Co by było, gdyby… Pulp Fiction wyglądało tak, jak miało wyglądać?

Opublikowano Wrzesień 18, 2015 | przez lucky bastard

Quentin-Tarantino

Co by było, gdyby…? Tylko kilka pytań w naszym codziennym życiu mogłoby pod względem częstotliwości zadawania konkurować z powyższym. „Co słychać?”, „jak się masz?”, ewentualnie też „ze mną się nie napijesz?”. Gdybanie dotyczy każdego z nas, choć oczywiście znajdą się i tacy, którzy zapewniają, że serdecznie go nienawidzą. Nie musi chodzić nawet o sprawy bezpośrednio związane z nami, czasami analizujemy klatka po klatce również momenty historyczne. Dajmy na to – co by było, gdyby matka Hitlera usunęła ciąże, a – podobno – nosiła się z takim zamiarem.


I właśnie z tej kategorii mamy dla was ciekawostkę. Jak to z ciekawostkami bywa – jedni machną ręką i powiedzą, że zmarnowali czas. A inni z chęcią poświęcą dwie minuty.

Jak zapewne wiecie, bo pisaliśmy o tym niejednokrotnie – Quentin Tarantino wielkim reżyserem jest, a Pulp Fiction należy do tej kategorii filmów, których nieznajomość powinna podlegać karze ograniczenia wolności. Tak, celowo przesadzamy, ale wiecie – napisanie, że klasyk, jest niewystarczające. Jeśli się nie zgadzacie, to trudno – nie rozumiemy, nie szanujemy, ale za brak gustu kara śmierci nie grozi.

No więc sprawa wygląda tak – ktoś dokopał się do starych notatek Quentina i światło dzienne ujrzały fakty. Pewnym mitem jest, że obsada została starannie wyselekcjonowana, a topowi aktorzy wręcz palili się do współpracy z twórcą „Wściekłych psów”. Wręcz przeciwnie, Pulp Fiction w oczach Quentina miało wyglądać – pod względem personalnym – zupełnie inaczej.

Seria szybkich strzałów:

Vincent Vega. Nie John Travolta a Michael Madsen.

Jules Winnfield. Nie genialny Samuel L. Jackson a… Eddie Murphy.

Mia Wallace. Nie Uma Thurman (niby od zawsze muza QT) a Virginia Madsen, Patricia Arquette lub Phoebe Cates.

Butch. Nie Bruce Willis a Matt Dillon, Sean Penn, Nicolas Cage lub… Johnny Deep.

Winston Wolfe. Nie Harvey Keitel a – uwaga, uwaga! – Danny DeVito.

Ktoś kiedyś chyba powiedział – pół żartem, pół serio – że w Los Angeles istnieje restauracja, w której jako kelnerzy pracują wszyscy utalentowani, byli aktorzy, którzy swego podjęli złe decyzje przy wyborze ról. Zmienili tych z fartem, którzy podjęli dobre. Naturalna sprawa, nikogo nie szokują tam momentalnie i brutalnie złamane kariery. Jednak przypadek Pulp Fiction… To byłby zupełnie inny film.

No i wracamy do pytania – co by było, gdyby…? Czy klasyk, byłby dziś klasykiem? Czy Uma Thurman błysnęłaby później w Kill Billach? Czy John Travolta do końca życia byłby już tylko chłopakiem z „Gorączki sobotni nocy”? Chcielibyśmy znać odpowiedzi, ale gdybanie ma to do siebie, że tylko wyobraźnia może poszaleć, jak pan młody na kawalerskim, a fakty mają szlaban na wszystko.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑