#CharlieCharlieChallenge – dzieciaki rzucają sobie spirytystyczne wyzwanie

Opublikowano Czerwiec 1, 2015 | przez MB

charlie challange

Kiedy wydaje się, że Internauci przeszli już samych siebie, wtedy zaczynają rzucać sobie kolejne wyzwania i ręce znowu opadają. Tym razem w grę wchodzą siły nadprzyrodzone.

Popularna piosenka mówi, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. To nieprawda, niezależnie od pogody dzieci się nie nudzą, bo wywołują duchy. Dokładnie jednego konkretnego, Charliego, demona o meksykańskim ponoć pochodzeniu.

Dlaczego akurat jego? Bo odpowiada na pytania, a jak wiadomo, dzieciaki z natury są bardzo ciekawskie. Ponadto jest bardzo prosty w wywołaniu. Zestaw małego spirytysty wygląda następująco: formułka, kartka papieru, dwa ołówki. Kartkę należy podzielić na cztery części, w dwóch z nich napisać wpisać „tak”, w dwóch „nie”. Ołówki trzeba położyć na krzyż. Zaklęcie brzmi następująco: Charlie, Charlie, jesteś tu?

Młodzi Internauci z całego świata wierzą, że jeśli Charlie jest, to ołówek położony na wierzchu, poruszy się. I wtedy zaczyna się zabawa w pytania. Dziecko zadaje pytanie, Charlie na nie odpowiada, oczywiście poprzez przestawienie ołówka na odpowiednie pole – tak lub nie.

Moda na #CharlieCharlieChallenge opanowała cały świat i rozprzestrzenia się oczywiście drogą viralową. Nastolatki masowo wrzucają na swoje Twittery i Vine’y filmy z amatorskich seansów spirytystycznych, na których krzyczą, boją się i twierdzą, że widzą ciemną postać. Aby nie przedostała się do naszego świata zabawę kończą formułką „Charlie, Charlie, czy możemy już skończyć?”. Charlie wtedy oczywiście przesuwa ołówek i sobie idzie. Na nagraniach faktycznie widać jak przedmiot się porusza i to w dzieciakach wywołuje największe, z pewnością autentyczne, przerażenie.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że w kulturze i w wierzeniach meksykańskich ktoś taki jak Charlie w ogóle nie istnieje, bo niby dlaczego tradycyjny duch Meksyku miałby nosić tak głupie i mało lokalne imię?

A jak wyjaśnić poruszający się ołówek? Nie bądźmy dziećmi.

Fenomenu tego wyzwania trudno się doszukiwać, podobnie jak fenomenu obwiązywania sobie twarzy taśmą klejącą. W pewnym wieku każdy mniej lub bardziej jara się magią. Jeszcze do niedawna trwające boomy na Harry’ego Pottera, Eragona czy Piercy Jacksona wystarczały, by tę fascynację przekuć w coś namacalnego – książkę, film, zabawkę. W dobie Internetu i podbijających sieć virali fani Justina Biebera potrzebują jednak nowych, bardziej ekscytujących bodźców. Wymyślili sobie więc #CharlieCharlieChallenge.

Całe szczęście dorośli tego nie łyknęli. Dla tych, którzy jednaki chcieliby mieć własne #CharlieCharlieChallenge, zadanie jest takie: spróbujcie wypić tyle alkoholu, co Charlie Sheen.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑