Chce się żyć, bo świat to wielkie piękno

Opublikowano Luty 17, 2014 | przez Dżordż

wielkiepiekno

Wyobraź sobie, że starsza siostra doprowadza cię do szału. Regularnie, z wyjątkową złośliwością. Już? No to teraz pomyśl, że nie możesz odpowiedzieć na żadną jej zaczepkę, ponieważ po prostu… nie potrafisz mówić. Zamiast wyrzucać z siebie słowa, wydajesz bełkot. Zamiast chodzić, pełzasz. Zamiast myśleć… nie, to akurat wychodzi ci doskonale. Tylko że ludzie tego nie wiedzą, dlatego mają cię za imbecyla.

Przeczytałem ostatnio książkę po której doceniam to, że bez problemów potrafię zjeść każdy posiłek. Że umiem biegać. Pływać. Że jestem w stanie umyć samodzielnie głowę. Skończyłem ją tydzień temu i od tego czasu pozostaję w stanie lekkiej euforii.

Tytuł: „Chce się żyć”. Autor: Maciej Pieprzyca. Fabuła: Mateusz Rosiński to chłopak z porażeniem mózgowym. Ludzie uważają, że skoro nie umie się wysłowić ani poruszać o własnych siłach, jest kretynem.Błąd – chociaż najprostsze czynności życiowe są dla niego nie do wykonania, to głowa pracuje na całego. Błyskotliwie. Przekonujemy się o tym czytając przemyślenia głównego bohatera, które często doprowadzają czytelnika do niekontrolowanych wybuchów śmiechu, a czasem do łez.

To pozycja obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy w pogoni za sukcesem zapomnieli o docenieniu tego, co dostali od życia najcenniejszego, mianowicie zdrowia. To książka, którą powinni przełknąć ludzie smutni, sfrustrowani, nie wierzący we własny gatunek. Ludzie zmagający się z depresją, uważający, że mają w życiu naprawdę przegwizdane.

chce_sie_zyc_980x390

Kiedy czytałem o problemach Mateusza, moje malały z każdą stroną o kilka centymetrów, by pod koniec powieści skurczyć się do rozmiarów pchły.To człowiek o małych możliwościach fizycznych, w którym zamieszkało wielkie piękno.

A skoro już użyłem tego zbitku słów: wczoraj obejrzałem w kinie film o takim właśnie tytule. Choć nie, to złe wyrażenie: ja na niego nie patrzyłem, ja pożerałem ten obraz. Chłonąłem każdą jego sekundę nie wierząc, że ktoś (konkretnie Paolo Sorrentino) mógł wyreżyserować coś tak dobrego. Tak wspaniale balansującego na granicy snu i jawy. Tak inspirującego.

Fabuła: Jep Gambardella to podstarzały pisarz-bon vivant, który po sześćdziesiątce dochodzi do wniosku, że imprezy, kobiety, wino i śpiew to nie do końca to, co chciałby robić do śmierci, do której w sumie pewnie tak dużo już nie zostało.

Sorrentino i jego ludzie miażdżą w „Wielkim pięknie” widza dosłownie wszystkim:

– dialogami, które sprawiają, że człowiek nie śmieje się, a rechocze.

– zdjęciami: są tak piękne, że nawet wy, kochane dzieciaki, nie zrobicie takich swoimi wypasionymi ajfonami i androidami. Nie powstał jeszcze taki filtr w Instagramie – na szczęście! – który zbliżyłby się poziomem choćby w 1/10 do tego, co oglądamy u maestra Paolo. Te obrazy powodują, że człowiek zakochuje się w Rzymie. Na zawsze i bezwarunkowo nawet jeżeli – tak jak ja – nigdy nie był w tym mieście.

– muzyką: od kilkunastu godzin czy piszę, czytam, czy się przemieszczam, mam na uszach słuchawki, w których odbieram ścieżkę dźwiękową z „Wielkiego piękna”.

– intelektem: nie sposób przewidzieć co zdarzy się w kolejnej scenie. Wyobraźnia reżysera i scenarzysty działa według hasła „the sky is the limit”. Człowiek patrzy na to, co dzieje się w tym filmie i myśli sobie: nie, kolejna scena nie pobije tej, a następnie nie dowierza, ponieważ niemożliwe właśnie się dokonało. „Impossible is nothing” moi drodzy, naprawdę.

Za „Chce się żyć” zapłaciłem chyba 26 zł w jakiejś promocji. Za bilet na „Wielkie piękno” 25. O ile top modelki i ferrari nie zaczną niebawem chodzić na rynku po mega przecenach, nie wyobrażam sobie, żeby lepiej zainwestować 51 zł.

 

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑