Chcesz sprzedać mieszkanie? Agencje obskoczą cię niczym psy

Opublikowano Grudzień 4, 2014 | przez lucky bastard

Business-Real-Estate-Agent

Każdy, kto w ostatnich latach kupował lub sprzedawał mieszkanie, musiał mieć styczność z tak zwanymi agencjami nieruchomości. W przypadkach, w których obydwie te czynności wykonuje się równocześnie, tę styczność można też nazwać napastowaniem. Pośrednicy na odległość wyczuwają łatwy i szybki zarobek, więc stają na głowie, by tylko nawiązać współpracę. Prowizja? Z VAT-em to jakieś 3,5 procent, ale – jak sami twierdzą – to tylko kropla w morzu przy kwocie całej transakcji.

Rynek nieruchomości jest dziś skrajnie nasycony, a walka o klienta robi się coraz bardziej brutalna. Wie to każdy, kto spróbował samodzielnie przygotować ofertę sprzedaży i zamieścić na jednym z przeznaczonych do tego portali. Wystarczy kilka chwil, by telefony zaczęły się urywać, ale – niestety – to nie potencjalni kupcy dzwonią.

W zamian ma się do czynienia z pełnym spektrum osobowości i taktyk pozyskiwania zleceń. Rozmawia się i z zupełnymi prostakami, nie potrafiącymi sklecić dwóch zdań po polsku, ale też z wykwalifikowanymi pracownikami call-center, którzy wiedzą jak poprowadzić dyskusję, by zaaranżować spotkanie.

Co ciekawe, agencje nie poprzestają na jednym telefonie. W przypadku odmowy po tygodniu dzwonią ponownie, a w późniejszym terminie jeszcze raz. Pośrednicy są już przyzwyczajeni, że łatwiej zwerbować klienta, który od jakiegoś czasu nie może samodzielnie sprzedać mieszkania. Telefony urywają się więc non-stop.

Im większa agencja, tym gorzej. Na przykład firma, która chwali się, że posiada najliczniejszą kadrę w kraju, ma specjalny oddział call-center do pozyskiwania klientów. Ci ludzie nie dają się spławić zwykłym „nie, dziękuję”, bo wyjeżdżają z argumentem, że mają już konkretnych ludzi zainteresowanych lokalem. Prowizja to oczywiście żaden problem, bo można ją doliczyć do ceny. Pada więc pytanie, czy można takich klientów przyprowadzić. Trudno się nie zgodzić, prawda?

A potem na spotkanie przychodzi agent. Sam. I z rozbrajającym uśmiechem tłumaczy, że bez podpisanej umowy nie może wykonywać żadnych czynności. Jakim cudem znaleźli więc zainteresowanych klientów, skoro nic nie mogli robić w tej sprawie? Lekko zmieszany agent przyznaje tylko, że był to po prostu chwyt marketingowy. Ot, standardy największej agencji w kraju.

Z kolei mniejsze agencje mogą przyprowadzić klienta bez podpisanej umowy, ale stosują inne podejrzane praktyki. Na przykład podwyższają cenę sprzedaży o trzy procent, a na kolejne trzy umawiają się bezpośrednio z kupującym. Mniejsze biura często przychodzą też tak zwanymi turystami mieszkaniowymi, którzy nie są do końca zainteresowani lub nie posiadają wystarczających środków, ale chcą sobie to i owo obejrzeć.

Jedna z mniejszych agencji przyprowadziła kiedyś do mnie… 80-letniego staruszka, który na co dzień mieszkał na wsi. Ów dziadek szukał ponoć nieruchomości pod inwestycję, a dotychczas obracał wyłącznie ziemią i budynkami rolnymi. Jedyne pytanie, jakie staruszek zadał przy oglądaniu, brzmiało: „czy w pomieszczeniu jest radio?” Jednym słowem – dramat.

Mimo, że na rynku nieruchomości wszystkie chwyty są dozwolone, coraz trudniej dokonać transakcji bezpośredniej. W społeczeństwie istnieje pewna obawa przed samodzielnym tworzeniem umów oraz negocjowaniem warunków sprzedaży. Wielu korzysta też z agencji pośredniczących z lenistwa lub z braku czasu. Patrząc na standardy panujące na zachodzie, sytuacja może zabrnąć jeszcze dalej. A bezpośrednie i bezprowizyjne sprzedaże z czasem staną się dziwactwem…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑