nieswojo.

Z drugiej strony nie byłbym też w stanie konsumować ketchupu z Włocławka jeżeli fabrykę kupi kto inny, np. Francuzi lub Niemcy. Specjaliści od bagietek czy wurstów nie będą karmić smakosza z Polski sosami pomidorowymi, co to to nie!

Jak widać i tak źle, i tak niedobrze. Co począć w tej ciężkiej sytuacji?

Nie chcę innego ketchupu. Po tylu latach pożycia z Włocławskim nie zamierzam go zdradzać. Choć właściwie nie byłaby to faktyczna zdrada, w końcu mój partner umiera, mam więc prawo poszukać sobie nowego. Ale nie zamierzam tego robić! Pragnę być wierny na zawsze, ewentualnie w grę wchodzi opcja zmiany orientacji, czytaj przerzucenia się na musztardę. Naturalnie sarepską.

PS. Mojemu ukochanemu ketchupowi chciałem zadedykować piosenkę:

 

PS. Jeśli trafiłeś na Wyszło dziś, przypadkiem, sprawdź o czym piszemy na co dzień:

http://wyszlo.com/facet-czyta-50-twarzy-greya-odcinek-1/

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑