Chłopak z Przemyśla, który oczarował Hollywood

Opublikowano Luty 11, 2013 | przez Dżordż

sek

 

Dwadzieścia lat temu młody chłopak z Przemyśla grał na perkusji utwory „Led Zeppelin” marząc o karierze muzyka światowej sławy. Nie udało mu się jej zrobić. I zapewne… tego nie żałuje. Dziś w nocy zespół, którego piosenkę produkował Paweł Sęk, dostał nagrodę Grammy.

My, Polacy, jesteśmy spragnieni poklasku jak nikt inny na świecie. Dlatego często zupełnie bezsensownie podniecamy się, gdy jakiś drugorzędny reżyser wygra trzeciorzędny festiwal w mieście do którego nie sposób trafić bez GPS-a.

Jednak dziś wyjątkowo możemy być podekscytowani. Oto nasz rodak zaistniał podczas rozdania najważniejszych nagród muzycznych świata – Grammy. Zaistniał co prawda nie jako wielka gwiazda, wokół której wiją się najładniejsze modelki, ale i tak jest się z czego cieszyć.

Zespół nazywa się „Fun”. Być może od razu nie skojarzyjcie co to za jedni, ale kiedy napiszemy, że śpiewają piosenkę „We are young”, wszystko powinno być już jasne (mają ponad 167 mln wyświetleń na jutjubie, nawet „Weekend” się chowa). Niejeden z was zapewne obłapiał przy niej laskę na dyskotece w 2012 roku.

 

No więc producentem tego utworu jest właśnie Sęk. Zresztą nie tylko tego – Paweł wydał całą płytę „Fun”. W swojej karierze współpracował też między innymi z Taylor Swift, Empire of the Sun i Dido.

Allan Starski, Janusz Kamiński, Roman Polański – Polaków, którym powiodło się w Hollywood jest naprawdę niewielu. Poza tym jeśli nawet ktoś z naszych się tam przebija, to głównie w branży filmowej, a nie muzycznej.  Tym bardziej wypada pogratulować Sękowi.

Szczególnie, że gość ma dopiero… 36 lat. To idealny wiek, żeby po takim sukcesie dać do pieca jeszcze mocniej i za jakiś czas stać się w Ameryce prawdziwym rekinem świata dźwięków. Paweł ma do tego znakomitą pozycję wyjściową: już po nominacji dla „Fun” opowiadał, że zgłaszają się do niego kolejni znani muzycy.

Wspomniał również, że chętnie zaopiekowałby się artystami z Polski. Po takiej deklaracji rodzime gwiazdki powinny od razu brać komórki w łapy i dzwonić do Sęka, a następnie przymilać się do niego, jak Bartosz Węglarczyk do Kingi Rusin w „Dzień dobry TVN”. Jeśli ktoś może sprawić, że Monika Brodka albo inna Maria Peszek stanie się rozpoznawalna bardziej niż 500 km w promieniu Warszawy, to jest to właśnie Paweł.

Gość, który na początku lat 90. grał z kumplami piosenki „Led Zeppelin” i „Dream Theater” na perkusji w Przemyślu. Małe miasteczko plus trudny czas dla kraju borykającego się z pozostałościami po komunie nie zabiły w Sęku marzeń o wielkim świecie. Zawsze ciągnęło go do Ameryki i w klasie maturalnej wreszcie spełnił swoje marzenie. Pojechał na rok do szkoły średniej w Kalifornii. Będąc w USA, bardziej dla jaj niż na poważnie, złożył podanie do „Berklee”. Jakież było zdziwienie Pawła, kiedy z tej Barcelony świata muzyki przyszła odpowiedź pozytywna!

– I wtedy moi rodzice i siostra naprawdę mi pomogli, bo ten wyjazd był niesamowicie drogi, szczególnie w tamtych czasach. Moja rodzina naprawdę wiele poświęciła, żeby spełnić swoje marzenie – wspomina Sęk w wywadzie dla „plejada.pl”.

Potem w jego życiu nie brakowało zajebistych wyzwań: przygotowywał partie dla stuuosobowej orkiestry potrzebną do reklamy igrzysk w Sydney, robił całą kampanię reklamową KFC, stworzył dziesięć (!) godzin muzyki do serialu „Carrier”, aż w końcu na dobre wsiąkł w tworzenie płyt i teledysków.

W słynnym skeczu kabaretu „Dudek” niedomiennie pojawia się pytanie: w czym tkwi sęk? Od dziś spokojnie można na nie odpowiadać: w światowej czołówce producentów muzycznych.

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑