Ciężko (?) jest być cholerykiem

Opublikowano Wrzesień 14, 2013 | przez ZP

nerwy3

Kiedy podczas rodzinnego grilla poprawiający antenę, wstawiony wujek spadł z dachu, familię ogarnęła panika. Krzykom, piskom i wrzaskom nie było końca. W całym tym zamieszaniu, przy którym bazary w Turcji są strefami ciszy, tylko ja zachowałem zimną krew = zadzwoniłem po pogotowie. Niestety, nie zawsze bywam takim kafarem…

Po prawie 30 latach życia zauważyłem pewną zależność – w naprawdę podbramkowych sytuacjach daję radę, za to tracę głowę z powodu różnych pierdół.

Piszę tekst na Wyszło i zawiesza mi się komputer – przez trzy minuty kurwię jak szalony.

Moja ulubiona drużyna piłkarska traci gola w zwykłym meczu ligowym – napierdalam rękami w ścianę.

Polscy piłkarze ręczni odpadają na igrzyskach w Pekinie w ćwierćfinale z Islandią – uderzam pięścią w szybę drzwi do łazienki, a kiedy pęka zdejmuję okulary i… rozdeptuję je.

Wszystkie powyższe akcje, niestety, naprawdę miały miejsce. To tylko trzy z miliona sytuacji, w których traciłem nad sobą panowanie z błahego powodu.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego gdy jest naprawdę źle człowiek umie się zachować, a kiedy nie ma poważnego zagrożenia, dostaje spazmów?

Geny? Efekt tego, że coraz więcej młodych ludzi żyje pod bardzo dużą presją, a co za tym idzie nie wyrabia nerwowo? Szczerze to nie mam pojęcia. Gdybym wiedział w czym tkwi sęk, raczej poprawiłbym swoje zachowanie.

Próbowałem muzyki relaksacyjnej, jogi, a nawet rozmowy z psychologiem. Piłem miętę. Wyspowiadałem się księdzu. Konsultowałem się z babcią. Obejrzałem trzy sezony Klanu, ponoć tam to dopiero mają problemy, moje są w porównaniu z ich niczym. Odbyłem wędrówkę w głąb siebie. Przeczytałem, niczym „Prezes” z „Poranku kojota” tysiąc książek o tym, jak postępować z ludźmi. I jak zwalczać stres.

Nic to, wkurw ciągle nie mija.

Przeminęło za to kilka dziewczyn, które nie wytrzymały tych częstych ataków agresji. Oraz kumpli, bojących się, że kiedyś oklepię któremuś nie na żarty mordę…

Z drugiej strony może to i lepiej, że nie umiem pozbyć się tego problemu? Gdybym za każdym razem kumulował w sobie negatywne emocje, po jakimś czasie wystrzeliłbym naprawdę konkretnie. Skończyłoby się to albo aresztem za zaciukanie irytującego przechodnia na ulicy, albo zawałem serca tuż po trzydziestce. Tak źle i tak niedobrze.

Ataki szału nie są za to chyba aż tak niebezpieczne. Człowiek rzuci dwadzieścia kurew, piętnaście chujów i dziesięć jebałtopiesów i już, czuje się zrelaksowany jak prezes dużej firmy po trzytygodniowych wakacjach na Malediwach. Gorąco jest naprawdę przez kilkaset sekund, potem następuje cisza i spokój. Owszem, lepiej byłoby nie zaliczać kilku takich spinek na dobę, ale jak się nie ma co się lubi…

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑