Chlejesz na umór, biba goni bibę, nie masz hamulców? 29 to żelazna granica

Opublikowano Sierpień 1, 2013 | przez MB

292

Niedawno pisaliśmy o straconym pokoleniu 20-30 latków na wiecznej tindzie. Zatroskany autor przestrzega w nim przed melanżowym trybem życia, który prędzej czy później daje o sobie znać. Szczególnie u tych, którym już bliżej niż dalej do magicznej granicy „30”. Ostatnie badania brytyjskich nałogo… naukowców potwierdzają obawy Dżordża. 29. rok życia jest najgorszy na melanż.

Na rok przed trzydziestką z całą pewnością możemy spodziewać się złego jak syn Dartha Vader i Cruelli De Mon kaca. Kaca mordercy, kaca skurwysyna, kaca typu Jason Statham. Mimo że sylwetka Adonisa nadal błyszczy, to organizm już nie ten sam. Dla niego pierwsze lata studiów już dawno minęły. W żyłach hektolitry alkoholu, płuca zanieczyszczone, nerki niewydolne. Kiedy łapiesz zadyszkę już na pierwszym piętrze, to znak, że trzeba zwolnić.

Brytole przeprowadzili badania dla ruchu bezalkoholowych barów. Zgodnie z nimi kac dwudziestodziewięciolatka nie tylko jest bolesny jak drzazga w fiucie, ale także długi jak trylogia Sienkiewicza. Ponoć najgorzej jest z samego rana, o 9:45. Za to średni czas trwania to 10 godzin 45 minut! Wyobraźcie sobie, prawie 11 godzin niewyobrażalnych cierpień i spazmów. Nie życzę tego nikomu.

Naukowcy nie sprawdzali jednak wyłącznie intensywności skutków szalonych bib u trzydziestolatków. Skupili się również na ich przyzwyczajeniach. Okazało się, że dwie trzecie badanych imprezuje nie zwracając uwagi na obowiązki dnia następnego. Walka z kacem odbywa się więc najczęściej w miejscu pracy zamiast w domowych pieleszach. Dni urlopowe są bowiem ograniczone, a sześć wykorzystanych w ciągu całego roku na wyleżenie kaca to i tak za dużo. Taką średnią uzyskano wśród ankietowanych.

Wszystko rozchodzi się głównie o to, że łeb już nie tak mocny jak kiedyś. W wieku dwudziestu lat można wlać w siebie Niagarę wódy, bawić się do upadłego, spać dwie godziny i na drugi dzień wciąż czuć się jak młody bóg. Dziewięć lat później czujemy się jak wymięta szmata.

Zmienia się również perspektywa. Szczanie do rzeki, wystawianie dupy, rzyganie do umywalki, wyzywanie policjantów, łażenie po śmietnikach, rysowanie kutasów na czole, ustawianie wieży z pustych puszek, sranie pod czyimś oknem, niszczenie mienia publicznego z wiekiem wydają się mniej zabawne niż wcześniej. Stąd zdecydowanie zwiększona samoświadomość i poczucie wstydu. 10% przebadanych prawie trzydziestolatków jest zażenowanych swoimi postami na Facebooku, jedna trzecia, gdy tylko dojdzie do formy, usuwa wszystkie imprezowe foty, 20% jest autorem świńskich wiadomości do nieodpowiednich adresatów, 10% rozebrało się w miejscu publicznym, a 5% przeleciało szefa.

0% jest dumnych ze swojego zachowania.

PS. Od Dżordża: MB, młody człowiek, chyba nieco melodramatyzuje. Ja, jako przedstawiciel rocznika 1983, czuję się po alkoholu niespecjalnie gorzej niż np. siedem lat temu. No ale z drugiej strony do 21. roku życia prawie w ogóle nie piłem, więc może stąd ta moja dobra forma, której mogą nie mieć czytający ten tekst 30-latkowie, tindujący od wczesnych klas licealnych…

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑