Celebryta = niewierny sukinkot. Nie wierzcie, że ci ludzie tworzą szczere związki

Opublikowano Sierpień 20, 2013 | przez ZP

Paris-Hilton-2130618

Otwieram w mieszkaniu jakieś tandetne, kolorowe pismo dla bab, pozostałość po jednej z moich eks. Czytam łzawe wyznania drugorzędnej serialowej aktoreczki, która siedząc na werandzie z ukochanym psem i kubkiem kawy w ręce opowiada o miłości do swojego mężczyzny. – Wierność jest podstawą mojego związku – oznajmia, a ja wybucham śmiechem. Nie dalej jak miesiąc temu znajomy muzyk opowiadał mi o tym, jak posuwał ją kompletnie pijaną po jakiejś artystycznej libacji.

Nie lubię, gdy sportowcy/muzycy/aktorzy/innego sortu artyści zwierzają się publicznie ze swoich WIELKICH uczuć do partnerów. Wkurza mnie to, ponieważ wiem, że 99% tych wyznań to kompletne banialuki. Znam wielu przedstawicieli wspomnianych światów i coś wam zdradzę: 99 na 100 z tych osób nie dochowuje wierności swojej drugiej połówce.

Zdradzają z różnych powodów: bo są wstawieni po imprezie, bo ta druga osoba często bywa poza domem, np. na planie zdjęciowym, bo są przeważnie atrakcyjni i rozpoznawalni i inni ludzie sami pchają im się do łożka, bo… a zresztą nie chcę mi się tu tego wszystkiego pisać, nie jesteście głupi, więc sami wiecie o co kaman.

Generalnie to, że ci ludzie lubią się jebać na boku, jakoś specjalnie mnie nie razi, nawet ich rozumiem, pewnie będąc bogatym i sławnym robiłbym to samo. Co natomiast mnie wkurza to robienie z siebie świętszego od papieża w mediach. Naturalnie wiem, że tego wymagają spece od PR-u zajmujący się wizerunkiem danej „gwiazdy”, ale kariera to jedno, a honor – drugie.

Naprawdę nie rozumiem, jak można być takim hipokrytą i pierdolić bezustannie publicznie farmazony, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Pewnie uznacie mnie za naiwniaka, ale jestem pewien, że na ich miejscu nie robiłbym absolutnie WSZYSTKIEGO, żeby zostać na topie. Po prostu w pewnym momencie powiedziałbym: dość tej jebanej hipokryzji, odpadam. Albo sprzedajemy mnie światu po mojemu, albo spierdalajcie.

Od tych grzecznych na zewnątrz, a rozwiązłych na imprezach celebrytów wolę już tych, którzy chociaż nie ukrywają faktu, że lubią się pierdolić, jak chociażby Paris Hilton. Oczywiście można powiedzieć, że ona przegięła w drugą stronę – żeby zyskać rozgłos nagrała sekstaśmę, ale cóż, uważam, że w showbiznesie lepsza jest przesada w stronę rozwiązłości niż cnotliwości.

Nie wiem jak wy, ale ja naprawdę wolałbym, żeby wspomniana w leadzie aktoreczka x zamiast stać się bohaterką cukierkowego, łzawego artykułu, rzuciła swojego mena, a następnie zaczęła żyć tak, jak lubi, czyli na hardcorze, a potem dałaby do gazety tekst pt. „Lubię być obracana na wszystkie strony, jak prosiak na grillu”. Byłoby to i szczere, i zabawne, i pozwalające zachować jej to, o czym marzą wszyscy celebryci: długotrwały rozgłos. A że niektórzy uznaliby te dziewczę za kurewkę? Umówmy się, wszyscy artyści to prostytutki, inteligentni ludzie zdają sobie z tego sprawę, a wsiowymi głupkami nie ma się co przejmować.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑